29.06.2024, 18:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2024, 18:39 przez Jonathan Selwyn.)
Jonathan nawet nie próbował powstrzymać się od kolejnego chichotu.
– WIesz kim jestem? – powiedział wesoło i dopiero, gdy już otworzył usta, by dodać najwyraźniej absolutnie nikim, bo nie mogę być aktorem, dotarło do niego, że to nie zabrzmi, aż tak zabawnie, jak myślał. Zmarszczył brwi i pokrecił głową. – Jednak nie ważne. To brzmi śmieszniej jedynie po myślowemu.
Miał też dziwne wrażenie, że gdyby rzeczywiście powiedział to na głos, to jego przyjaciel mógłby się zacząć martwić, a to przecież on z ich dwójki był po to, aby martwić się o samopoczucie tego drugiego. Anthony po prostu czasem przypominał mu tego wychudzonego samotnego kruka na cmentarzu, którego koniecznie należało wprowadzić w świat kolorów, bo inaczej na zawsze zapadnie się w ponurą ciemność. Co z tego, że przyjaciel właśnie śmiał się obok niego?
– Czaszki nie... Ja... Obiecuję ci mój drogi, że dzisiaj będzie jedynie śmiesznie. Z ręką na sercu – obwieścił przyciskając swoją dłoń do klatki piersiowej. Na co były komu dramaty, sens istnienia i zemsty, gdy można było po prostu pić?
– Nie mogę bez czarów! Jestem przecież naturalnie czarujący – poskarżył się, ale ostatecznie skinął głową na znak, że się zgadza i znowu zachichotał. – Chciałbym by moja krew była niebieska, wiesz? Wszyscy wiedzieliby od razu, że pochodzę z rodziny bufonów, a pozatym to chciałbym... Chciałbym, abyś widział ją taką jaką jest. Pamiętasz, jak kiedyś zleciałem z tego drzewa w Hogwarcie? Zapewniam cię, że wyglądałbym dla ciebie bardziej majestatycznie krwawiąc barwą, którą możesz dostrzec – oznajmił, klepiąc go po policzku. — A więc aktorzy na scenę!
Był przekonany, że okno było zamknięte, a że nie mogli używać czarów, to całe zadanie wydawało się jeszcze bardziej ekscytujące. Ale zabawa!
Okno było otwarte.
To znaczy nie na oścież, ale gdy Jonathan spróbował je uchylić, ku jego rozczarowany okazało się, że mógł to zrobić, więc nie trzeba było kombinować.
Oh...
Nieco smutny, więc z tego powodu, jednocześnie wciąż chichocząc pod nosem, bo Anthony się śmiał, a skoro Anthony się śmiał, to on też nie mógł przestać się śmiać, wgramolił się przez okno na ciemny korytarz, a potem pomógł przedostać się do świata teatru przyjacielowi. O dziwo nawet się przy tym nie poobijali. Zanim jednak ruszyli dalej, Jonathan nagle spoważniał i złapał Shafiqa za ramiona. Niebieską koszulę miał krzywo zapiętą, co było o tyle dziwne, że nie pamiętał, aby majstrował przy guzikach.
– Wiesz, co... Myślałem o tej czaszce i innych rzeczach i chyba jednak... Tony, mogę powiedzieć ci coś głupiego? Ale nie takiego głupiego, że hahaha, takiego głupiego bardziej do myślenia. Ale obiecuje, że powiem tylko to, a potem już całą noc będzie tylko śmiesznie dobrze?
– WIesz kim jestem? – powiedział wesoło i dopiero, gdy już otworzył usta, by dodać najwyraźniej absolutnie nikim, bo nie mogę być aktorem, dotarło do niego, że to nie zabrzmi, aż tak zabawnie, jak myślał. Zmarszczył brwi i pokrecił głową. – Jednak nie ważne. To brzmi śmieszniej jedynie po myślowemu.
Miał też dziwne wrażenie, że gdyby rzeczywiście powiedział to na głos, to jego przyjaciel mógłby się zacząć martwić, a to przecież on z ich dwójki był po to, aby martwić się o samopoczucie tego drugiego. Anthony po prostu czasem przypominał mu tego wychudzonego samotnego kruka na cmentarzu, którego koniecznie należało wprowadzić w świat kolorów, bo inaczej na zawsze zapadnie się w ponurą ciemność. Co z tego, że przyjaciel właśnie śmiał się obok niego?
– Czaszki nie... Ja... Obiecuję ci mój drogi, że dzisiaj będzie jedynie śmiesznie. Z ręką na sercu – obwieścił przyciskając swoją dłoń do klatki piersiowej. Na co były komu dramaty, sens istnienia i zemsty, gdy można było po prostu pić?
– Nie mogę bez czarów! Jestem przecież naturalnie czarujący – poskarżył się, ale ostatecznie skinął głową na znak, że się zgadza i znowu zachichotał. – Chciałbym by moja krew była niebieska, wiesz? Wszyscy wiedzieliby od razu, że pochodzę z rodziny bufonów, a pozatym to chciałbym... Chciałbym, abyś widział ją taką jaką jest. Pamiętasz, jak kiedyś zleciałem z tego drzewa w Hogwarcie? Zapewniam cię, że wyglądałbym dla ciebie bardziej majestatycznie krwawiąc barwą, którą możesz dostrzec – oznajmił, klepiąc go po policzku. — A więc aktorzy na scenę!
Był przekonany, że okno było zamknięte, a że nie mogli używać czarów, to całe zadanie wydawało się jeszcze bardziej ekscytujące. Ale zabawa!
Okno było otwarte.
To znaczy nie na oścież, ale gdy Jonathan spróbował je uchylić, ku jego rozczarowany okazało się, że mógł to zrobić, więc nie trzeba było kombinować.
Oh...
Nieco smutny, więc z tego powodu, jednocześnie wciąż chichocząc pod nosem, bo Anthony się śmiał, a skoro Anthony się śmiał, to on też nie mógł przestać się śmiać, wgramolił się przez okno na ciemny korytarz, a potem pomógł przedostać się do świata teatru przyjacielowi. O dziwo nawet się przy tym nie poobijali. Zanim jednak ruszyli dalej, Jonathan nagle spoważniał i złapał Shafiqa za ramiona. Niebieską koszulę miał krzywo zapiętą, co było o tyle dziwne, że nie pamiętał, aby majstrował przy guzikach.
– Wiesz, co... Myślałem o tej czaszce i innych rzeczach i chyba jednak... Tony, mogę powiedzieć ci coś głupiego? Ale nie takiego głupiego, że hahaha, takiego głupiego bardziej do myślenia. Ale obiecuje, że powiem tylko to, a potem już całą noc będzie tylko śmiesznie dobrze?