08.01.2023, 01:29 ✶
Jej odpowiedź wprowadziła go w chwilową zadumę na temat własnej pewności siebie. Jeżeli chodziło o interakcje międzyludzkie i odgadywanie tego, co kto o nim myśli, to praktycznie ona nie istniała. Nigdy nie był w tym dobry, więc i nie próbował. W czasach szkolnych miał jednego bliższego przyjaciela, który opuścił ten świat zanim jeszcze ukończyli Hogwart, później przesiadywał sam z książkami. Odrzucał zaproszenia na wyjścia i przyjęcia, bo nigdy nie czuł się dobrze w miejscach, gdzie otaczali go ludzie. Zazwyczaj nie przez brak pewności siebie, a po prostu nieumiejętność podjęcia tematu. To wszystko było dla niego zbyt męczące, musiał przyznać przed samym sobą, że poszedł na łatwiznę, gdy Florence wyrobiła sobie tak mocne zdanie na swój temat, że niewielka ilość rzeczy mogłaby je podważyć. Możliwe też, że dawał sobie zbyt mało kredytu, bo przerost ambicji bywał rodzinny, zwłaszcza w kontekście eliksirów.
- Opracował nie opracował... sam ten proces był prosty, ale wypuszczenie tego w obieg, aby faktycznie pomagało ludziom już jest trudniejsze. Ja poza wykładem na temat działania różnych rozczynów to niewiele mogę powiedzieć na głos przy grupie ludzi, niesamowicie mnie to stresuje, a co dopiero jakbym miał pokazywać ten. W jaki sposób jakaś firma miałaby na tym zarobić. - wyżalił się, bo taka była prawda. Zamykał się w piwnicy i dawał pochłonąć pracy, czasem, aby zapomnieć jak bezużyteczne będzie jego 'odkrycie' jeżeli nie wyjdzie ze swojej strefy komfortu. Zacisnął usta.
- I wcale nie taki ulubieniec, trochę się kłóciliśmy, wiesz, ze napisałem mu list pare lat temu, że miałem racje w jednym zagadnieniu na piątym roku? Musiał być mną zirytowany - zaśmiał się pod nosem, wyraźnie dumny z tego, co zrobił. Jeżeli coś wiedział i był w czymś dobry to musiał postawić na swoim, nie liczył się żaden autorytet ani struktura... głównie dlatego też nie lubił wychodzić spoza laboratorium, w jego głowie wszystko działo się szybciej, przyjemniej.
- Akurat dzisiaj wyglądam dobrze, ale zdarza mi się z domu wyjść bez butów - odparł znacząco w kontekście jej pytania o 'dziwne patrzenie', bo, w zasadzie nie kłamał. Zdarzało mu się o butach zapominać, a fakt, że Eden z domu wyniosła niesamowicie chłodną dyscyplinę nie pomagał w tym jak William patrzył na różne tego typu swoje 'dziwactwa', które może w innych sytuacjach przeszłyby jako żart bądź drobnostka.
Pokiwał głową i spojrzał w pierwszym momencie na ustawienie ich rąk, aby potem skoncentrować spojrzenie na nogach. Powtarzał sobie w głowie instrukcje, jaką podzieliła się z nim Florence i starał się podążać za rytmem, który wyznaczała. Fakt, robili to wolno, ale jak na razie nikt nie był zdeptany, bo Will niesamowicie się spiął i wymierzał odległości między ich butami. Zaraz podniósł na chwilę głowę.
- Chyba nie jest tak źle - podsumował, ale ostatecznie nie był w stanie nie patrzeć na ruch nóg. Fakt, to nie był jego pierwszy taniec w życiu i to tez na pewno dało się wyczuć, ale tez nie był jakiś doświadczony.
- Opracował nie opracował... sam ten proces był prosty, ale wypuszczenie tego w obieg, aby faktycznie pomagało ludziom już jest trudniejsze. Ja poza wykładem na temat działania różnych rozczynów to niewiele mogę powiedzieć na głos przy grupie ludzi, niesamowicie mnie to stresuje, a co dopiero jakbym miał pokazywać ten. W jaki sposób jakaś firma miałaby na tym zarobić. - wyżalił się, bo taka była prawda. Zamykał się w piwnicy i dawał pochłonąć pracy, czasem, aby zapomnieć jak bezużyteczne będzie jego 'odkrycie' jeżeli nie wyjdzie ze swojej strefy komfortu. Zacisnął usta.
- I wcale nie taki ulubieniec, trochę się kłóciliśmy, wiesz, ze napisałem mu list pare lat temu, że miałem racje w jednym zagadnieniu na piątym roku? Musiał być mną zirytowany - zaśmiał się pod nosem, wyraźnie dumny z tego, co zrobił. Jeżeli coś wiedział i był w czymś dobry to musiał postawić na swoim, nie liczył się żaden autorytet ani struktura... głównie dlatego też nie lubił wychodzić spoza laboratorium, w jego głowie wszystko działo się szybciej, przyjemniej.
- Akurat dzisiaj wyglądam dobrze, ale zdarza mi się z domu wyjść bez butów - odparł znacząco w kontekście jej pytania o 'dziwne patrzenie', bo, w zasadzie nie kłamał. Zdarzało mu się o butach zapominać, a fakt, że Eden z domu wyniosła niesamowicie chłodną dyscyplinę nie pomagał w tym jak William patrzył na różne tego typu swoje 'dziwactwa', które może w innych sytuacjach przeszłyby jako żart bądź drobnostka.
Pokiwał głową i spojrzał w pierwszym momencie na ustawienie ich rąk, aby potem skoncentrować spojrzenie na nogach. Powtarzał sobie w głowie instrukcje, jaką podzieliła się z nim Florence i starał się podążać za rytmem, który wyznaczała. Fakt, robili to wolno, ale jak na razie nikt nie był zdeptany, bo Will niesamowicie się spiął i wymierzał odległości między ich butami. Zaraz podniósł na chwilę głowę.
- Chyba nie jest tak źle - podsumował, ale ostatecznie nie był w stanie nie patrzeć na ruch nóg. Fakt, to nie był jego pierwszy taniec w życiu i to tez na pewno dało się wyczuć, ale tez nie był jakiś doświadczony.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated