• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria

[22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#2
08.01.2023, 02:05  ✶  
Wszystko ostatnio się sypało. William nie interesował się zbytnio polityką czy też światem zewnętrznym - tj. tym poza jego pracownią - ale trudno było nie wiedzieć o tym, ze regularnie, co pare dni w mugolskiej, a czarami nawet magicznej, części Londynu płonęły budynki, sklepy i ginęli ludzie. Czarodzieje - najczęściej mugolacy, ale zdarzały się ofiary półkrwi czy tej czystej, wtedy sytuacja była rozdmuchiwana, a po tym Lestrange wiedział, że system i Ministerstwo ich zawiodło. Nie powinien oceniać, bo sam nie robił zbyt wiele, aby tak się nie stało, ślęczał jedynie nad badaniami, które nie miały wiele wspólnego z zatrzymaniem konfliktu, być może wojny domowej. Czasy były nieciekawe i każdy, egoistycznie, próbował zabezpieczyć przede wszystkim siebie. Nieliczni, a tych William podziwiał, narażali się dla innych, przodowali w wyłapywaniu popleczników Voldemorta, ale, momentami było to poświęcenie na marne, bo sytuacja tylko się pogarszała, a ludzi ubywało.
To popołudnie nie różniło się niczym innym od poprzednich, Will siedział przy biurku przeglądając papiery, większość wywarów miał odłożonych, zakorkowanych. Czuł się zmęczony, ale wiedział, że jak nie spisze wszystkich myśli to jutro rano uciekną z jego głowy i już nigdy nie przyszpili ich do pergaminu tak skrupulatnie jak zrobiłby to teraz. Zaczął spisywać sentencje, grupy roztworów... gdy usłyszał pukanie. Jego spokój zakłóciła gosposia, która za niedługo kończyła dzień pracy. Lestrange był pewny, że ta przyszła z przypomnieniem o posiłku, ale bardzo szybko jego mina zrzedła, gdy zobaczył znajomego urzędnika za plecami kobiety. Odłożył pióro  po zapisaniu ostatniego słowa na w połowie zapełnionej stronie i podążył do wyjścia z laboratorium wiedząc, że nie będzie potrafił odmówić. Ostatnio jego dorywcza praca jako Antropolog wypełniała znacznie więcej czasu niż powinna, ale nie potrafiłby spojrzeć sobie w oczy następnego dnia, gdyby odmówił pojawienia się na miejscu pracy, gdy działy się takie tragedie. Chociaż tak mógł się przysłużyć sprawie, przynajmniej na razie.
Wychował się w wielkiej rezydencji rodowej, jego rodzice byli dumni ze swojego nazwiska, tak samo jak spora ilość krewnych. Wiązali z nim niesamowicie dużo teorii na temat wyższości czarodziejów krwi czystej nad tymi, których rodowody były niekoniecznie grawerowane w złocie i wybijane rubinami. Krzywił się na podobne teorie, uważając, że nawet psa o mieszanej rasie nie powinno uważać się za gorszego, a co dopiero człowieka, nieistotne czy czarodzieja czy nie. Żyć miał prawo każdy i nikt nie powinien mieć przywileju, aby je drugiemu istnieniu po prostu, bestialsko zabrać. Wyciągnął swoje wnioski na ten temat, gdy opłakiwał pomiędzy szóstym, a siódmym rokiem Hogwartu swojego drogiego przyjaciela, który zniknął z tego świata przedwcześnie. Od tego momentu Will popadł w obsesję na punkcie kamienia Filozoficznego, jego badania nad wpuszczeniem leku na Nocną Marę nie było tak ważne, chociaż powinno być. W swojej młodości obsesyjnie szukał jakiegoś naukowego, czasami mniej - przekopując groby i angażując w to innych ludzi - wyjścia, aby sprowadzić Leandra do żywych. Nie znalazł niczego, a wszyscy dookoła, z roku na rok zdawali się przestawać szanować życie i nie bacząc na jego kruchość pogrążali się w swoich radykalnych opiniach na temat 'tych po drugiej stronie barykady'. Jego frustracja, gdy o tym myślał, mogłaby wylewać się uszami i nosem, gdyby tylko była wizualna. Było na świecie tyle rzeczy, które mogli odkryć, jakim mogli się poświęcić, a taka ilość z nich wybierała nienawiść, nie potrafił tego pojąć.
- Nie zastaniesz tam nikogo - jego głos poniósł się echem przez korytarz, gdy, sam już, bez towarzystwa posłanego po niego urzędnika, podszedł do kuzynki oraz lewitujących za nią ciał. Mimo późnej godziny gmach Ministerstwa nie był tak pusty, jakim można by się spodziewać go teraz zastać. Akurat najniższe poziomy, gdzie też Lestrange spędzał swoje godziny w tym budynku, nigdy nie cieszyły się popularnością. Kostnica, nawet za zamkniętymi drzwiami wywierała na ludziach nieprzyjemne wrażenie, a jej zapach zdawał się przesiąkać ubrania, paznokcie, włosy. William zdawał się z tym nie przejmować, traktował każde ciało tak samo - z szacunkiem, ale też jako pole swojej pracy. Nie myślał o tych osobach za życiach, przy momentach, gdy musiał ich zidentyfikował szukał raczej po charakterystycznym ubiorze, sygnetach, nigdy po prywatnych historiach. Takowych unikał, nie dlatego że się bał o swoje własne zdrowie psychiczne, a o to, że nigdy go one nie poruszą. Nie chciał odkrywać przed nikim tej mrocznej karty swojej osobowości, która pozwalała pracować mu w takim miejscu.
Otworzył drzwi do pomieszczenia wpuszczając kuzynkę przodem.
Weszli najpierw do niewielkiego gabinetu, który miał drzwi po lewej oraz prawej. Światło było tutaj ciepłe, dwa biurka - jedno w bałaganie i to do tego William podszedł - mozaika posadzki, dużo szafek z pergaminami.
- W prawo, połóż ich proszę na stołach. - poinstruował spoglądając na Victorię znacząco, obydwoje nie chcieli tutaj być o tej godzinie, a ona to już zdecydowanie, mógł to powiedzieć po zmęczeniu wymalowanym na jej twarzy oraz po zapachu ubrań, które przesiąknęło czarnomagicznym odorem.
- Jesteś dopiero na szkoleniu, każą ci zostawać tak późno? - zapytał bez krępacji.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Victoria Lestrange (2745), William Lestrange (2415)




Wiadomości w tym wątku
[22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria - przez Victoria Lestrange - 06.01.2023, 21:02
RE: [22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria - przez William Lestrange - 08.01.2023, 02:05
RE: [22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria - przez Victoria Lestrange - 08.01.2023, 19:02
RE: [22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria - przez William Lestrange - 10.01.2023, 05:04
RE: [22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria - przez Victoria Lestrange - 12.01.2023, 09:16
RE: [22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria - przez William Lestrange - 20.01.2023, 04:29
RE: [22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria - przez Victoria Lestrange - 28.01.2023, 20:40
RE: [22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria - przez William Lestrange - 22.02.2023, 07:07
RE: [22 marca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | William & Victoria - przez Victoria Lestrange - 25.02.2023, 23:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa