29.06.2024, 23:41 ✶
Z każdym kolejnym krokiem w kierunku tegoż portalu, Crow coraz mocniej czuł, że mogła to być ostatnia z jego przygód. Nie, nie wątpił w siłę własnych uczuć, za to kiedy przypomniał sobie o tym śniadaniu... zaczął wątpić w siłę własnych czarów. Zakładając, że Cain zechce tego smoka chronić, czego mu niby nie powiedział wprost, czego właściwie musieliby tam dokonać? To już nawet nie będzie nawet to, że szalona wiedźma zechce rzucać im kłody pod nogi i uprzykrzać im życie na każdym kroku - to życie, kruche w swojej naturze, mogłoby skończyć się jeszcze dzisiaj. Przypomniał sobie o koncepcji tej kartki. Niegłupie by to było, odciąć się, zamazać ten wyrywek tej historii i pozwolić mu żyć. Z tym swoim pokręconym kompasem moralnym, misją i sercem pełnym roztargnienia. Może nawet kiedy by się spotkali, a on byłby szczęśliwy, a wtedy taka decyzja nabrałaby sensu.
Może dlatego, kiedy usłyszał „jestem, jestem” tak bardzo potrzebował usłyszeć jakąś pokrzepiającą końcówkę? Nie „jestem tutaj, jestem na miejscu” tylko „jestem twój, na zawsze twój”. Nawet gdyby mieli wyzionąć tutaj ducha, niech żre ich to samo robactwo. Niech ich kości spoczywają w tej samej grocie. Niech wiatr rozwieje pył po nich w te same miejsca, niech dadzą życie tym samym roślinom. Niech bogowie, jeżeli istnieją, będą dzisiaj po ich stronie, kurwa mać. Tak, on od razu widział najgorsze możliwe tej historii - to w którym wszystko idzie nie tak, w którym decyzja, jaką podjął, była najgorszą z możliwych.
Zacisnął palce na jego dłoni, tak dla pewności, że tam był. Powiedział mu, że świat będzie mu zazdrościł. Że go uzna. Takich rzeczy się nie odwołuje, tak? Choćby miała polać się tam krew, zamierzał zdobyć dla siebie to zakończenie. Wyszarpać je z zębów każdego, kto śmiałby powiedzieć mu inaczej, niż on sobie w tym zamku założył, że będzie.
- Z godzinę na południe stąd. - Nie doprecyzował, czy na koniu, czy na nogach, zamiast tego ruszył przed siebie, nie puszczając go. Wyraźnie nad czymś myślał, teraz już na szczęście nie o rychłej śmierci, a o czymś mającym dać im wyraźną przewagę. - Tam jest - skinął przed siebie - takie wzgórze, a później rozpościerają się pasma górskie. Najszybsza droga na tę górę, gdzie się podobno to leże znajduje, wiedzie z drugiej strony, ale ja mam taki plan... - mówił to wpierw swobodnie, a później nieco się zgarbił. Najwyraźniej cokolwiek się na ten plan składało, zaliczyć można było do kategorii tego, co niekoniecznie spodoba się Cainowi. - Najszybsza droga wiedzie z tamtej strony, bo przełęcz dzieląca dwie góry jest zbyt szeroka i trzeba iść na około, ale ja jestem pewny, że gdyby wyczarować odpowiednio silną masę powietrza, wiesz, pod dobrym kątem...
Uniósł nawet obie ręce w górę, jakby chciał coś pokazać, nie puszczając przy tym ręki Caina.
- Tylko wiesz, nigdy tam nie byłem - a więc i nie mógł ich tam teleportować - i nigdy tego nie próbowałem. - Nie zmieniało to jednak faktu policzenia czegoś w tej swojej szalonej główce, a on był swoich obliczeń pewny. Na tyle, aby przenieść ich konkretnie tutaj, a nie od strony Zajezdni, będącej zapewne przystankiem każdego innego wybierającego się na tę wyprawę.
Może dlatego, kiedy usłyszał „jestem, jestem” tak bardzo potrzebował usłyszeć jakąś pokrzepiającą końcówkę? Nie „jestem tutaj, jestem na miejscu” tylko „jestem twój, na zawsze twój”. Nawet gdyby mieli wyzionąć tutaj ducha, niech żre ich to samo robactwo. Niech ich kości spoczywają w tej samej grocie. Niech wiatr rozwieje pył po nich w te same miejsca, niech dadzą życie tym samym roślinom. Niech bogowie, jeżeli istnieją, będą dzisiaj po ich stronie, kurwa mać. Tak, on od razu widział najgorsze możliwe tej historii - to w którym wszystko idzie nie tak, w którym decyzja, jaką podjął, była najgorszą z możliwych.
Zacisnął palce na jego dłoni, tak dla pewności, że tam był. Powiedział mu, że świat będzie mu zazdrościł. Że go uzna. Takich rzeczy się nie odwołuje, tak? Choćby miała polać się tam krew, zamierzał zdobyć dla siebie to zakończenie. Wyszarpać je z zębów każdego, kto śmiałby powiedzieć mu inaczej, niż on sobie w tym zamku założył, że będzie.
- Z godzinę na południe stąd. - Nie doprecyzował, czy na koniu, czy na nogach, zamiast tego ruszył przed siebie, nie puszczając go. Wyraźnie nad czymś myślał, teraz już na szczęście nie o rychłej śmierci, a o czymś mającym dać im wyraźną przewagę. - Tam jest - skinął przed siebie - takie wzgórze, a później rozpościerają się pasma górskie. Najszybsza droga na tę górę, gdzie się podobno to leże znajduje, wiedzie z drugiej strony, ale ja mam taki plan... - mówił to wpierw swobodnie, a później nieco się zgarbił. Najwyraźniej cokolwiek się na ten plan składało, zaliczyć można było do kategorii tego, co niekoniecznie spodoba się Cainowi. - Najszybsza droga wiedzie z tamtej strony, bo przełęcz dzieląca dwie góry jest zbyt szeroka i trzeba iść na około, ale ja jestem pewny, że gdyby wyczarować odpowiednio silną masę powietrza, wiesz, pod dobrym kątem...
Uniósł nawet obie ręce w górę, jakby chciał coś pokazać, nie puszczając przy tym ręki Caina.
- Tylko wiesz, nigdy tam nie byłem - a więc i nie mógł ich tam teleportować - i nigdy tego nie próbowałem. - Nie zmieniało to jednak faktu policzenia czegoś w tej swojej szalonej główce, a on był swoich obliczeń pewny. Na tyle, aby przenieść ich konkretnie tutaj, a nie od strony Zajezdni, będącej zapewne przystankiem każdego innego wybierającego się na tę wyprawę.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.