30.06.2024, 08:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2024, 08:20 przez Brenna Longbottom.)
Zaklęcie transmutacyjne spłynęło po niej, pozbawiając ubranie i ciało kolorów, nie czyniąc niewidzialną niczym peleryny niewidki, ale pozwalając łatwiej wtopić się w cienie, spowijające posiadłość. Gdy wyjrzała ostrożnie, upewniła się, że słyszy na schodach kroki, i mignęła jej ciemna sylwetka, jeszcze zbyt daleko, aby Brenna mogła się przyjrzeć.
Nie wyglądał na ducha, ale nie spodziewała się tu żadnych żywych, wyobraźnia od razu podpowiedziała więc inne rozwiązanie: wampir. Wypełzł gdzieś spod ziemi i teraz planował wypić jej krew.
Niedoczekanie.
Cofnęła się do niewielkiego okna, pchnęła okiennicę, która otworzyła się ze skrzypieniem. Uschnięta winorośl, porastająca mur, nie wyglądała, jakby mogła dać pewne podparcie nawet nastoletniej dziewczynie, ale Brenna była w końcu czarodziejką, i to z Potterów, którzy nauki transmutacyjne mieli we krwi. Machnięcie różdżki sprawiło, że po pędach przebiegła magia, sprawiając, że te zaczęły się rozrastać, jak w bajce o Śpiącej Królewnie, jednej z wielu, jakie Brenna odkryła po trzecim roku w Hogwarcie. Ledwo moment później Brenna przesuwała się po odmienionej magią roślinie, ku najbliższemu oknu. Nie myślała nawet o tym, że znajduje się całkiem sporo nad ziemią i że jeden nieostrożny ruch mógłby skończyć się w najlepszym wypadku połamaniem kończyn.
Najrozsądniej byłoby w ogóle zejść na dół i natychmiast się teleportować, ale na razie nie przyszło jej to nawet do głowy. Niekoniecznie należała do najrozsądniejszych nastolatek po słońcem: a wychowanie i nauki odebrane w domu, wszystkie razy, gdy uczono ją, jak trzymać sztylet i jak zachowywać się w pojedynkach, sprawiały, że była nieco nazbyt pewna siebie. Wątpienie we własne siły było kolejną z rzeczy, których dopiero miała się nauczyć.
Gdy Anthony zajrzał więc do pomieszczenia, był tam tylko dym, spowijający sypialnię, i kilka plam na podłodze, jeszcze ciepłych, a winowajczyni pakowała się właśnie przez okno do jednego z innych pomieszczeń w nawiedzonym domu, który teraz miała za bardzo zaniedbany zamek jakiegoś wstrętnego wampira.
Nie wyglądał na ducha, ale nie spodziewała się tu żadnych żywych, wyobraźnia od razu podpowiedziała więc inne rozwiązanie: wampir. Wypełzł gdzieś spod ziemi i teraz planował wypić jej krew.
Niedoczekanie.
Cofnęła się do niewielkiego okna, pchnęła okiennicę, która otworzyła się ze skrzypieniem. Uschnięta winorośl, porastająca mur, nie wyglądała, jakby mogła dać pewne podparcie nawet nastoletniej dziewczynie, ale Brenna była w końcu czarodziejką, i to z Potterów, którzy nauki transmutacyjne mieli we krwi. Machnięcie różdżki sprawiło, że po pędach przebiegła magia, sprawiając, że te zaczęły się rozrastać, jak w bajce o Śpiącej Królewnie, jednej z wielu, jakie Brenna odkryła po trzecim roku w Hogwarcie. Ledwo moment później Brenna przesuwała się po odmienionej magią roślinie, ku najbliższemu oknu. Nie myślała nawet o tym, że znajduje się całkiem sporo nad ziemią i że jeden nieostrożny ruch mógłby skończyć się w najlepszym wypadku połamaniem kończyn.
Najrozsądniej byłoby w ogóle zejść na dół i natychmiast się teleportować, ale na razie nie przyszło jej to nawet do głowy. Niekoniecznie należała do najrozsądniejszych nastolatek po słońcem: a wychowanie i nauki odebrane w domu, wszystkie razy, gdy uczono ją, jak trzymać sztylet i jak zachowywać się w pojedynkach, sprawiały, że była nieco nazbyt pewna siebie. Wątpienie we własne siły było kolejną z rzeczy, których dopiero miała się nauczyć.
Gdy Anthony zajrzał więc do pomieszczenia, był tam tylko dym, spowijający sypialnię, i kilka plam na podłodze, jeszcze ciepłych, a winowajczyni pakowała się właśnie przez okno do jednego z innych pomieszczeń w nawiedzonym domu, który teraz miała za bardzo zaniedbany zamek jakiegoś wstrętnego wampira.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.