30.06.2024, 16:12 ✶
Stoję z Matthias'em, witam się z jego ciocią. Reaguje na rodzinne spotkanie.
Sophie przez całe życie zmagała się z własnym pechem i brakiem pewności siebie. Kiedy po ukończeniu Hogwartu postanowiła rozkręcić biznes alkoholowy, rodzina traktowała ją z mieszanką sceptycyzmu i pobłażania. Każde niepowodzenie było dla nich tylko kolejnym dowodem na jej niekompetencję. A przez ostatnie trzy tygodnie, tych niepowodzeń było naprawdę dużo. Czy było to dla niej trudne? Bardzo. Czy przejmowała się tym? Oczywiście! Postanowiła się jednak nie załamywać i udawać, że wcale nie ma nerwicy.
I to właśnie w tym trudnym dla niej okresie, spotkała na swojej drodze Matthias’a. Jego obecność okazała się balsamem na jej zraniona duszę. Po przypadkowym spotkaniu, które minęło im w całkiem miłej atmosferze, Delacour postanowił zaprosić ją na kolejne. I potem jeszcze kolejne i… kolejne, aż w końcu nastał dzień, w którym zabrał Sophie na wieczorek karciany.
Mulciberówna nigdy nie była pewna, czy ich spotkania były randkami. Na razie postanowiła traktować je jako przyjacielskie wypady, nie chcąc wzbudzać w sobie fałszywych nadziei. Musiała przyznać się przed samą sobą, że bardzo polubiła Matthias'sa. Słuchał jej uważnie, nie przerywał i nie krytykował pomysłów. Dla Sophie, przyzwyczajonej do wiecznych uwag i krytyki ze strony rodziny, była to nowość. Jego akceptacja i ciepło sprawiały, że zaczynała widzieć świat w jaśniejszych barwach. Jej oczy błyszczały kiedy na niego patrzyła, a uśmiech nie znikał z twarzy. Czuła się przy nim bardzo swobodnie.
Na dzisiejszy wieczór założyła sukienkę, którą sama sobie uszyła. Nie lubiła ubierać się wyzywająco, więc jej spódnice zawsze miały odpowiednią długość, a góra stroju nie odkrywała tego, co powinno być zakryte.
- Dobry wieczór, Sophie Mulciber. Bardzo mi miło.- Przywitała się, zdając sobie sprawę, że nie czuła stresu ani skrępowania. Matthias przedstawił ją swojej ciotce jako kobietę biznesu, co było bardzo miłe z jego strony. Cały wieczór zapowiadał się idealnie! Dopóki nie usłyszała... charakterystycznego stukotu obcasów, a później nie poczuła woni znajomych perfum. I dłoni na swoim ramieniu. Wiewióreczka zbladła i wyraźnie się spięła. Odwróciła się, żeby spojrzeć prosto na swoją macocha oraz wuja. Tak, wuja. Mulciberówna miała trzecie, czy tam czwarte oko, które pozwalało jej już od maleńkości wyczuć, który z braci był jej ojcem, a który wujem. I to by było na tyle, jeśli chodziło o jej supermoce.Biedna Sophie.
Sophie przez całe życie zmagała się z własnym pechem i brakiem pewności siebie. Kiedy po ukończeniu Hogwartu postanowiła rozkręcić biznes alkoholowy, rodzina traktowała ją z mieszanką sceptycyzmu i pobłażania. Każde niepowodzenie było dla nich tylko kolejnym dowodem na jej niekompetencję. A przez ostatnie trzy tygodnie, tych niepowodzeń było naprawdę dużo. Czy było to dla niej trudne? Bardzo. Czy przejmowała się tym? Oczywiście! Postanowiła się jednak nie załamywać i udawać, że wcale nie ma nerwicy.
I to właśnie w tym trudnym dla niej okresie, spotkała na swojej drodze Matthias’a. Jego obecność okazała się balsamem na jej zraniona duszę. Po przypadkowym spotkaniu, które minęło im w całkiem miłej atmosferze, Delacour postanowił zaprosić ją na kolejne. I potem jeszcze kolejne i… kolejne, aż w końcu nastał dzień, w którym zabrał Sophie na wieczorek karciany.
Mulciberówna nigdy nie była pewna, czy ich spotkania były randkami. Na razie postanowiła traktować je jako przyjacielskie wypady, nie chcąc wzbudzać w sobie fałszywych nadziei. Musiała przyznać się przed samą sobą, że bardzo polubiła Matthias'sa. Słuchał jej uważnie, nie przerywał i nie krytykował pomysłów. Dla Sophie, przyzwyczajonej do wiecznych uwag i krytyki ze strony rodziny, była to nowość. Jego akceptacja i ciepło sprawiały, że zaczynała widzieć świat w jaśniejszych barwach. Jej oczy błyszczały kiedy na niego patrzyła, a uśmiech nie znikał z twarzy. Czuła się przy nim bardzo swobodnie.
Na dzisiejszy wieczór założyła sukienkę, którą sama sobie uszyła. Nie lubiła ubierać się wyzywająco, więc jej spódnice zawsze miały odpowiednią długość, a góra stroju nie odkrywała tego, co powinno być zakryte.
- Dobry wieczór, Sophie Mulciber. Bardzo mi miło.- Przywitała się, zdając sobie sprawę, że nie czuła stresu ani skrępowania. Matthias przedstawił ją swojej ciotce jako kobietę biznesu, co było bardzo miłe z jego strony. Cały wieczór zapowiadał się idealnie! Dopóki nie usłyszała... charakterystycznego stukotu obcasów, a później nie poczuła woni znajomych perfum. I dłoni na swoim ramieniu. Wiewióreczka zbladła i wyraźnie się spięła. Odwróciła się, żeby spojrzeć prosto na swoją macocha oraz wuja. Tak, wuja. Mulciberówna miała trzecie, czy tam czwarte oko, które pozwalało jej już od maleńkości wyczuć, który z braci był jej ojcem, a który wujem. I to by było na tyle, jeśli chodziło o jej supermoce.Biedna Sophie.