30.06.2024, 18:24 ✶
Charlie nie miał pojęcia, jak jawi się jego postać w umyśle Laurenta a, co gorsza, dopiero zaczęły docierać do niego te drobne uwagi, które, gdyby Charles był nieco pewny siebie, łatwo mogłyby być uznane za mające drugie dno. Uznał jednak, że widzi za dużo, czyta między wierszami i dostrzega słowa, których tam nie ma. Nie było powodu, by Laurent tak mówił. Był po prostu ekscentryczny.
Obraz młodego hodowcy, który osiągnął wiele pracą własnych rąk, rozbił się jak szklana kula upuszczona na podłogę. Rodzinna spuścizna była tak prosta, tak nudna! Charlesowy uśmiech nieco zbladł.
- Rozumiem. - Przyjął więc do wiadomości. - Ród Prewett, tak? Wybacz, chyba nie mamy Prewettów w rodzinie, nie wiedziałem.
Temat, w odczuciu Charlesa, został zakończony. Ekscytacja umarła, razem z nią zachwyt osiągnięciami młodego Laurenta. Był kolejnym dziedzicem, nie różnił się od tego, co sam sobą przedstawiał Charlie. Kontynuował pracę rodziny, ni mniej, mi więcej.
Należało skupić się na opium.
- Proszę częstować się herbatą. - Polecił nieco bardziej formalnie. - Za chwilę wrócę.
Sam nigdy dotąd nie palił. Opium kusiło, tak jak i inne używki, ale nie było okazji ani odwagi. Zapas opium w sklepie był dla klientów, którzy wymagali czegoś więcej, ale Charles wiedział o długiej fajce, przygotowanej specjalnie dla tego proszku. Changowie byli lepiej wyposażeni, a Charlie musiał się postarać, by nie zdradzić swojego braku doświadczenia.
Przetarł fajkę, nadając jej ładnego blasku. Dwie niewielkie miarki opiumowych bursztynowych kryształków przełożył na papierek i zawinął paczuszkę. Czy było to za dużo na próbkę? Czy dość? Nie miał pojęcia.
- Bardzo proszę. - Powiedział do Laurenta, wracając do głównego pomieszczenia Olibanum. Najpierw położył paczuszkę, zaraz obok niej fajkę. Płomień zatańczył w miedzi. - Nie krępuj się, jeśli masz ochotę spróbować tutaj. Jest czyste i o wysokiej zawartości. Mówiłeś, że szczerość pomaga, teraz również nie kłamię.
Obraz młodego hodowcy, który osiągnął wiele pracą własnych rąk, rozbił się jak szklana kula upuszczona na podłogę. Rodzinna spuścizna była tak prosta, tak nudna! Charlesowy uśmiech nieco zbladł.
- Rozumiem. - Przyjął więc do wiadomości. - Ród Prewett, tak? Wybacz, chyba nie mamy Prewettów w rodzinie, nie wiedziałem.
Temat, w odczuciu Charlesa, został zakończony. Ekscytacja umarła, razem z nią zachwyt osiągnięciami młodego Laurenta. Był kolejnym dziedzicem, nie różnił się od tego, co sam sobą przedstawiał Charlie. Kontynuował pracę rodziny, ni mniej, mi więcej.
Należało skupić się na opium.
- Proszę częstować się herbatą. - Polecił nieco bardziej formalnie. - Za chwilę wrócę.
Sam nigdy dotąd nie palił. Opium kusiło, tak jak i inne używki, ale nie było okazji ani odwagi. Zapas opium w sklepie był dla klientów, którzy wymagali czegoś więcej, ale Charles wiedział o długiej fajce, przygotowanej specjalnie dla tego proszku. Changowie byli lepiej wyposażeni, a Charlie musiał się postarać, by nie zdradzić swojego braku doświadczenia.
Przetarł fajkę, nadając jej ładnego blasku. Dwie niewielkie miarki opiumowych bursztynowych kryształków przełożył na papierek i zawinął paczuszkę. Czy było to za dużo na próbkę? Czy dość? Nie miał pojęcia.
- Bardzo proszę. - Powiedział do Laurenta, wracając do głównego pomieszczenia Olibanum. Najpierw położył paczuszkę, zaraz obok niej fajkę. Płomień zatańczył w miedzi. - Nie krępuj się, jeśli masz ochotę spróbować tutaj. Jest czyste i o wysokiej zawartości. Mówiłeś, że szczerość pomaga, teraz również nie kłamię.