30.06.2024, 18:44 ✶
Byli dorośli i jak dorośli powinni się zachowywać, a dbanie o niezepsucie swojej reputacji to właśnie zachowanie dorosłych. Neil co prawda reputacji nie miał, ale Isaac, chyba już tak? Tak się przynajmniej wilkołakowi wydawało.
Pokręcił głową i na propozycję i na pytanie.
- To było dawno. -no, nie aż tak dawno, ale wystarczająco dawno, żeby dał radę zgłosić zaginięcie do najmniej pięć razy. - Z resztą nie macie tu rdzenia jakiego chcę. -musieliby go sprowadzać. W dobie teleportacji i innych czarodziejskich szacher macher nie było to problemem, jednak życie bez różdżki aż tak mu nie doskwierało.
Spojrzał na niego na rodzaj umowy, jaką mężczyzna zaproponował. Zmrużył oczy, zmarszczył brwi w namyśleniu, ale koniec końców skinął głową. Może się zgodzić, a później nazywać go i tak jak chce, bo co mu Bagshot zrobi? Wyczaruje mu deszczową chmurę nad głową? Nieee, to nie ten typ, nie miałby serca by to zrobić. Przymknął oczy, czując powietrze, szastające mu z lekka ubranie i włosy i zaraz ubranie było suche.
Otrzymawszy zgodę trzymał go dalej.
- Nie chcą, żebym komuś odgryzł głowę. - to było sensowne wytłumaczenie motywacji ministerstwa. Chociaż tyle, że wilkołaki nie atakowały siebie wzajemnie, mogliby zrobić im wielką biegalnię, to chociaż by się wyszaleli wszyscy. Rano byłoby niezręcznie, bo jednak stado gołych czarodziejów może różnie patrzeć na temat nagości.
Wzdrygnął się widząc, jak towarzysz pakuje nogę między drzwi windy. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł po jego plecach, a ręka zacisnęła się mocniej na rękawie. Nie jest tu by pouczać innych, ale i tak pochylił się lekko i otwartą dłonią, pacająco zdzielił Isaacową nogę po piszczelu.
- Nie rób tak, bo winda, ruszy i ci utnie nogę. - krwawe scenariusze go ostatnio nawiedzały, nawet we snach, jak wspomnienia dziadków.
Z duszą na ramieniu wyszedł windy, czy można raczej powiedzieć, wyskoczył z niej, spięty, jak prąd gdy w domu włączy się na raz zbyt wiele elektroniki.
- Mmm… - zmrużył oczy myśląc po raz kolejny. Gdzie go odstawić? Opcji było wiele, najbardziej kusiło, żeby go tu zostawił w cholerę, ale wtedy musiałby puścić jego rękę, którą gładko objął, opierając się głową o jego ramię. No i gdzie to pilnowanie tego co inni o nich pomyślą? Gdzie go odstawić? Do grobu? Aresztu? Rodzinnego domu? Czy gdzieś poza tym miejscami jest ktoś kto go przypilnuje? Zdecydowanie poza tymi miejscami nie ma nikogo takiego, ale też dzięki temu nie skompromituje się bardziej. Milczał trochę dłużej niż mu się wydawało.
- Upiekłem ciasto. Jest słodkie. - tak, wrzucał teraz cukier wszędzie, bo mógł, bo chciał pozbyć się nawyku dbania o kogoś kto nie dba o niego, od teraz będzie jeść wszystko z cukrem. - Możesz mnie do mieszkania odstawić, na... Horyzontalnej. - jak głupek się zawahał, czy dobrze pamięta swój adres, ale raczej tak, czasem zapominał, w końcu nie chodzi o adresy, a o zapamiętanie trasy i tak właśnie żył. - Będę mógł ci pokazać mojego kaktusa. - uniósł głowę i popatrzył na niego z uśmiechem. Czy o to mu chodziło? Naprawdę chciał go tak wykorzystywać? Dla własnej potrzeby otrzymania uwagi? Ale zapłaci mu, tak? Towarzystwem, zaraz, to marna zapłata. Zapłaci mu ciastem i herbatą. Do tego ma zrobionych kilka mieszanek i maści, da mu coś.
Pokręcił głową i na propozycję i na pytanie.
- To było dawno. -no, nie aż tak dawno, ale wystarczająco dawno, żeby dał radę zgłosić zaginięcie do najmniej pięć razy. - Z resztą nie macie tu rdzenia jakiego chcę. -musieliby go sprowadzać. W dobie teleportacji i innych czarodziejskich szacher macher nie było to problemem, jednak życie bez różdżki aż tak mu nie doskwierało.
Spojrzał na niego na rodzaj umowy, jaką mężczyzna zaproponował. Zmrużył oczy, zmarszczył brwi w namyśleniu, ale koniec końców skinął głową. Może się zgodzić, a później nazywać go i tak jak chce, bo co mu Bagshot zrobi? Wyczaruje mu deszczową chmurę nad głową? Nieee, to nie ten typ, nie miałby serca by to zrobić. Przymknął oczy, czując powietrze, szastające mu z lekka ubranie i włosy i zaraz ubranie było suche.
Otrzymawszy zgodę trzymał go dalej.
- Nie chcą, żebym komuś odgryzł głowę. - to było sensowne wytłumaczenie motywacji ministerstwa. Chociaż tyle, że wilkołaki nie atakowały siebie wzajemnie, mogliby zrobić im wielką biegalnię, to chociaż by się wyszaleli wszyscy. Rano byłoby niezręcznie, bo jednak stado gołych czarodziejów może różnie patrzeć na temat nagości.
Wzdrygnął się widząc, jak towarzysz pakuje nogę między drzwi windy. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł po jego plecach, a ręka zacisnęła się mocniej na rękawie. Nie jest tu by pouczać innych, ale i tak pochylił się lekko i otwartą dłonią, pacająco zdzielił Isaacową nogę po piszczelu.
- Nie rób tak, bo winda, ruszy i ci utnie nogę. - krwawe scenariusze go ostatnio nawiedzały, nawet we snach, jak wspomnienia dziadków.
Z duszą na ramieniu wyszedł windy, czy można raczej powiedzieć, wyskoczył z niej, spięty, jak prąd gdy w domu włączy się na raz zbyt wiele elektroniki.
- Mmm… - zmrużył oczy myśląc po raz kolejny. Gdzie go odstawić? Opcji było wiele, najbardziej kusiło, żeby go tu zostawił w cholerę, ale wtedy musiałby puścić jego rękę, którą gładko objął, opierając się głową o jego ramię. No i gdzie to pilnowanie tego co inni o nich pomyślą? Gdzie go odstawić? Do grobu? Aresztu? Rodzinnego domu? Czy gdzieś poza tym miejscami jest ktoś kto go przypilnuje? Zdecydowanie poza tymi miejscami nie ma nikogo takiego, ale też dzięki temu nie skompromituje się bardziej. Milczał trochę dłużej niż mu się wydawało.
- Upiekłem ciasto. Jest słodkie. - tak, wrzucał teraz cukier wszędzie, bo mógł, bo chciał pozbyć się nawyku dbania o kogoś kto nie dba o niego, od teraz będzie jeść wszystko z cukrem. - Możesz mnie do mieszkania odstawić, na... Horyzontalnej. - jak głupek się zawahał, czy dobrze pamięta swój adres, ale raczej tak, czasem zapominał, w końcu nie chodzi o adresy, a o zapamiętanie trasy i tak właśnie żył. - Będę mógł ci pokazać mojego kaktusa. - uniósł głowę i popatrzył na niego z uśmiechem. Czy o to mu chodziło? Naprawdę chciał go tak wykorzystywać? Dla własnej potrzeby otrzymania uwagi? Ale zapłaci mu, tak? Towarzystwem, zaraz, to marna zapłata. Zapłaci mu ciastem i herbatą. Do tego ma zrobionych kilka mieszanek i maści, da mu coś.