30.06.2024, 19:15 ✶
Nie byli tu sobie bardzo odlegli... oczywiście, że zaplanował to wszystko tak, żeby zrealizować to samodzielnie.
- Tak. Trzymaj się mnie mocno i przeżyj - odpowiedział, nabrawszy nieco pewności siebie. Najwyraźniej nie robił z siebie kompletnego wariata. Ewentualnie Cain udawał, chcąc sprawić mu przyjemność, ale jeżeli to zrobił, sam na siebie ściągał to co miało nastąpić. Oczywiście było to urocze i wcale by na to nie narzekał... takie słodkie, miłe kłamstewko specjalnie dla niego... mimo wszystko liczył w tej kwestii na szczerość.
Stęknął, stawiając kolejny krok wymagający od niego włożenia w to większą ilość siły. Teren, jakim się poruszali, stawał się coraz bardziej stromy, a on nie przywykł do chodzenia po górach. Niby nie należał do najbardziej chuderlawych magów, ale poza własnymi kaprysami niewiele odnajdywał powodów do ćwiczeń fizycznych.
- Mmmhmmm? - Wymruczał zaraz po nim, jasno sugerując, że tym razem oczekuje od niego słów, a nie ciszy i pomruków. Najwyraźniej niepotrzebnie - bo nie miał być znowu zbyty, ale przecież nie zdawał sobie z tego sprawy. Zatrzymał się przy skarpie... a może bardziej jakiejś stromej wyrwie ziemi, która musiała zapaść się od opadów deszczu, wsłuchując się w jego słowa, przy jednoczesnym rozglądaniu się na boki. Spodziewał się tu bardziej spadzistego stoku, niż takiego widoku. Po wyciągnięciu z kieszeni szaty kompasu i zawieszeniu na nim na moment spojrzenia ciemnych tęczówek, niechętnie pogodził się z wizją wspólnej wspinaczki.
- Nie chcę, żebyś zmieniał się dla mnie w ten sposób - powiedział, podciągając czarne rękawy. - Podoba mi się szlachetność twoich czynów, nic tak nie topi mi serca jak świadomość, że ktoś, komu je powierzyłem, jest dobrym człowiekiem, ja chcę... - trochę się jakby zawahał, po czym skinął głową, przyjmując wyjściową pozycję do podsadzenia go w górę - żebyś zawsze miał mnie w pamięci. I zawsze odnajdywał w sobie siłę, żeby wrócić do mojego boku. - Jeżeli Wiedźmin z tego skorzystał i wszedł na górę, Crow z nieco bezczelną miną wystawił ręce do góry i podskoczył do niego, żeby mógł go wciągnąć. W drugą stronę by przecież tego nie zrobił - nie miał szans na utrzymanie jego wagi w tym żelastwie. Nie nalegał jednak - swobodnie przyjął rozwiązanie Caina, jeżeli to mu nie odpowiadało, a kiedy tylko mogli kontynuować podróż, kontynuował swój wywód. - Nie chcę... nie chcę zostać sam. - To było dosyć oczywiste... ale nie było całą prawdą. - I... ja... - z tym poszło mu już nieco ciężej - n-nie p-przeżyję tego, je-eżeli ona cię zabije za moją zdra-adę. - Wcale nie smoka, ani nie Dantego, ani nie króla i rębaczy bał się tam zastać. To ona go przerażała. Kobieta zdolna do uczynienia innym tak wiele złego. Doświadczał tego na własnej skórze, był tego naocznym świadkiem. - Ja nie tylko umrę, moja dusza rozpadnie się na części. - Szczerze wierzył w istnienie rzeczy gorszych niż śmierć.
- Tak. Trzymaj się mnie mocno i przeżyj - odpowiedział, nabrawszy nieco pewności siebie. Najwyraźniej nie robił z siebie kompletnego wariata. Ewentualnie Cain udawał, chcąc sprawić mu przyjemność, ale jeżeli to zrobił, sam na siebie ściągał to co miało nastąpić. Oczywiście było to urocze i wcale by na to nie narzekał... takie słodkie, miłe kłamstewko specjalnie dla niego... mimo wszystko liczył w tej kwestii na szczerość.
Stęknął, stawiając kolejny krok wymagający od niego włożenia w to większą ilość siły. Teren, jakim się poruszali, stawał się coraz bardziej stromy, a on nie przywykł do chodzenia po górach. Niby nie należał do najbardziej chuderlawych magów, ale poza własnymi kaprysami niewiele odnajdywał powodów do ćwiczeń fizycznych.
- Mmmhmmm? - Wymruczał zaraz po nim, jasno sugerując, że tym razem oczekuje od niego słów, a nie ciszy i pomruków. Najwyraźniej niepotrzebnie - bo nie miał być znowu zbyty, ale przecież nie zdawał sobie z tego sprawy. Zatrzymał się przy skarpie... a może bardziej jakiejś stromej wyrwie ziemi, która musiała zapaść się od opadów deszczu, wsłuchując się w jego słowa, przy jednoczesnym rozglądaniu się na boki. Spodziewał się tu bardziej spadzistego stoku, niż takiego widoku. Po wyciągnięciu z kieszeni szaty kompasu i zawieszeniu na nim na moment spojrzenia ciemnych tęczówek, niechętnie pogodził się z wizją wspólnej wspinaczki.
- Nie chcę, żebyś zmieniał się dla mnie w ten sposób - powiedział, podciągając czarne rękawy. - Podoba mi się szlachetność twoich czynów, nic tak nie topi mi serca jak świadomość, że ktoś, komu je powierzyłem, jest dobrym człowiekiem, ja chcę... - trochę się jakby zawahał, po czym skinął głową, przyjmując wyjściową pozycję do podsadzenia go w górę - żebyś zawsze miał mnie w pamięci. I zawsze odnajdywał w sobie siłę, żeby wrócić do mojego boku. - Jeżeli Wiedźmin z tego skorzystał i wszedł na górę, Crow z nieco bezczelną miną wystawił ręce do góry i podskoczył do niego, żeby mógł go wciągnąć. W drugą stronę by przecież tego nie zrobił - nie miał szans na utrzymanie jego wagi w tym żelastwie. Nie nalegał jednak - swobodnie przyjął rozwiązanie Caina, jeżeli to mu nie odpowiadało, a kiedy tylko mogli kontynuować podróż, kontynuował swój wywód. - Nie chcę... nie chcę zostać sam. - To było dosyć oczywiste... ale nie było całą prawdą. - I... ja... - z tym poszło mu już nieco ciężej - n-nie p-przeżyję tego, je-eżeli ona cię zabije za moją zdra-adę. - Wcale nie smoka, ani nie Dantego, ani nie króla i rębaczy bał się tam zastać. To ona go przerażała. Kobieta zdolna do uczynienia innym tak wiele złego. Doświadczał tego na własnej skórze, był tego naocznym świadkiem. - Ja nie tylko umrę, moja dusza rozpadnie się na części. - Szczerze wierzył w istnienie rzeczy gorszych niż śmierć.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.