30.06.2024, 19:54 ✶
Martwił się o niego i o jego los... A jednocześnie tak bardzo go nie rozumiał. Flynn coraz mocniej trafił grunt pod nogami i nie miał pojęcia jak miał to wszystko naprawić.
- Aresztowany za co? Za bycie gejem? Alex ja połowę życia spędziłem Ścieżkach, jak mnie zamkną, to będzie ostatnia rzecz na liście oskarżeń. - I wcale nie przeszkadzało mu bycie szykanowanym. On do tego przywykł, prowokował, zachowywał się jak kompletny zjeb na przekór systemowi. Oh znał się na świecie jak nikt inny, potrafiłby dopasować się jakoś do tego skurwiałego społeczeństwa, gdyby bardzo chciał. Wiedział nawet jakie specyfiki brali ci wszyscy chłopcy z dobrego domu, żeby nadal chodzić z podniesioną głową, chociaż bił ich tata. Był pomiędzy nogami wystarczającej ich ilości, żeby zebrać materiał na opowieści warte dwóch solidnych kubków herbaty.
Panika jaka załączyła się Alexandrowi stanowiła dla niego zalążek nadziei. Skoro braterskiej więzi w ogóle nie obejmował definicją miłości, to rozwiewało wiele jego obaw. Podniósł się nawet wyżej na poduszce, odkaszlnął. Jasne - nie lubił kiedy Al na niego krzyczał, ale jeżeli miał do niego krzyczeć „kochaj mnie”, unoszenie głosu nagle stawało się czymś totalnie do zniesienia. Chciał go kochać. Kochał go. Chciał się do niego przytulić i opowiedzieć mu tę historię do końca, że był już gotowy do zabicia się, na tyle gotowy aby przyjść pożegnać się z każdym kogo zranił, ale zamiast się z nim pożegnać... Został tutaj. Przy nim. Na trzy lata. Chyba nigdy już mu tego nie opowie, każda fala zwierzeń rozdzielała ich coraz mocniej.
Znów wyglądał jak pies, którego pan skarcił, może nawet uderzył ręką. Wpatrywał się w niego ze smutną miną, jakby miał zaraz rzucić się do ucieczki.
- Żałosne...? - Kurwa mać, dlaczego każda ich rozmowa musiała się tak kończyć? - Pragnienie, żebym cię kochał... jest żałosne?! - Typowy kurwa Alexander, powiedzieć komuś jak bardzo się go pragnęło tylko po to, żeby chwilę później go od siebie odepchnąć. Znowu. Flynn podniósł się do siadu, zakrywając twarz dłońmi. Odetchnął głęboko, a później nie wytrzymał i sam warknął. Bycie braćmi było lepsze niż bycie obcymi, a spodziewał się zostania wypieprzonym z cyrku, ale i tak bolało go to jak koniec świata. Wstał więc, próbując się wyprostować. - No jasne ty mały fiucie, będziesz mi rozkazywał o wielki jaśniepanie zarządco... nawet nie pamiętasz, że półtora miesiąca temu kazałeś ten mój wóz wysprzątać Layli i Athenie, a później przerobić na nawet nie wiem kurwa co!! - Tupnął nogą jak małe, zirytowane dziecko, a później pchnął go. - To jest to twoje „będę cię kochał każdego”, jebany oszuście. Pora przejrzeć na oczy, ja tu zostałem i wciąż jestem, to ty przestałeś kochać mnie! Wypieprzaj stąd!! - I jak gdyby nigdy nic zaczął rzucać w niego swoimi rzeczami porozrzucanymi po podłodze.
- Aresztowany za co? Za bycie gejem? Alex ja połowę życia spędziłem Ścieżkach, jak mnie zamkną, to będzie ostatnia rzecz na liście oskarżeń. - I wcale nie przeszkadzało mu bycie szykanowanym. On do tego przywykł, prowokował, zachowywał się jak kompletny zjeb na przekór systemowi. Oh znał się na świecie jak nikt inny, potrafiłby dopasować się jakoś do tego skurwiałego społeczeństwa, gdyby bardzo chciał. Wiedział nawet jakie specyfiki brali ci wszyscy chłopcy z dobrego domu, żeby nadal chodzić z podniesioną głową, chociaż bił ich tata. Był pomiędzy nogami wystarczającej ich ilości, żeby zebrać materiał na opowieści warte dwóch solidnych kubków herbaty.
Panika jaka załączyła się Alexandrowi stanowiła dla niego zalążek nadziei. Skoro braterskiej więzi w ogóle nie obejmował definicją miłości, to rozwiewało wiele jego obaw. Podniósł się nawet wyżej na poduszce, odkaszlnął. Jasne - nie lubił kiedy Al na niego krzyczał, ale jeżeli miał do niego krzyczeć „kochaj mnie”, unoszenie głosu nagle stawało się czymś totalnie do zniesienia. Chciał go kochać. Kochał go. Chciał się do niego przytulić i opowiedzieć mu tę historię do końca, że był już gotowy do zabicia się, na tyle gotowy aby przyjść pożegnać się z każdym kogo zranił, ale zamiast się z nim pożegnać... Został tutaj. Przy nim. Na trzy lata. Chyba nigdy już mu tego nie opowie, każda fala zwierzeń rozdzielała ich coraz mocniej.
Znów wyglądał jak pies, którego pan skarcił, może nawet uderzył ręką. Wpatrywał się w niego ze smutną miną, jakby miał zaraz rzucić się do ucieczki.
- Żałosne...? - Kurwa mać, dlaczego każda ich rozmowa musiała się tak kończyć? - Pragnienie, żebym cię kochał... jest żałosne?! - Typowy kurwa Alexander, powiedzieć komuś jak bardzo się go pragnęło tylko po to, żeby chwilę później go od siebie odepchnąć. Znowu. Flynn podniósł się do siadu, zakrywając twarz dłońmi. Odetchnął głęboko, a później nie wytrzymał i sam warknął. Bycie braćmi było lepsze niż bycie obcymi, a spodziewał się zostania wypieprzonym z cyrku, ale i tak bolało go to jak koniec świata. Wstał więc, próbując się wyprostować. - No jasne ty mały fiucie, będziesz mi rozkazywał o wielki jaśniepanie zarządco... nawet nie pamiętasz, że półtora miesiąca temu kazałeś ten mój wóz wysprzątać Layli i Athenie, a później przerobić na nawet nie wiem kurwa co!! - Tupnął nogą jak małe, zirytowane dziecko, a później pchnął go. - To jest to twoje „będę cię kochał każdego”, jebany oszuście. Pora przejrzeć na oczy, ja tu zostałem i wciąż jestem, to ty przestałeś kochać mnie! Wypieprzaj stąd!! - I jak gdyby nigdy nic zaczął rzucać w niego swoimi rzeczami porozrzucanymi po podłodze.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.