30.06.2024, 20:17 ✶
- A skąd wiesz, że też rozkochana w biżuterii i perłach? Przecież poznaliście się dopiero dzisiaj - prychnął, rozbawiony, przez moment patrząc na kręcącego się między nogami Laurenta kota. Nie miał nic do zwierząt. Ba, przecież sam miał swojego abraskana, chociaż było to raczej dzieło przypadku, a może raczej - wspaniałomyślności rodziny. Sam chyba nigdy by się na coś takiego nie zdecydował, ale prezent urodzinowy to prezent urodzinowy. Łożył na niego pieniądze, czasem zapytał Laurenta jak tam się sprawuje i jak idą treningi, ale oprócz tego nie wykazywał nim większego zainteresowania. Pałkarz, jak to go ładnie nazwał, był dla niego jednym z wielu aspektów tego, co faktycznie kochał - hazardu. Patrzył na niego o wiele uważniej dopiero wtedy, kiedy mógł go oglądać na hipodromie.
- Tak myślisz? No nie wiem. Mam wrażenie, że to trochę nie mój typ - wzruszył ramionami, znowu przyglądając się koszmarnej twarzy stracha na wróble, tak jakby faktycznie rozważał to jak mogliby się razem prezentować. - Ale czy pomogę? Chyba nie jestem zbytnim specjalistą w tym temacie. O, ale wiesz co mogę zrobić? Drugiego stracha. Wtedy pierwszy będzie miał towarzystwo, a razem przepędzą wszystkie kruki i wrony z okolicy - pokiwał głową, absolutnie przekonany, że to plan niemalże idealny. W końcu w kupie siła. Przytyk Florence odnośnie jego dziewczyn, bez mrugnięcia okiem zignorował. Nie pierwszy raz przecież słyszał od niej tego typu słowa, bo to że siostra miała pewne zdanie na ten temat było wiadome odkąd przyprowadził do domu pierwszą dziewczynę. Ale czy mógł ją winić? Nawet jeśli niektóre z jego związków były poważne, to kiedy przychodziło do przelotnych relacji szedł po najmniejszej linii oporu - a przez to partnerki, które przynajmniej w jego oczach nie były przesadnie problematyczne.
Niby chciał herbatę, ale kiedy Joker wkroczył do salonu z piciem, w którego zestawie znalazło się także piwo, Atreus wcale nie zamierzał narzekać. Zostawił wreszcie słomianą kukłę w spokoju i zaraz podszedł do stolika, gdzie skrzat rozstawił napoje, w pierwszej kolejności łapiąc właśnie za szklanicę z piwem i pociągając z niego parę łyków.
- No dobra, to skoro tak, bierzmy się do roboty - mruknął, bardziej do siebie jak do nich, po tym jak Laurent wyłożył mu w jakie dekoracje powinien celować. Wyciągnął też różdżkę i podszedł do znajdującego się w salonie kominka, machając różdżką, żeby wyczarować jakiś koszyk z warzywami.
- Musimy? - skrzywił się, nie oglądając się jednak na Florence czy Laurenta. Niezbyt mu się widziało poruszać te tematy, ale może siostra miała trochę racji. Tylko czemu akurat teraz? Nie mogli na przykład poczekać do jutra?
- Tak myślisz? No nie wiem. Mam wrażenie, że to trochę nie mój typ - wzruszył ramionami, znowu przyglądając się koszmarnej twarzy stracha na wróble, tak jakby faktycznie rozważał to jak mogliby się razem prezentować. - Ale czy pomogę? Chyba nie jestem zbytnim specjalistą w tym temacie. O, ale wiesz co mogę zrobić? Drugiego stracha. Wtedy pierwszy będzie miał towarzystwo, a razem przepędzą wszystkie kruki i wrony z okolicy - pokiwał głową, absolutnie przekonany, że to plan niemalże idealny. W końcu w kupie siła. Przytyk Florence odnośnie jego dziewczyn, bez mrugnięcia okiem zignorował. Nie pierwszy raz przecież słyszał od niej tego typu słowa, bo to że siostra miała pewne zdanie na ten temat było wiadome odkąd przyprowadził do domu pierwszą dziewczynę. Ale czy mógł ją winić? Nawet jeśli niektóre z jego związków były poważne, to kiedy przychodziło do przelotnych relacji szedł po najmniejszej linii oporu - a przez to partnerki, które przynajmniej w jego oczach nie były przesadnie problematyczne.
Niby chciał herbatę, ale kiedy Joker wkroczył do salonu z piciem, w którego zestawie znalazło się także piwo, Atreus wcale nie zamierzał narzekać. Zostawił wreszcie słomianą kukłę w spokoju i zaraz podszedł do stolika, gdzie skrzat rozstawił napoje, w pierwszej kolejności łapiąc właśnie za szklanicę z piwem i pociągając z niego parę łyków.
- No dobra, to skoro tak, bierzmy się do roboty - mruknął, bardziej do siebie jak do nich, po tym jak Laurent wyłożył mu w jakie dekoracje powinien celować. Wyciągnął też różdżkę i podszedł do znajdującego się w salonie kominka, machając różdżką, żeby wyczarować jakiś koszyk z warzywami.
- Musimy? - skrzywił się, nie oglądając się jednak na Florence czy Laurenta. Niezbyt mu się widziało poruszać te tematy, ale może siostra miała trochę racji. Tylko czemu akurat teraz? Nie mogli na przykład poczekać do jutra?