30.06.2024, 20:23 ✶
Z każdą kolejną minutą, so kytuacja robiła się coraz bardziej skomplikowana. Wiedział, że działanie na własną rękę i włamywanie się na miejsce potencjalnej zbrodni łamało całkiem pokaźną listę przepisów, ale godził się z tym ryzykiem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że bazowanie na niepełnych wizjach nie było najlepszym pomysłem, ale sumienie nie pozwalały mu tego tak po prostu zostawić. Szczególnie że oficjalne śledztwo nie wykazało tak naprawdę niczego. Nie chciał podważać niczyich kompetencji, ale obrazy, których doświadczył były... zbyt realne. Wciąż czuł emocje, które im towarzyszyły i po prostu nie mógł tak po prostu o wszystkim zapomnieć. Nie wybaczyłby sobie, gdyby przez jego opieszałość coś naprawdę stało się Basilowi. Orion był aurorem, do jego zadań należało dbanie o bezpieczeństwo innych ludzi, a nie siedzenie za biurkiem i przejmowanie się tym, co zje na kolację.
Był gotowy na wiele, ale przez myśl mu nie przeszło, że będzie miał w tym wszystkim wspólnika. Jakie był szanse na to, że ktoś poza nim postanowi zignorować wszelkie dyrektywy i wziąć sprawy w swoje ręce? Ewidentnie większe, niż mógłby przypuszczać. W dodatku był to nie kto inny jak Brenna. Panna Longbottom była jedną z niewielu osób, które podchodziły do ich pracy z podobnym mu zaangażowaniem oraz powaga. Skoro nawet ona miała wątpliwości, coś ewidentnie musiało być na rzeczy, prawda? Czas pokaże.
Gdy minęła pierwsza niepewność oraz nieufność, Orion ponownie skupił się na sprawie, dla której się tutaj znaleźli.
— Sporo zależy od tego, kto prowadził tę sprawę, ale obawiam się, że możesz mieć sporo racji. Ostatnie miesiące odbiły się na biurze arurorów i brygadzie, negatywnie. Niestety. Zbyt dużo zadań, za mało czasu i ludzi — mówiąc to, westchnął cicho. Wciąż nie podobało mu się to, w jakim kierunku aktualnie zmierzało Ministerstwo. Irytacja mieszała się z bezsilnością. Naprawdę miał ochotę uderzyć ręką w stół i spróbować coś zmienić, ale wiedział, że jest jedynie kolejnym trybikiem w większej maszynie.
— Jeśli to co mówisz jest prawdą... — zaczął, analizując w głowie wszystkie te nowe informacje. Jeśli Basil faktycznie wywęszył szpiega, tak szybkie porzucenie śledztwa było bardziej niż podejrzane.
— Ktoś z jego współpracowników, mężczyzna. Mało szczegółów, ale jest to jakiś start. W normalnych warunkach moglibyśmy dyskretnie przepytać pracowników z Wizengamotu i sprawdzić, z kim trzymał się Basic. Niestety działamy bez polecenia z góry, także zwracanie na siebie uwagi może jedynie pogorszyć sprawę — Sytuacja nie malowała się zbyt kolorowo, ale nie miał zamiaru się tak łatwo poddawać. Dopiero zaczynali. Był przekonany, że z pomocą kogoś tak doświadczonego jak Brenna zdołają wyciągnąć więcej, niż brygadziści, którzy kilka godzin wcześniej przetrzepali to mieszkanie.
— Wpuścił i został ogłuszony? Czarnoksięskie zaklęcia zostawiłyby jakieś ślady, a niczego nie wykryto — odpowiedział krótko, rzucając pomieszczeniu dłuższe spojrzenie. Co dokładnie się tutaj stało? Miał nadzieję, że wspólnymi siłami uda im się to ustalić.
— Zróbmy to razem. Jeśli mam być szczerym to czuję sporą ulgę. Nigdy nie bawiłem się w łamanie przepisów i rozkazów. Dobrze wiedzieć, że nie jestem jedynym, któremu coś tutaj nie pasuje — odparł, po czym zaczął się przyglądać kolejnym elementom pomieszczenia. Szukał czegokolwiek, co dałoby im wskazówkę względem losu Basila.
Był gotowy na wiele, ale przez myśl mu nie przeszło, że będzie miał w tym wszystkim wspólnika. Jakie był szanse na to, że ktoś poza nim postanowi zignorować wszelkie dyrektywy i wziąć sprawy w swoje ręce? Ewidentnie większe, niż mógłby przypuszczać. W dodatku był to nie kto inny jak Brenna. Panna Longbottom była jedną z niewielu osób, które podchodziły do ich pracy z podobnym mu zaangażowaniem oraz powaga. Skoro nawet ona miała wątpliwości, coś ewidentnie musiało być na rzeczy, prawda? Czas pokaże.
Gdy minęła pierwsza niepewność oraz nieufność, Orion ponownie skupił się na sprawie, dla której się tutaj znaleźli.
— Sporo zależy od tego, kto prowadził tę sprawę, ale obawiam się, że możesz mieć sporo racji. Ostatnie miesiące odbiły się na biurze arurorów i brygadzie, negatywnie. Niestety. Zbyt dużo zadań, za mało czasu i ludzi — mówiąc to, westchnął cicho. Wciąż nie podobało mu się to, w jakim kierunku aktualnie zmierzało Ministerstwo. Irytacja mieszała się z bezsilnością. Naprawdę miał ochotę uderzyć ręką w stół i spróbować coś zmienić, ale wiedział, że jest jedynie kolejnym trybikiem w większej maszynie.
— Jeśli to co mówisz jest prawdą... — zaczął, analizując w głowie wszystkie te nowe informacje. Jeśli Basil faktycznie wywęszył szpiega, tak szybkie porzucenie śledztwa było bardziej niż podejrzane.
— Ktoś z jego współpracowników, mężczyzna. Mało szczegółów, ale jest to jakiś start. W normalnych warunkach moglibyśmy dyskretnie przepytać pracowników z Wizengamotu i sprawdzić, z kim trzymał się Basic. Niestety działamy bez polecenia z góry, także zwracanie na siebie uwagi może jedynie pogorszyć sprawę — Sytuacja nie malowała się zbyt kolorowo, ale nie miał zamiaru się tak łatwo poddawać. Dopiero zaczynali. Był przekonany, że z pomocą kogoś tak doświadczonego jak Brenna zdołają wyciągnąć więcej, niż brygadziści, którzy kilka godzin wcześniej przetrzepali to mieszkanie.
— Wpuścił i został ogłuszony? Czarnoksięskie zaklęcia zostawiłyby jakieś ślady, a niczego nie wykryto — odpowiedział krótko, rzucając pomieszczeniu dłuższe spojrzenie. Co dokładnie się tutaj stało? Miał nadzieję, że wspólnymi siłami uda im się to ustalić.
— Zróbmy to razem. Jeśli mam być szczerym to czuję sporą ulgę. Nigdy nie bawiłem się w łamanie przepisów i rozkazów. Dobrze wiedzieć, że nie jestem jedynym, któremu coś tutaj nie pasuje — odparł, po czym zaczął się przyglądać kolejnym elementom pomieszczenia. Szukał czegokolwiek, co dałoby im wskazówkę względem losu Basila.