Po podejściu do Agnès pozwolił się ucałować w oba policzki, co pozostawało nieodłącznym elementem ich powitań i pożegnań. Matthias sam zwykł bagatelizować swój problem z hazardem, w duchu twierdząc, że ma go głównie wtedy, kiedy przegrywa. Agnès dawała mu w tym względzie naprawdę wiele swobody, pozwalając mu wpadać w coraz to mocniejsze szpony nałogu hazardowego zamiast pomóc mu wyrwać się z nich. Było mu to na rękę. Tego typu wieczorek pozwoli mu poszerzyć krąg swoich znajomości na obczyźnie.
— Nie mógłbym przegapić tak wspaniałej okazji. Jestem ci wdzięczny za zaproszenie. — Zwracając się do swojej ciotki nie tylko się do niej uśmiechał, ale nawet mrugnął porozumiewawczo.
Przedstawienie gospodyni dzisiejszego spotkania towarzyszącej mu dziewczyny poszło nad wyraz sprawnie. Po Agnès nie spodziewał się niczego innego. Spojrzał z ukosa na rudowłosą, tak aby móc dostrzec reakcję na te wszystkie słowa, jakie padły z ust starszej blondynki i na to obcałowanie jej w oba policzki. Dopuszczał do siebie tę myśl, że Sophie mogła podejść do tego mniej entuzjastycznie, niż on. Nie zamierzał przemawiać za nią, nawet jak nad wyraz biegle operował słowem mówionym.
— Ja również chętnie przywitam się z kuzynkami... Sophie, z pewnością nawiążesz z nimi nić porozumienia. — Postanowił zwrócić się zarówno do swojej ciotki, jak i rudowłosej dziewczyny. Stanowiło to doskonały sposób na oddalenie się od rodziców Sophie, ale też nie rzucał słów na wiatr - dostrzegł zasiadającą za fortepianem Celinę. Odmachał swojej kuzynce. W podobny sposób powitał również Camille, nawet jeśli ona skinęła mu jedynie głową na powitanie. Zdawała się nie podchodzić do niego z sympatią i przez własna przezorność podpowiadała mu, że powinien na nią uważać i bardziej nad nią popracować.
Do uszu Matthiasa również dobiegł stukot noszonych przez kobietę butów na obcasie. Z przebiegu konwersacji między nią, a samą Agnès zdołał wywnioskować, że czarownica była macochą jego towarzyszki. W dodatku przybyła tutaj ze swoim mężem. Zła macocha to częsty motyw w baśni - w prawdziwym życiu on również występował. Jego uwadze nie uszło też to, że Sophie wyraźnie zbladła i się spięła. Stał wraz z nią trzymając dziewczynę pod rękę, samemu korzystając z możliwości spojrzenia na rodziców Wiewióreczki.
— Bonsoir madame i monsieur Mulciber. Miło mi państwa poznać. Jestem Matthias Delacour. Państwa córka uczyniła mi tę przyjemność i zgodziła się dotrzymywać mi towarzystwa podczas tego przyjęcia, którego organizatorką jest moja ciotka. — Zdecydował się zagadnąć do rodziców rudowłosej, w stosowny do okazji sposób. Zdecydował się zaniechać typowo francuskiego powitania i zamierzał się w tej materii dostosować do stojącej przed nim czarownicy i czarodzieja.
— W jak najlepszym, ciociu. Oczywiście. Zawsze mogę na ciebie liczyć. — Zapewnił kobietę w ich ojczystym języku, doceniając zarazem dyskrecję z jej strony. Doskonale wiedział o co ona pytała. To, że jest nałogowym hazardzistą, nie powinno wyjść na jaw w tym właśnie momencie. Najlepiej aby nie wyszło na jaw w ogóle przez to, że nie przyszedł tutaj sam. Doskonale wiedział, jak to było.