30.06.2024, 21:55 ✶
Te odpowiedzi go zadowalały, ale zdążył to dalej, już w imię samego flirtu?
- Na pewno? - Zapytał, niby niepewnie, jednakże kto go znał, doszukałby się w tym nie braku odwagi, lecz bardzo subtelnej zaczepności. - Byłoby naprawdę do dupy, gdybyś pamiętał o wszystkim, ale o mnie nie. - Pokazałby mu nawet język, gdyby się nie musieli przedzierać przez jakieś kompletnie dzikie miejsce nieskalane częstą obecnością człowieka. Przynajmniej żywego - wydawało mu się, że jakiś czas temu mignęła mu gdzieś w trawie kość. Niby średnio pocieszający widok kiedy tak gadali o śmierci, ale jakoś nieszczególnie go to poruszyło. Śmierć to generalnie był... skomplikowany temat.
Niby parsknął na tę zdzirę, ale było to trochę nieszczere. Oh, oczywiście - wierzył w jej paskudny charakter i niecne intencje, ale nie uważał, aby była taka absolutnie zawsze. Czasami wciąż rozważał, czy dało się ją w jakiś sposób uratować - może gdyby postarał się bardziej, ta opowieść wyglądałaby zupełnie inaczej. Tylko co miał niby zrobić? Jako dorosły potrafił wymienić dziesiątki rzeczy, jakie mógł zrobić lepiej, jako dziecko - nic. I może nie czuł się wtedy dzieckiem, schlebiała mu możliwość decydowania o sobie, niestety z perspektywy czasu nie brzmiało to już tak dobrze jak wtedy.
- Oh kurwa - zaklął, przechodząc na drugą stronę pnia i słysząc ten tekst o wspólnej śmierci. - Jak nie dasz mi zginąć pierwszemu, to w zemście za twoją śmierć narobię sobie takiego długu karmicznego, że przez następnych sto pokoleń zreinkarnuję się jako porost. - Ostrzegł go, wycierając zabrudzone ręce w swoją szatę. Niby zrobił to dowcipnym tonem, niestety znajdował się w kategorii osób kompletnie nieobliczalnych i w tym przypadku zdawał się dobrze przewidzieć swoje następne ruchy.
Znalazłszy się po drugiej stronie kolejnej kępy krzaków, mógł wreszcie obejrzeć coś innego niż drzewa. Zbliżali się do celu, do tej przełęczy zaznaczonej na mapie, jaką widział rozłożoną na stole, kiedy Fontaine planowała szczegóły tejże wyprawy. Spojrzał na ten kompas jeszcze raz, tak dla pewności, ale miał rację. Zmierzali w dobrym kierunku, to naprawdę blisko, tak blisko, że... pisnął, omal nie zsuwając się w dół ze sporym kawałkiem ziemi. Panicznie zachłysnął się powietrzem, wycofując na dwa kroki, trzymając otwartą dłoń na brzuchu Caina, żeby nie wszedł w to samo miejsce. Ostrożnie przeszedł kawałek dalej, tym razem patrząc pod nogi. Musiał znaleźć taki fragment bez drzew, żeby nie zahaczyć o gałęzie...
- To byłoby strasznie lamerskie, gdybym tyle gadał o bohaterskiej śmierci, a później spadł tam jak gdyby nigdy nic - mówił, idąc przed siebie, o wiele lepiej ważąc kolejne kroki. Odległość pomiędzy nimi i skałą obok faktycznie była ogromna. Nikt by tu nie stworzył kładki ani mostu, zarzucony hak z liną nie miał szansy dolecieć do celu. - Nie wiem... nie wiem co to znaczy lamerskie. - Powiedział to tak swobodnie, jakby to słowo należało do jego stałego repertuaru, ale przysiągłby, że słyszał je pierwszy raz. Ten dzień był taki dziwny. Na pewno nie nauczyli go tego w Aretuzie.
- Na pewno? - Zapytał, niby niepewnie, jednakże kto go znał, doszukałby się w tym nie braku odwagi, lecz bardzo subtelnej zaczepności. - Byłoby naprawdę do dupy, gdybyś pamiętał o wszystkim, ale o mnie nie. - Pokazałby mu nawet język, gdyby się nie musieli przedzierać przez jakieś kompletnie dzikie miejsce nieskalane częstą obecnością człowieka. Przynajmniej żywego - wydawało mu się, że jakiś czas temu mignęła mu gdzieś w trawie kość. Niby średnio pocieszający widok kiedy tak gadali o śmierci, ale jakoś nieszczególnie go to poruszyło. Śmierć to generalnie był... skomplikowany temat.
Niby parsknął na tę zdzirę, ale było to trochę nieszczere. Oh, oczywiście - wierzył w jej paskudny charakter i niecne intencje, ale nie uważał, aby była taka absolutnie zawsze. Czasami wciąż rozważał, czy dało się ją w jakiś sposób uratować - może gdyby postarał się bardziej, ta opowieść wyglądałaby zupełnie inaczej. Tylko co miał niby zrobić? Jako dorosły potrafił wymienić dziesiątki rzeczy, jakie mógł zrobić lepiej, jako dziecko - nic. I może nie czuł się wtedy dzieckiem, schlebiała mu możliwość decydowania o sobie, niestety z perspektywy czasu nie brzmiało to już tak dobrze jak wtedy.
- Oh kurwa - zaklął, przechodząc na drugą stronę pnia i słysząc ten tekst o wspólnej śmierci. - Jak nie dasz mi zginąć pierwszemu, to w zemście za twoją śmierć narobię sobie takiego długu karmicznego, że przez następnych sto pokoleń zreinkarnuję się jako porost. - Ostrzegł go, wycierając zabrudzone ręce w swoją szatę. Niby zrobił to dowcipnym tonem, niestety znajdował się w kategorii osób kompletnie nieobliczalnych i w tym przypadku zdawał się dobrze przewidzieć swoje następne ruchy.
Znalazłszy się po drugiej stronie kolejnej kępy krzaków, mógł wreszcie obejrzeć coś innego niż drzewa. Zbliżali się do celu, do tej przełęczy zaznaczonej na mapie, jaką widział rozłożoną na stole, kiedy Fontaine planowała szczegóły tejże wyprawy. Spojrzał na ten kompas jeszcze raz, tak dla pewności, ale miał rację. Zmierzali w dobrym kierunku, to naprawdę blisko, tak blisko, że... pisnął, omal nie zsuwając się w dół ze sporym kawałkiem ziemi. Panicznie zachłysnął się powietrzem, wycofując na dwa kroki, trzymając otwartą dłoń na brzuchu Caina, żeby nie wszedł w to samo miejsce. Ostrożnie przeszedł kawałek dalej, tym razem patrząc pod nogi. Musiał znaleźć taki fragment bez drzew, żeby nie zahaczyć o gałęzie...
- To byłoby strasznie lamerskie, gdybym tyle gadał o bohaterskiej śmierci, a później spadł tam jak gdyby nigdy nic - mówił, idąc przed siebie, o wiele lepiej ważąc kolejne kroki. Odległość pomiędzy nimi i skałą obok faktycznie była ogromna. Nikt by tu nie stworzył kładki ani mostu, zarzucony hak z liną nie miał szansy dolecieć do celu. - Nie wiem... nie wiem co to znaczy lamerskie. - Powiedział to tak swobodnie, jakby to słowo należało do jego stałego repertuaru, ale przysiągłby, że słyszał je pierwszy raz. Ten dzień był taki dziwny. Na pewno nie nauczyli go tego w Aretuzie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.