30.06.2024, 22:23 ✶
Zrobiło jej się głupio za tę gwałtowną reakcję, ale nie spodziewała się, że Charles nie będzie trzymał rąk przy sobie. Być może chciał ją w jakiś sposób ochronić, lecz prawda była taka, że ona ochrony nie potrzebowała. Albo inaczej: potrzebowała, lecz jej nie chciała. Była wyjątkowo samodzielna i dorosła, chociaż często jej zachowanie bywało... Zaprzeczeniem dorosłości i odpowiedzialności.
- Taaak... - powiedziała, przeciągając te słowa. Zmarszczyła nieco nos w wyrazie zwątpienia, gdy Charles powiedział, że to Aurorzy i wiedzą, co robią. Niby tak, niby prawda, ale mimo całej swojej naiwności i wiary w ludzi gdzieśtam z tyłu tliła się wątpliwość, czy skoro pozwolili uciec temu komuś i jeszcze zabrać niewinną dziewczynę, to szybko ją odnajdą. Ale Mulciber miał rację - nie powinni się wtrącać, skoro nie mieli do dodania niczego mądrego. Tylko by namieszali i przeszkadzali. - Twierdzi?
Odwróciła głowę w kierunku chłopaka, a potem się rozejrzała. Nie było obok nich nikogo innego, skąd więc Charles mógł wiedzieć, co twierdzi jego ojciec? I gdzie on w ogóle był? Olivia zwątpiła i przyjrzała się chłopakowi uważniej. Skoro miał takie umiejętności, to może i jego powinna się obawiać? Albo przeciwnie: właśnie nie powinna się obawiać?
Widać było po jej minie, że się waha. Rozważa za i przeciw, ale przecież Charles wydawał się być miłym chłopakiem. Takim, który mówi dzień dobry na klatce i otwiera drzwi staruszkom, a nawet puszcza je przodem. Skinęła więc głową.
- Dobrze, to w sumie nie jest taki głupi pomysł. Na Merlina, jak sobie pomyślę, że mogłam być na jej miejscu... - aż ją coś ścisnęło w żołądku. Oby szybko znaleźli Sophie. - W takim razie daj znać rodzinie, że wychodzimy. Jeszcze tego brakuje, że będą się o ciebie martwić, skoro zniknęła twoja kuzynka.
Nie dopiła piwa - nie miała już na nie ochoty. Przyszła tu z ciekawości a skończyło się wielkim zamieszaniem. Jak zwykle. Szkoda, bo nawet nie zdążyła dobrze posłuchać Yvonne i tego, co miała do powiedzenia na temat kandydatów.