Wchodzę do środka z Erikiem i wymieniam galeony na żetony
Yaxley lubiła od czasu do czasu pojawić się wśród innych czystokrwistych i bogatych czarodziejów, aby zaznaczyć swoją obecność. Nie chciała zostać zapomniana, co szczególnie dotarło do niej tego lata, kiedy uświadomiła sobie, że pojawiła się istota, która chciała przejąć jej życie, zająć jej miejsce. Mimo tego małego problemu nie zamierzała zaprzestawać pojawiać się publicznie, nie chciała, aby strach przed działaniem nie pozwolił jej żyć w taki sposób, w jaki chciała. Nie znosiła ograniczeń. Właśnie dlatego postanowiła znaleźć się na tym niewielkim wydarzeniu. Karty brzmiały dobrze, kto od czasu do czasu nie miał chęci zaryzykować nieco grosza i zobaczyć, czy ma to jakiś większy sens? Lubiła zabawę, utrata pieniędzy też nie była dla niej szczególnie straszna, miała ich dużo, nie wydawała zazwyczaj na pierdoły, więc nie musiała się obawiać o to, że roztrwoni swoją fortunę.
Zazwyczaj nie wyglądała, jakby należała do bogaczy. Chodziła od dziesięciu lat w tym samym, starym płaszczu, czy butach, jednak kto ją znał ten wiedział, że może sobie pozwolić na różne zachcianki, kiedy tylko miała ochotę.
Pod Londynem pojawiła się z Erikiem Longbottomem, miała nadzieję, że Thomas wybaczy jej to, że nie wspomniała mu o tym wypadzie, czuła jednak, że nie czułby się tutaj odpowiednio. Wiedziała, że Erik jest idealnym towarzyszem w takich miejscach, już od dawna mogli na siebie liczyć podczas brylowania między innymi czarodziejami z podobnych sobie rodzin. Znali się praktycznie od zawsze, spędzili nawet wspólnie wakacje, wiedziała, że na pewno będzie się z nim dobrze bawić, a o to przede wszystkim jej chodziło - o dobrą zabawę. Przy Longbottomie nie musiała się zastanawiać nad każdym gestem, czy czynem. Wiedziała, że mało co jest w stanie wzbudzić w nim zdziwienie i mogła sobie przy nim pozwolić na wiele, a to było dla niej istotne - nie musiała się ograniczać, mogła mówić głośno co myśli.
Panna Yaxley wyglądała tego wieczora wyjątkowo schludnie, właściwie zawsze, gdy nadarzała się okazja potrafiła przepoczwarzyć się z baby leśnej w księżniczkę. Ubrana była w długą, czarną suknię wyszywaną drobnymi, srebrnymi koralikami, miała ona rozcięcie na udzie, co podkreślało jej wyjątkowo długie nogi, nie miała problemu z podkreślaniem swoich atutów, które jeszcze kilka lat temu przyprawiały ją o ogromne kompleksy. Suknia była wycięta na plecach, co mogło zwracać uwagę na jej ogromną bliznę, która ciągnęła się od szyi, aż po ich kraniec. Pamiątka po starciu z kelpie, którą niby mogła sobie ukryć używając odpowiednich zaklęć, jednak nie chciała tego robić. Dumnie nosiła ją na plecach.
Wsunęła swoją rękę pod ramię Erika. - Jak tam, gotowy przewalić mój rodzinny majątek? - Najwyraźniej nawet nie zakładała, że może tutaj coś wygrać, przynajmniej się nie rozczaruje, gdyby nie poszło to po jej myśli.
Kiedy weszli do środka do jej uszu dobiegł dźwięk fortepianu, przeniosła spojrzenie w stronę z której dochodził, na krótką chwilę, później przeniosła wzrok na Agnès, wiedziała, że jest organizatorką tego wieczorka, jednak wokół niej znajdował się spory tłum i nie sądziła, żeby to dobry moment, aby się przywitać. - Może zacznijmy od wymiany pieniędzy na żetony, później wypijmy coś mocniejszego, na trzeźwo na pewno nic nie wygram. - Rzuciła jeszcze do Erika i pociągnęła go niezbyt nachalnie w stronę miejsca, w którym można było zakupić żetony.
Jako, że panna Yaxley się w tańcu nie pierdoliła, to oczywiście zakupiła maksymalną ich ilość.
@Robert Mulciber