30.06.2024, 22:39 ✶
Atreus nie był tutaj żeby sobie urządzać zapoznawcze rozmówki, nie mówiąc już o tym że odniósł wcześniej wrażenie że o to właśnie Macmillanowi chodziło - żeby jak najszybciej przeszli do rzeczy. Miło było, że kapłan zdawał mu się poświęcać całą swoją uwagę, ale w jakiś sposób jego spojrzenie sprawiało, że Bulstrode nie czuł się dobrze. Nie chciał współczucia - chciał odpowiedzi. Samymi emocjami nie mógł sprawić, żeby nagle zrobiło mu się ciepło i przestało go prześladować to przejmujące do szpiku kości zimno.
Kurwa.
Auror przyglądał się Percivalowi z umiarkowanym zainteresowaniem kogoś, kto oczekiwał odpowiedzi, ale nie odmawiał pewnego odsunięcia się od tematu. Nie było go na Lithcie. Nawet o nią nie zahaczył, zbyt wymęczony przez to, co działo się na nawiedzonym statku, gdzie utknęli na wiele godzin.
- Nie było mnie na sabacie, ale jestem świadom tego, co się tam wydarzyło - odpowiedział grzecznie. Uśmiechnął się do Arcykapłana lekko. Współczująco. Ton Macmillana mierził go i wżerał się pod skórę. Był jak lekkie, niemożliwe do zlokalizowania swędzenie. Takie, którego nie możesz dosięgnąć i w sumie możesz zignorować, ale wciąż jest ono na obrzeżach każdej myśli. To był zawsze dla Atreusa instynkt, by kiedy ktoś prezentował się jak wyzuty ze wszelkich emocji spojrzeć na niego pod innym kątem.
na aurowidzenie
Atreus zamrugał, przyglądając się aurze otaczającej Percivala. Nie chodziło tylko o to co tam widział lub też nie, ale o to co mówił. Każde kolejne słowo zdawało się zmierzać w stronę, której auror zwyczajnie się spodziewał, a przynajmniej powinien już w momencie, kiedy padła nazwa Lithy.
- Za co jestem jej dozgonnie wdzięczny - zapewnił go bez wyrazu, naśladując obrzydliwie jego własny ton głosu. Dalej jednak nie przerywał już Macmillanowi, pozwalając mu skończyć ten mały taniec dookoła tematu.
- Panie Macmillan - rzucił niby to z pełnym szacunkiem, ale celowo sprowadzając te rozmowę do tego poziomu. Do nazwiska, a nie tytulatury, która zdawała się Percivala tylko usztywniać i trzymać w jakichś ramach. Wydawał się pusty - dokładnie tak samo jak pokój, do którego Atreusa zaprosił. - Przyszedłem do pana nie jako auror, ale jako osoba prywatna. Jeśli chce pan porozmawiać ze swoją żoną i tego panu się odmawia, chętnie porozmawiam z szefostwem mojego Biura by przychylniej spojrzało na taką możliwość. Jeśli natomiast sugeruje mi pan, że sam powinienem odwiedzić pańską małżonkę to pewnie mogę skorzystać z tej propozycji. Ale dzisiaj przyszedłem do pana bo wierzę, że posiada pan wiedzę - pochylił się nieco do przodu, wspierając łokcie na udach. - Zdaję sobie sprawę z tego, że cokolwiek zostało dokonane by zachować mnie przy życiu, przez niektórych mogłoby zostać uznane za kontrowersyjne. Ale magia to magia. Sama w sobie nie jest dobra czy zła. Dopiero to jak z niej korzystamy może nadać jej te etykietki i tylko przez osoby, które nie są w stanie zaakceptować cyklu w jakim ona i my krążymy.
Czuł się trochę, jakby usilnie próbował swojemu rozmówcy opchnąć właśnie jakiś produkt. Zaufanie, nawet jeśli pobieżne i bazowane zaledwie na paru słowach, które właśnie próbował z siebie wypluć z nudną, ograniczoną emocjonalnie manierą. Jego ton był neutralny, tak samo jak suche, pozbawione ozdób ściany, albo powierzchowność Arcykapłana. Trochę go ta sytuacja drażniła, ale tak samo jak był w stanie dawać upust swojej złości, tak samo był w stanie przekierować ją w upór, który trzymał go w ryzach.
- Dlatego proszę pozwolić mi zadać teraz inne pytanie. Czego pan ode mnie oczekuje w zamian za rozwianie moich dzisiejszych wątpliwości i udzielenie odpowiedzi?
Kurwa.
Auror przyglądał się Percivalowi z umiarkowanym zainteresowaniem kogoś, kto oczekiwał odpowiedzi, ale nie odmawiał pewnego odsunięcia się od tematu. Nie było go na Lithcie. Nawet o nią nie zahaczył, zbyt wymęczony przez to, co działo się na nawiedzonym statku, gdzie utknęli na wiele godzin.
- Nie było mnie na sabacie, ale jestem świadom tego, co się tam wydarzyło - odpowiedział grzecznie. Uśmiechnął się do Arcykapłana lekko. Współczująco. Ton Macmillana mierził go i wżerał się pod skórę. Był jak lekkie, niemożliwe do zlokalizowania swędzenie. Takie, którego nie możesz dosięgnąć i w sumie możesz zignorować, ale wciąż jest ono na obrzeżach każdej myśli. To był zawsze dla Atreusa instynkt, by kiedy ktoś prezentował się jak wyzuty ze wszelkich emocji spojrzeć na niego pod innym kątem.
na aurowidzenie
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!
Sukces!
Atreus zamrugał, przyglądając się aurze otaczającej Percivala. Nie chodziło tylko o to co tam widział lub też nie, ale o to co mówił. Każde kolejne słowo zdawało się zmierzać w stronę, której auror zwyczajnie się spodziewał, a przynajmniej powinien już w momencie, kiedy padła nazwa Lithy.
- Za co jestem jej dozgonnie wdzięczny - zapewnił go bez wyrazu, naśladując obrzydliwie jego własny ton głosu. Dalej jednak nie przerywał już Macmillanowi, pozwalając mu skończyć ten mały taniec dookoła tematu.
- Panie Macmillan - rzucił niby to z pełnym szacunkiem, ale celowo sprowadzając te rozmowę do tego poziomu. Do nazwiska, a nie tytulatury, która zdawała się Percivala tylko usztywniać i trzymać w jakichś ramach. Wydawał się pusty - dokładnie tak samo jak pokój, do którego Atreusa zaprosił. - Przyszedłem do pana nie jako auror, ale jako osoba prywatna. Jeśli chce pan porozmawiać ze swoją żoną i tego panu się odmawia, chętnie porozmawiam z szefostwem mojego Biura by przychylniej spojrzało na taką możliwość. Jeśli natomiast sugeruje mi pan, że sam powinienem odwiedzić pańską małżonkę to pewnie mogę skorzystać z tej propozycji. Ale dzisiaj przyszedłem do pana bo wierzę, że posiada pan wiedzę - pochylił się nieco do przodu, wspierając łokcie na udach. - Zdaję sobie sprawę z tego, że cokolwiek zostało dokonane by zachować mnie przy życiu, przez niektórych mogłoby zostać uznane za kontrowersyjne. Ale magia to magia. Sama w sobie nie jest dobra czy zła. Dopiero to jak z niej korzystamy może nadać jej te etykietki i tylko przez osoby, które nie są w stanie zaakceptować cyklu w jakim ona i my krążymy.
Czuł się trochę, jakby usilnie próbował swojemu rozmówcy opchnąć właśnie jakiś produkt. Zaufanie, nawet jeśli pobieżne i bazowane zaledwie na paru słowach, które właśnie próbował z siebie wypluć z nudną, ograniczoną emocjonalnie manierą. Jego ton był neutralny, tak samo jak suche, pozbawione ozdób ściany, albo powierzchowność Arcykapłana. Trochę go ta sytuacja drażniła, ale tak samo jak był w stanie dawać upust swojej złości, tak samo był w stanie przekierować ją w upór, który trzymał go w ryzach.
- Dlatego proszę pozwolić mi zadać teraz inne pytanie. Czego pan ode mnie oczekuje w zamian za rozwianie moich dzisiejszych wątpliwości i udzielenie odpowiedzi?