01.07.2024, 11:54 ✶
Millie nie wyszła tarcza, ale z pomocą przyszedł jej Basilius. Ostatni z truposzy jeszcze podrygiwał, ale nie wróżyła mu długiego życia w tym swoim nieżyciu, osunęła się więc do tyłu czując zmęczenie osiadające jej na barkach coraz mocniej. Trzy miesiące w Lecznicy Dusz oznaczały nie tylko słabość ducha ale i ciała. Zaraz po wyjściu rzuciła się w wir zbyt głośnych i angażujących eventów, jej serce szarpane było pragnieniem i tęsknotą, głodem i przesytem. Przyjechała tu odpocząć. Wyciszyć się. Co poszło nie tak? Kolana miała jak z waty, a do złocistych oczu cisnęły się łzy. Nie zamierzała jednak płakać. Pomijając fakt jak bardzo gejowe to było – Alexander był w okolicy, jego szyderstwa wisiały w powietrzu czekając tylko aby skroplić się na twarzy Moody. Czuła, że zawodowa poza kruszeje z każdą chwilą.
Odwróciła się jeszcze do ścian, bo Penny ostrzegła ich że się ruszają, ale już się nie ruszały. Przekręciła głowę w stronę koleżanki, która w jej oczach jawiła się obecnie jako mistrzyni transmutacji i pokiwała głową z uznaniem.
– Zajebiście to ogarnęłaś – skomplementowała ciepło. Może nieco za cicho, adrenalina wietrzała z niej zbyt szybko. Wolałaby inaczej spędzić z nią czas, ale nie dało się ukryć, że takie doświadczenia, wspólna walka o życie, gdzieś tam też sprzyjały wzajemnemu zaufaniu. Nawet jeżeli po drodze trzeba było się dotrzeć, by lepiej rozumieć swoje intencje.
Podeszła do Owena i Isaaca i wraz z nimi patrzyła na kurhan.
– Mm... to jest... to jest ta mugolka, o której pisałeś? Rośliny zdają się ją ...eee.... lubić? – Starała się utrzymać pion, skupić na rozmowie, na danych, choć przecież nie była na służbie, nie musiała tego robić. – Myślicie, że to koniec? – dodała niepewnie, skubiąc sobie rękaw brudnego od ziemi swetra.
Odwróciła się jeszcze do ścian, bo Penny ostrzegła ich że się ruszają, ale już się nie ruszały. Przekręciła głowę w stronę koleżanki, która w jej oczach jawiła się obecnie jako mistrzyni transmutacji i pokiwała głową z uznaniem.
– Zajebiście to ogarnęłaś – skomplementowała ciepło. Może nieco za cicho, adrenalina wietrzała z niej zbyt szybko. Wolałaby inaczej spędzić z nią czas, ale nie dało się ukryć, że takie doświadczenia, wspólna walka o życie, gdzieś tam też sprzyjały wzajemnemu zaufaniu. Nawet jeżeli po drodze trzeba było się dotrzeć, by lepiej rozumieć swoje intencje.
Podeszła do Owena i Isaaca i wraz z nimi patrzyła na kurhan.
– Mm... to jest... to jest ta mugolka, o której pisałeś? Rośliny zdają się ją ...eee.... lubić? – Starała się utrzymać pion, skupić na rozmowie, na danych, choć przecież nie była na służbie, nie musiała tego robić. – Myślicie, że to koniec? – dodała niepewnie, skubiąc sobie rękaw brudnego od ziemi swetra.