- Nora mi powiedziała. Odebrałem ją z jej rąk. To wynik jakiegoś nieudanego zaklęcia. Efekt uboczny po znęcaniu się nad kicią. - Wyjaśnił. Mimo tego nawet, jak kotka była zainteresowana jego biżuterią to chyba w innym wypadku nie zwróciłby na to uwagi.
Był tutaj ostatnią osobą do komentowania czy wdrażania się w dyskusję o partnerach i ich odpowiednim doborze, a jednocześnie byłby pierwszym do mówienia: nie, ona cię skrzywdzi! Nie idź do niej, nie chciej niczego od niego! Albo do niej. Łatwo się komentowało i łatwo oceniało. Kiedy przychodziło do podejmowania własnych wyborów i bycia klarownym umysłowo i emocjonalnie wobec osoby, z którą chciało się być? Oooch! Ha... Cóż, Laurent bardzo lubił ten poetycki cytat, że morze pochłonęło wiele serc - a ciągle należy tylko do siebie.
Było coś tak personalnego w tych krukach i wronach, że Laurent się aż stroszył, aż mu to przeszkadzało. I przy tym starał się udawać, że wcale nie był wielce nieszczęśliwy i że chyba nie przyjdzie na żadne więcej święto tego typu. Uświadomiło mu tylko, że to, że nie lubił ich wcześniej, nie było wymysłem - fact statement. Bardzo więc mocno zajął się nagle butelką postawioną właśnie przed Atreusem, przesunął wzrokiem po skrzacie, spojrzał na Divę, która wygramoliła się z koszyka i przeciągnęła, wystawiając swoje pazury. Nawet przez moment go to wyrwało - te wystawione pazurzyska. Bardzo nie chciał, żeby cokolwiek tutaj porysowała czy podarła, uszkodziła obicie kanapy. Nie to, że nie miał pieniędzy, żeby potem wymienić kuzynostwu całą podłogę albo załatwić nowe obicie kanapy. Czasem się za bardzo przejmował takimi rzeczami, szczególnie, że Florence powtarzała - to tylko rzeczy nabyte.
- Duma jest przyzwyczajony do obcowania z różnymi stworzeniami magicznymi. - Odpowiedź nie wprost, zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego postanowił po chwili się trochę poprawić. - Jestem pewien, że się uda. - Nawet jeśli brzmiało to mało prawdopodobnie. Ale dla Laurenta takie rzeczy nie były kwestią CZY się uda. Były kwestią tego JAK DŁUGO minie czasu, zanim się uda. Nie wiedział, jakie podejście będzie miała do tego sama Diva, ale jak na razie nie zachowywała się nawet do końca jak na kota przystało. Albo po prostu jej ciekawość była na tyle silniejsza od strachu, że niekoniecznie brała go aż tak pod uwagę. - Na całe szczęście ją powstrzymał. - Dodał z uśmiechem. Zostawił na razie kotkę, żeby pójść do szafy, gdzie Florence trzymała różne ozdóbki i wyciągnął z niej karton... albo chciał wyciągnąć, bo z roztargnieniem się zatrzymał. - Atreusie, już mam zadanie dla ciebie wymagające męskiej ręki. - W którym mógł pomóc. Jemu zostawił zatarganie kartonu do pokoju. A sam wziął kilka lżejszych rzeczy. - Przyniosę jutro jeszcze kilka świeżych kwiatów... o ile się wyrobię. - Bo miał jutro trochę do pozałatwiania... bo był umówiony na zrobienie tatuażu, a potem miał spotkanie z Victorią i randkę. Tyle do pozałatwiania...
Usiadł przy tych rzeczach, otworzył karton, żeby zacząć zaplatać z pomocą różdżki wstążki i rzeczywiście stworzyć z tego coś, co będzie ozdobą... a nie strachem na wróble. Chociaż ten był całkiem uroczy!
- Ten dzień może być jeszcze gorszy, więc proszę - zaskoczcie mnie. - Przerwał zaplatanie wianka i podniósł wzrok najpierw na Florence, a potem na Atreusa. - Słyszałem, że była bójka. Pobiłeś się z kimś? - Brzmiał na zmartwionego.