Nie powinien tego robić. Zdecydowanie nie powinien. I nie chodziło nawet o delikatnie prowadzony flirt - chodziło o to, że nie powinien proponować komuś, kto nigdy nie miał okazji poddać się ogłupiającemu dymowi opium, takiego doznania. Dysputa mogła się rozpocząć - czy lepiej komuś pokazać zakazany zakątek świata, niebezpieczny, pod kontrolą, czy lepiej umyć od tego dłonie i pozwalac eksplorować samemu. Z jego perspektywy ten malutki opór, jaki był postawiony, był zaledwo na pokaz. Grzecznościowy. Żeby nie wyszedł na takiego łatwego. Ciekawość była wpisana w strukturę kości niektórych ludzi. Charles pod tym względem zdawał się jak kot - chciał pacnąć to, co przed nim leżało, zobaczyć, jak potoczy się włóczka, którą zahaczył pazurem. Może był mniej chętny do poznawania innych zakątków tego życia - nie miał pojęcia. Nie znał chłopaka, który dzisiaj obsłużył go w sklepie.
Obietnica mogła być kłamstwem, a mogła być szczera. Mogła być szczera pod wpływem chwili, przy podnieceniu i niezwykłości nowego doznania, przy tym uniesieniu zmysłów, które zaraz miały się ukoić. Wyrzuty sumienia w związku z tym pewnie pojawią się u Laurenta dopiero w następnych dniach, na razie kwitło przekonanie, że mógł chwilowo zaufać temu, co zostało powiedziane. Emocje w końcu bywały zmienne. To, co teraz jest prawdą, za dwa dni dopiero będzie kłamstwem. Zmienią się warunki, przyjdą kolejne informacje, głowa przetworzy fakty. Nie było w tym niczego złego, to naturalne. Mężczyzna przed nim nie był znowu dzieckiem, żeby nie potrafić podejmować własnych decyzji, gdy dostał ostrzeżenie.
- Masz subtelną urodę. - Doprecyzował. - Trójkątna twarz o łagodnych rysach, długie palce, delikatne nadgarstki, smukłe ciało, blada skóra podkreślająca ciemne oczy. Byłbyś obiektem westchnień tych, którzy wojują pędzlem na płótnie. - Przeszło mu to już przez myśl, teraz jedynie chwalił urodę młodzieńca na głos. Bo dlaczego by nie? Zakaszlał, zakrztuszając się w zasadzie chyba własną śliną, kiedy przyszło obwieszczenie, że JEST MĘŻCZYZNĄ. A zakrztusił się ze śmiechu. Pomachał dłonią przed sobą, przymykając jedno oko, żeby rozgonić dym, przekazując mu fajkę. - Byłbym zdziwiony, gdyby było inaczej. - Spojrzał na niego z rozbawieniem. - Są. Ale ewidentnie takiej osoby nie ma wśród nas, więc czego mam się obawiać? - Albo po prostu trudno mi się oprzeć - tego jednak nie powiedział na głos, ale ta pewność siebie, swojego ciała, swoich gestów i słów była wpisana w tę grę. - Czemu zrezygnowałeś z biura aurorów i przyszedłeś pracować... tutaj?