01.07.2024, 15:37 ✶
Gerry nie musiała znać powodu, z którego czuła się tak źle, liczył się jedynie fakt, że stała tu przed nim niemal roztrzęsiona, a on nie bardzo wiedział, co ma robić. Starał się więc szukać tych wszystkich niedogodności, które zdawała się odczuwać i łagodzić je, jednak po drugiej, licząc na to, że może jakoś uda się wprowadzić ją w lepszy stan.
Nie był pewien, czy nie była w szoku, czy może po prostu coś ją w końcu przygniotło, jak to się zdarza nawet najsilniejszym, a ona nie mogła tego dostrzec. Sam nie miał wiedzy, aby połączyć jej zachowanie z przebiegłym kwiatem, który wprowadził jej w stan prawdziwej rozpaczy nad samotnością, nie mógł więc też zaradzić niczego na prawdziwą przyczynę problemu.
Mógł więc po prostu przy niej być, licząc, że jego próby wypędzenia chłodu z serca jakoś jej pomogą. Miał przynajmniej taką nadzieję, które chyba nie wydawała się zbyt naiwna, skoro Gerry zdawała się powoli odzyskiwać kolory na twarzy.
Odetchnął, gdy po jego powrocie z biura dostrzegł ją w tym samym miejscu. Gdzieś pod jego czupryną pojawiła się myśl, że może jak spłoszone zwierzę, które nagle pokazało słabość postanowi uciec, czekała jednak na niego.
Coś ścisnęło go w środku na tą myśl. Utwierdziło w tym, że wczorajszy dzień przyniósł coś, czego teraz naprawdę bał się stracić. A przecież prawie wcześniej dał temu wszystkiemu niemal popaść w ruinę. Głupi był.
Teraz jednak miał okazję uśmiechać się do niej łagodnie, gdy widział jak zerka na kubki. Cóż, lubił właśnie takie, ze śmiesznymi napisami, ładnymi wzorami i obrazami. Takie, które wzięte do ręki od razu sprawiają, że dzień ma być lepszy.
- Czasami zdarza mi się zabłysnąć, ale się nie przyzwyczajaj. - Wyszczerzył się, gdy pochwalił jego pomysł, po czym wskazał głową odpowiedni kierunek. Sam często miał okazję tam przebywać, oczywiście jako stróż prawa, dziś jednak mogli zrobić mały wyjątek.
Choć czuł, że parę osób będzie miało potem do niego kilka pytań.
Zaprowadził ich do specjalnego pomieszczenia, upewniając się, że w pokoju obok, z iluzoryczną ścianą nikogo nie ma, po czym rozłożył ich mały prowiant na stoliku.
- Wybierz sobie kubek. Wolisz kawę, czy herbatę? Mam, em, zwykłą czarną. - Spojrzał na opakowanie, które zaraz położył przed Gerry. Cóż, nie miał wysublimowanego gustu w tych kwestiach.
Po chwili wyczarował w ich kubkach wrzątek, gotowy do wsypania wybranego rodzaju napoju. Nie wiedział za bardzo, czy to co robił choć trochę pomagało. Kierował się raczej przeczuciem i doświadczeniem nabytym przy częstym pocieszaniu i wysłuchiwaniu swojego rodzeństwa.
- Już trochę lepiej? - zapytał, spoglądając nadal z troską na twarz kobiety, która wydawała się powoli wychodzić z tego dziwnego stanu, w jakim ją na początku zobaczył.
Nie był pewien, czy nie była w szoku, czy może po prostu coś ją w końcu przygniotło, jak to się zdarza nawet najsilniejszym, a ona nie mogła tego dostrzec. Sam nie miał wiedzy, aby połączyć jej zachowanie z przebiegłym kwiatem, który wprowadził jej w stan prawdziwej rozpaczy nad samotnością, nie mógł więc też zaradzić niczego na prawdziwą przyczynę problemu.
Mógł więc po prostu przy niej być, licząc, że jego próby wypędzenia chłodu z serca jakoś jej pomogą. Miał przynajmniej taką nadzieję, które chyba nie wydawała się zbyt naiwna, skoro Gerry zdawała się powoli odzyskiwać kolory na twarzy.
Odetchnął, gdy po jego powrocie z biura dostrzegł ją w tym samym miejscu. Gdzieś pod jego czupryną pojawiła się myśl, że może jak spłoszone zwierzę, które nagle pokazało słabość postanowi uciec, czekała jednak na niego.
Coś ścisnęło go w środku na tą myśl. Utwierdziło w tym, że wczorajszy dzień przyniósł coś, czego teraz naprawdę bał się stracić. A przecież prawie wcześniej dał temu wszystkiemu niemal popaść w ruinę. Głupi był.
Teraz jednak miał okazję uśmiechać się do niej łagodnie, gdy widział jak zerka na kubki. Cóż, lubił właśnie takie, ze śmiesznymi napisami, ładnymi wzorami i obrazami. Takie, które wzięte do ręki od razu sprawiają, że dzień ma być lepszy.
- Czasami zdarza mi się zabłysnąć, ale się nie przyzwyczajaj. - Wyszczerzył się, gdy pochwalił jego pomysł, po czym wskazał głową odpowiedni kierunek. Sam często miał okazję tam przebywać, oczywiście jako stróż prawa, dziś jednak mogli zrobić mały wyjątek.
Choć czuł, że parę osób będzie miało potem do niego kilka pytań.
Zaprowadził ich do specjalnego pomieszczenia, upewniając się, że w pokoju obok, z iluzoryczną ścianą nikogo nie ma, po czym rozłożył ich mały prowiant na stoliku.
- Wybierz sobie kubek. Wolisz kawę, czy herbatę? Mam, em, zwykłą czarną. - Spojrzał na opakowanie, które zaraz położył przed Gerry. Cóż, nie miał wysublimowanego gustu w tych kwestiach.
Po chwili wyczarował w ich kubkach wrzątek, gotowy do wsypania wybranego rodzaju napoju. Nie wiedział za bardzo, czy to co robił choć trochę pomagało. Kierował się raczej przeczuciem i doświadczeniem nabytym przy częstym pocieszaniu i wysłuchiwaniu swojego rodzeństwa.
- Już trochę lepiej? - zapytał, spoglądając nadal z troską na twarz kobiety, która wydawała się powoli wychodzić z tego dziwnego stanu, w jakim ją na początku zobaczył.