01.07.2024, 15:39 ✶
Millie odprowadziła Isaaca lekko zeszklonym spojrzeniem od tańca, śmiechu i rzeczywiście oddechu, którego jej brakło. Źle się czuła z tym, że jako funkcjonariuszka tak się zaniedbała (ok, ok, no śpiączka, zamknięcie w lecznicy dusz to wszystko uzasadniała, a jednak wciąż zdawało jej się żałosne wobec tego co potrafiła wycisnąć z tego ciała wcześniej.
A potem usłyszała głos i zdziwiła się. Nie żeby nigdy nie była rwana, chodziła po prostu na imprezy, gdzie jeśli człowiek odnalazł drugiego człowieka swoim ciałem, to potem zwyczajnie na zapleczu ów ciała odnajdywały się bardziej. Cóż jednak dziwnego, skoro miała na sobie sukienkę Christophera, podkreślającą jej atuty, ukrywającą mankamenty i ach tak no, twarz też była zakryta maską.
– W sumie to jest mój pierwszy raz – odpowiedziała, głowiąc się czy impreza na którą zaprosił ją Isaac jest imprezą cykliczną. Przekrzywiła głowę, z zaciekawieniem oglądając złociste skrzydła. – Czemu Twój feniks ma łuski? – zachowywała się tak, jakby nie zrozumiała, że nieznajomy ją podrywał, bo po części tak było na prawdę. Jego ofensywa była dla Millie mało przejrzysta, gdy jej standardem pozostawało kanoniczne: "ruchasz się, czy trzeba z Tobą chodzić?"
Nagle spod ziemi wyrósł Isaac z jej trzewikiem, więc wysunęła ku niemu swoją drobną stópkę, która normalnie przed laty dźwigała ciężkiego glana. – Bardzo dziękuję, nie chciałabym cały wieczór podskakiwać na jednej nodze. To byłoby... Niewygodne. Kurewsko niewygodne – dodała, ale gdy dokończyła zdanie od razu zamknęła usta. Jakoś tak... dziwnie było jej przeklinać w tej sukni. Jakby rola leśnej nimfy, elfiej księżniczki angażowała ją bardziej niż chciałaby się do tego przyznać. Jakby strój narzucał jej wyprostowane plecy i język gładszy niż zwykle.
A potem usłyszała głos i zdziwiła się. Nie żeby nigdy nie była rwana, chodziła po prostu na imprezy, gdzie jeśli człowiek odnalazł drugiego człowieka swoim ciałem, to potem zwyczajnie na zapleczu ów ciała odnajdywały się bardziej. Cóż jednak dziwnego, skoro miała na sobie sukienkę Christophera, podkreślającą jej atuty, ukrywającą mankamenty i ach tak no, twarz też była zakryta maską.
– W sumie to jest mój pierwszy raz – odpowiedziała, głowiąc się czy impreza na którą zaprosił ją Isaac jest imprezą cykliczną. Przekrzywiła głowę, z zaciekawieniem oglądając złociste skrzydła. – Czemu Twój feniks ma łuski? – zachowywała się tak, jakby nie zrozumiała, że nieznajomy ją podrywał, bo po części tak było na prawdę. Jego ofensywa była dla Millie mało przejrzysta, gdy jej standardem pozostawało kanoniczne: "ruchasz się, czy trzeba z Tobą chodzić?"
Nagle spod ziemi wyrósł Isaac z jej trzewikiem, więc wysunęła ku niemu swoją drobną stópkę, która normalnie przed laty dźwigała ciężkiego glana. – Bardzo dziękuję, nie chciałabym cały wieczór podskakiwać na jednej nodze. To byłoby... Niewygodne. Kurewsko niewygodne – dodała, ale gdy dokończyła zdanie od razu zamknęła usta. Jakoś tak... dziwnie było jej przeklinać w tej sukni. Jakby rola leśnej nimfy, elfiej księżniczki angażowała ją bardziej niż chciałaby się do tego przyznać. Jakby strój narzucał jej wyprostowane plecy i język gładszy niż zwykle.