01.07.2024, 17:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2024, 18:02 przez Charles Mulciber.)
Charlie był zasmarkanym, czerwonym na twarzy, rozmemłanym naleśnikiem, który nie potrafił zabić się nawet skacząc z klifu. Kolejnego dnia z pewnością będzie mu wstyd, nie tylko przez swój stan, ale też przez brak skuteczności w tak prostym zadaniu. Chociaż jego rozpacz nie była natrualna, to była dla jego jak najbardziej prawdziwa.
Kiedy dziewczyna zbliżyła się, przechylił się ku niej, by móc wytrzeć łzy w jej ubranie. Stała się jego ostoją, jedynym pewnym elementem jego istnienia, pochłoniętego przez samotność. Nigdy nie sądził, że jego śmierć będzie pachnieć pączkami.
- Nie mam wanny! - Jęknął, zaciskając dłonie na materiale jej ubrania. Lgnął do dłoni Millie, nie mając pojęcia o węglu rosmazywanym na policzku. Nie miał on żadnego znaczenia. - Chcę... Chcę zasnąć. - Zakrztusił się łzami. - Nikt nie będzie za mną tęsknił. Jestem sam.
Nie opierał się, gdy dziewczyna zgarnęła jego rękę, by pokazać odpowiedni sposób. Pokiwał głową. Zapamięta, choć przecież i tak zamierzał zaraz umrzeć! Nie odsuwał się i nie unikał bliskości, wręcz przeciwnie, sam jej szukał. Sam chciał być jak najbliżej, by wypełnić pustkę w sercu. Zachęcony, wstał, dając się prowadzić ku swojej śmierci. Jej radość na myśl o skoku z klifu kazała mu zatrzymać się na moment.
- Kim jesteś? Nie musisz... Nie musisz ze mną skakać. Na pewno kogoś masz. Ktoś będzie tęsknił. - Zmartwił się o koleżankę. Stojąc ramię w ramię, na krawędzi, nie mógł myśleć tylko o siebie. Fale u dołu klifu miały być jego wybawieniem. Skupił się na Millie, otarł twarz przedramieniem. - Mogę... Mogę poszukać wanny. Wzdłuż, dla efektywności. - Załkał, udowadniając, że zapamiętał lekcję.- Dlaczego chcesz umrzeć?
Kiedy dziewczyna zbliżyła się, przechylił się ku niej, by móc wytrzeć łzy w jej ubranie. Stała się jego ostoją, jedynym pewnym elementem jego istnienia, pochłoniętego przez samotność. Nigdy nie sądził, że jego śmierć będzie pachnieć pączkami.
- Nie mam wanny! - Jęknął, zaciskając dłonie na materiale jej ubrania. Lgnął do dłoni Millie, nie mając pojęcia o węglu rosmazywanym na policzku. Nie miał on żadnego znaczenia. - Chcę... Chcę zasnąć. - Zakrztusił się łzami. - Nikt nie będzie za mną tęsknił. Jestem sam.
Nie opierał się, gdy dziewczyna zgarnęła jego rękę, by pokazać odpowiedni sposób. Pokiwał głową. Zapamięta, choć przecież i tak zamierzał zaraz umrzeć! Nie odsuwał się i nie unikał bliskości, wręcz przeciwnie, sam jej szukał. Sam chciał być jak najbliżej, by wypełnić pustkę w sercu. Zachęcony, wstał, dając się prowadzić ku swojej śmierci. Jej radość na myśl o skoku z klifu kazała mu zatrzymać się na moment.
- Kim jesteś? Nie musisz... Nie musisz ze mną skakać. Na pewno kogoś masz. Ktoś będzie tęsknił. - Zmartwił się o koleżankę. Stojąc ramię w ramię, na krawędzi, nie mógł myśleć tylko o siebie. Fale u dołu klifu miały być jego wybawieniem. Skupił się na Millie, otarł twarz przedramieniem. - Mogę... Mogę poszukać wanny. Wzdłuż, dla efektywności. - Załkał, udowadniając, że zapamiętał lekcję.- Dlaczego chcesz umrzeć?