01.07.2024, 21:39 ✶
— Wariatów? — Zmarszczył nos w zastanowieniu, próbując przypomnieć sobie wyraz twarzy Florence, gdy podczas wizyty w szpitalu przedstawili jej bardzo skondensowaną wersję tego, co właściwie przydarzyło im się podczas Beltane. Pokręcił powoli głową. — Mam wrażenie, że prędzej uznała nas za bardzo... heh… wyzwolone... jednostki. W końcu większość normalnych ludzi bawiła się tam w parach.
Czy cieszyłyby go potencjalne plotki na ten temat? Nieszczególnie. Nie tylko ze względu na to, że lawirowanie pośród domysłów i pytań dziennikarzy na temat jego stanu cywilnego stałoby się jeszcze trudniejsze, ale też przez inne osoby ze swojego otoczenia. Może to i dobrze, że nie ruszyli wtedy od razu na szpital, żądając cofnięcia rytuału? Teraz gdy sprawa przycichła, załatwili to z dala od wścibskich oczu... Ziarenko szczęścia w całej piaskownicy nieszczęścia.
— Jakoś sobie nie mogę sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek widział was gdzieś razem — przyznał z wahaniem, mrużąc lekko oczy.
Wprawdzie z rodzeństwa Longbottomów to jego siostra miała znacznie więcej znajomych, jednak Erik też nie był ślepy; jako tako orientował się w tym, w jakim towarzystwie obracali się jego bliscy. Z drugiej strony, chociażby urodziny panny Figg udowodniły mu, że zdarza mu się nie wiedzieć kompletnie wszystkiego. Przykład? Nie przeszło mu przez myśl, że Nora znała się z Laurentem, co wówczas było dla niego dosyć dużym zaskoczeniem. Może z Samem było podobnie? Po prostu nie zauważył? Z drugiej strony mówili o Samie... Równie dobrze mógł się trzymać poza erikowym radarem.
— O ile żaden czarnoksiężnik nie ześle na Londyn żadnej magicznej plagi, to osiągnęliśmy ogromny sukces. Przeżyliśmy do końca lata. — Zamilkł na moment, wlepiając spojrzenie w blat stolika. Wypuścił powoli powietrze przez nos, unosząc wzrok. — Tuż po Beltane powiedziałbym, że nawet to stoi pod znakiem zapytania. A jednak oboje to jesteśmy. I większość naszych przyjaciół również.
Chociaż oboje przeżyli wówczas dwie odrębne przygody, tak nie ulegało wątpliwości, że ten dzień pozostanie z nimi na długie lata. Tuż po ataku Śmierciożerców Erik był w na tyle dużym szoku, że zaczął wręcz wieszczyć we własnej głowie nagłą eskalację konfliktu: ataki na prawo i lewo, nowe fale porwań i wymuszeń, kolejne incydenty pokroju zniszczenia Kniei Godryka, a tymczasem... Wyglądało to tak, jakby po sztuczce Voldemorta z Limbo, obie strony konfliktu zaszyły się w swoich kątach. Lizali rany? Planowali kolejny ruch?
— Powinniśmy wykorzystać ten czas jak najlepiej, dopóki jest jeszcze ku temu okazja — kontynuował przyciszonym tonem, uśmiechając się minimalnie, wodząc jednocześnie wzrokiem po twarzy przyjaciółki. — I trzymać się jeszcze dalej od kłopotów niż dotychczas. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby coś ci się stało... Jesteś dla mnie jak... Bratnia dusza, wiesz? Brenna to Brenna, moja siostra, wiadomo, więc zawsze będziemy blisko, ale ty...
Oparł łokieć o krawędź stołu, co by zaraz podeprzeć podbródek o wewnętrzną część dłoni.
— Poznaliśmy się jeszcze przed szkołą, a i tam trzymaliśmy się razem. Nawet ta kilkuletnia różnica wieku w wielu przypadkach potrafi zabić znajomość. U nas się to nie wydarzyło. Ukończenie szkoły? To samo. Nawet dorosłość nas aż tak mocno nie podzieliła — opowiadał, poddając się nieświadomie nostalgii minionych lat. — Wygląda na to, że przeznaczone nam jest trzymać się razem aż po grób. A może nawet i dalej.
Czy cieszyłyby go potencjalne plotki na ten temat? Nieszczególnie. Nie tylko ze względu na to, że lawirowanie pośród domysłów i pytań dziennikarzy na temat jego stanu cywilnego stałoby się jeszcze trudniejsze, ale też przez inne osoby ze swojego otoczenia. Może to i dobrze, że nie ruszyli wtedy od razu na szpital, żądając cofnięcia rytuału? Teraz gdy sprawa przycichła, załatwili to z dala od wścibskich oczu... Ziarenko szczęścia w całej piaskownicy nieszczęścia.
— Jakoś sobie nie mogę sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek widział was gdzieś razem — przyznał z wahaniem, mrużąc lekko oczy.
Wprawdzie z rodzeństwa Longbottomów to jego siostra miała znacznie więcej znajomych, jednak Erik też nie był ślepy; jako tako orientował się w tym, w jakim towarzystwie obracali się jego bliscy. Z drugiej strony, chociażby urodziny panny Figg udowodniły mu, że zdarza mu się nie wiedzieć kompletnie wszystkiego. Przykład? Nie przeszło mu przez myśl, że Nora znała się z Laurentem, co wówczas było dla niego dosyć dużym zaskoczeniem. Może z Samem było podobnie? Po prostu nie zauważył? Z drugiej strony mówili o Samie... Równie dobrze mógł się trzymać poza erikowym radarem.
— O ile żaden czarnoksiężnik nie ześle na Londyn żadnej magicznej plagi, to osiągnęliśmy ogromny sukces. Przeżyliśmy do końca lata. — Zamilkł na moment, wlepiając spojrzenie w blat stolika. Wypuścił powoli powietrze przez nos, unosząc wzrok. — Tuż po Beltane powiedziałbym, że nawet to stoi pod znakiem zapytania. A jednak oboje to jesteśmy. I większość naszych przyjaciół również.
Chociaż oboje przeżyli wówczas dwie odrębne przygody, tak nie ulegało wątpliwości, że ten dzień pozostanie z nimi na długie lata. Tuż po ataku Śmierciożerców Erik był w na tyle dużym szoku, że zaczął wręcz wieszczyć we własnej głowie nagłą eskalację konfliktu: ataki na prawo i lewo, nowe fale porwań i wymuszeń, kolejne incydenty pokroju zniszczenia Kniei Godryka, a tymczasem... Wyglądało to tak, jakby po sztuczce Voldemorta z Limbo, obie strony konfliktu zaszyły się w swoich kątach. Lizali rany? Planowali kolejny ruch?
— Powinniśmy wykorzystać ten czas jak najlepiej, dopóki jest jeszcze ku temu okazja — kontynuował przyciszonym tonem, uśmiechając się minimalnie, wodząc jednocześnie wzrokiem po twarzy przyjaciółki. — I trzymać się jeszcze dalej od kłopotów niż dotychczas. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby coś ci się stało... Jesteś dla mnie jak... Bratnia dusza, wiesz? Brenna to Brenna, moja siostra, wiadomo, więc zawsze będziemy blisko, ale ty...
Oparł łokieć o krawędź stołu, co by zaraz podeprzeć podbródek o wewnętrzną część dłoni.
— Poznaliśmy się jeszcze przed szkołą, a i tam trzymaliśmy się razem. Nawet ta kilkuletnia różnica wieku w wielu przypadkach potrafi zabić znajomość. U nas się to nie wydarzyło. Ukończenie szkoły? To samo. Nawet dorosłość nas aż tak mocno nie podzieliła — opowiadał, poddając się nieświadomie nostalgii minionych lat. — Wygląda na to, że przeznaczone nam jest trzymać się razem aż po grób. A może nawet i dalej.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞