01.07.2024, 22:09 ✶
Obejrzał się czujnie przez ramię, gdy Layla oświadczyła, że sama przyniesie dokumenty i ruszyła w stronę jednej z przyczep. Mobilne biuro? Ciekawe rozwiązanie, pomyślał przelotnie Longbottom, wyobrażając sobie, jak by to było, gdyby Brygada Uderzeniowa załatwiła sobie podobne wozy. Mobilne posterunki Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów...
Huh, jakby porozmawiać z ekspertami od magii translokacyjnej i technologii świstoklików, to może nawet udałoby im się stworzyć podobny prototyp. Z drugiej strony, pewnie poszłoby na to tyle galeonów, że projekt zostałby zamknięty w fazie testów. Eh, pieniądze. Wszystko zawsze kręciło się wokół galeonów i czeków. Oderwał wzrok od jednej artystki, aby zaraz zwrócić twarz ku drugiej.
— No dobrze, to zaczynajmy. Pani przodem — odezwał się do Elaine, uśmiechając się do niej uprzejmie. — Bardzo chętnie bym posłuchał przy okazji o tych waszych tygrysach...
Chwilę później zniknął wraz z lisiczką w namiocie zwierzęcym, gotów z odpowiednio bezpiecznej odległości przyjrzeć się wszelkim zabezpieczeniom nałożonym na klatki, jak i sprawdzić, czy osobniki, jakimi opiekował się cyrk faktycznie były w dobrej kondycji. Wprawdzie żaden był z niego zoolog czy weterynarz, ale dostrzeżenie śladów po agresywnych walkach raczej nie stanowiłoby dużego wyzwania dla detektywa. Bądź co bądź, Erik był w branży już od paru dobrych lat. Na pewno sobie ze wszystkim poradzi.
— Na pewno ucieszy panie informacje, że z papierami jest wszystko w porządku — oświadczył z zadowoleniem, unosząc wzrok znad pliku dokumentów. Nadszedł koniec inspekcji. — Wszelkie zgody i uprawnienia są aktualne, więc pod tym względem cyrk jest czysty. Chociaż... Z tego, co widziałem, jedna z licencji może się wyczerpać za kilka miesięcy, jeśli jej nie przedłużycie, więc dobrze by było o tym pamiętać.
Wysunął zabarwioną na różowo kartę, co by kobiety wiedziała o której mówił, po czym przekazał zestaw papierów artystce The Tempest. Nie radzą sobie tak źle, jak myślałem, pomyślał przelotnie, karcąc się jednak zaraz za tak stereotypowe myślenie. Część jego znajomych z pracy mogła wypatrywać w cyrkowcach potencjalnego zagrożenia. Bądź co bądź, byli poniekąd ''dzikim'' elementem na ulicach miasta, który zjawiał się nagle i równie niespodziewanie znikał, aby przenieść się do innej mieściny. A to jednak sugerowało zachowanie większej ostrożności, gdy akurat bywali w okolicy.
— Wydaje mi się, że ode mnie to będzie tyle — dodał z lekkim wahanie, rozglądając się czujnie na prawo i lewo, jakby oczekiwał, że spomiędzy namiotów nadejdzie jakiś jego współpracownik. — Tak jak mówiłem - nie będzie mandatu, ani też żadnej notki. Jednakże z racji na to, że jednak jakieś skargi na was wpłynęły... Jakkolwiek irracjonalne... Polecałbym wzmocnienie magicznych barier antymugolskich wokół obozowiska. I wyciszających. Po kilku dniach dzielnica powinna przyzwyczaić się do eee gości.
Skinął głową z kwaśną miną, dziękując w duchu Merlinowi i Matce, że powstrzymał się przed nazwaniem ich intruzami. Nie chciał eskalować tego durnego jednostronnego konfliktu między mieszkańcami dzielnicy a cyrkowcami. Jak będą ciągle sobie wytykać, że wchodzą sobie w paradę, to będę tylko się coraz bardziej nakręcać. A to będzie wiązało się z jeszcze częstszymi wizytami Brygadzistów z Ministerstwa Magii. A tak? Teoretycznie wizyta się odbyła, zalecenia co do zabezpieczeń zostały przekazane i to w bardzo przyjazny sposób! Jeśli cyrk się zastosuje, to może na tych kilku skargach się skończy i wszyscy ruszą w swoją stronę.
— Nie będę zabierał paniom więcej czasu — stwierdził, kłaniając się przed nimi w pas. — Życzę spokojnego dnia i udanych występów po zmroku. Oby były bezpieczne dla wszystkich.
Po pożegnaniu się z artystkami cyrku Bellów Longbottom ruszył z powrotem w stronę przejścia na ulicę Pokątną. Cóż więcej mógł zrobić? Pozostało tylko wierzyć, że Bellowie wzmocnią zaklęcia otaczające obozowisko, a po interwencji ze strony sił bezpieczeństwa zostaną im tylko pozytywne wspomnienia. Bądź co bądź, gdyby wpadł to ktoś o dużo ostrzejszym charakterze, to cała ta sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, czyż nie?
Huh, jakby porozmawiać z ekspertami od magii translokacyjnej i technologii świstoklików, to może nawet udałoby im się stworzyć podobny prototyp. Z drugiej strony, pewnie poszłoby na to tyle galeonów, że projekt zostałby zamknięty w fazie testów. Eh, pieniądze. Wszystko zawsze kręciło się wokół galeonów i czeków. Oderwał wzrok od jednej artystki, aby zaraz zwrócić twarz ku drugiej.
— No dobrze, to zaczynajmy. Pani przodem — odezwał się do Elaine, uśmiechając się do niej uprzejmie. — Bardzo chętnie bym posłuchał przy okazji o tych waszych tygrysach...
Chwilę później zniknął wraz z lisiczką w namiocie zwierzęcym, gotów z odpowiednio bezpiecznej odległości przyjrzeć się wszelkim zabezpieczeniom nałożonym na klatki, jak i sprawdzić, czy osobniki, jakimi opiekował się cyrk faktycznie były w dobrej kondycji. Wprawdzie żaden był z niego zoolog czy weterynarz, ale dostrzeżenie śladów po agresywnych walkach raczej nie stanowiłoby dużego wyzwania dla detektywa. Bądź co bądź, Erik był w branży już od paru dobrych lat. Na pewno sobie ze wszystkim poradzi.
~~*~~
— Na pewno ucieszy panie informacje, że z papierami jest wszystko w porządku — oświadczył z zadowoleniem, unosząc wzrok znad pliku dokumentów. Nadszedł koniec inspekcji. — Wszelkie zgody i uprawnienia są aktualne, więc pod tym względem cyrk jest czysty. Chociaż... Z tego, co widziałem, jedna z licencji może się wyczerpać za kilka miesięcy, jeśli jej nie przedłużycie, więc dobrze by było o tym pamiętać.
Wysunął zabarwioną na różowo kartę, co by kobiety wiedziała o której mówił, po czym przekazał zestaw papierów artystce The Tempest. Nie radzą sobie tak źle, jak myślałem, pomyślał przelotnie, karcąc się jednak zaraz za tak stereotypowe myślenie. Część jego znajomych z pracy mogła wypatrywać w cyrkowcach potencjalnego zagrożenia. Bądź co bądź, byli poniekąd ''dzikim'' elementem na ulicach miasta, który zjawiał się nagle i równie niespodziewanie znikał, aby przenieść się do innej mieściny. A to jednak sugerowało zachowanie większej ostrożności, gdy akurat bywali w okolicy.
— Wydaje mi się, że ode mnie to będzie tyle — dodał z lekkim wahanie, rozglądając się czujnie na prawo i lewo, jakby oczekiwał, że spomiędzy namiotów nadejdzie jakiś jego współpracownik. — Tak jak mówiłem - nie będzie mandatu, ani też żadnej notki. Jednakże z racji na to, że jednak jakieś skargi na was wpłynęły... Jakkolwiek irracjonalne... Polecałbym wzmocnienie magicznych barier antymugolskich wokół obozowiska. I wyciszających. Po kilku dniach dzielnica powinna przyzwyczaić się do eee gości.
Skinął głową z kwaśną miną, dziękując w duchu Merlinowi i Matce, że powstrzymał się przed nazwaniem ich intruzami. Nie chciał eskalować tego durnego jednostronnego konfliktu między mieszkańcami dzielnicy a cyrkowcami. Jak będą ciągle sobie wytykać, że wchodzą sobie w paradę, to będę tylko się coraz bardziej nakręcać. A to będzie wiązało się z jeszcze częstszymi wizytami Brygadzistów z Ministerstwa Magii. A tak? Teoretycznie wizyta się odbyła, zalecenia co do zabezpieczeń zostały przekazane i to w bardzo przyjazny sposób! Jeśli cyrk się zastosuje, to może na tych kilku skargach się skończy i wszyscy ruszą w swoją stronę.
— Nie będę zabierał paniom więcej czasu — stwierdził, kłaniając się przed nimi w pas. — Życzę spokojnego dnia i udanych występów po zmroku. Oby były bezpieczne dla wszystkich.
Po pożegnaniu się z artystkami cyrku Bellów Longbottom ruszył z powrotem w stronę przejścia na ulicę Pokątną. Cóż więcej mógł zrobić? Pozostało tylko wierzyć, że Bellowie wzmocnią zaklęcia otaczające obozowisko, a po interwencji ze strony sił bezpieczeństwa zostaną im tylko pozytywne wspomnienia. Bądź co bądź, gdyby wpadł to ktoś o dużo ostrzejszym charakterze, to cała ta sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, czyż nie?
Postać opuszcza sesję
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞