01.07.2024, 22:20 ✶
Rozmawia z Agnes oraz Matthias'em przy wejściu. Wspomina o wuju Alexandrze
- Och, dziękuję!- Sophie nie spodziewała się tak miłego przywitania, i zanim zbladła na widok macochy oraz wuja, zrobiła się lekko czerwona. Matthias miał naprawdę przemiłą ciocię! Nie przejęła się również obcałowywaniem policzków, ponieważ dziewczyny często się tak witały. Zwłaszcza, jeśli chciały okazać sobie sympatię.
Mulciberówna poprawiła grzywkę i zerknęła ukradkiem na Matta. Miała nadzieję, że nie narobiła mu wstydu.
- Mój tata i wuj handlują świecami i kadzidłami.- Sprostowała z lekkim uśmiechem, bez nutki żalu w głosie. Był jeszcze wuj Alexander, ale Sophie nie pamiętała czym dokładnie się zajmował. W końcu i tak nikt jej nic nie mówił, prawda?- I chętnie poznam twoje kuzynki.- Wśród dziewcząt czuła się swobodnie i miło będzie poznać resztę rodziny Delacour. Czy to, że Matthias chciał ją wszystkim przedstawić, coś oznaczało?
Rozmawia z Matthias'em, Lorrien oraz Richardem.
Później Sophie po prostu zatkało. Patrzyła na macochę oraz wuja, który przedstawiał się jako jej ojciec oraz mąż Lorien. Zmarszczyła brwi, nie mając pojęcia co właściwie się tutaj działo. Otworzyła usta żeby coś powiedzieć i jakoś się wytłumaczyć, ale Matthias ją ubiegł. Nie przestraszył się i chyba czując jej spięcie, wziął sprawy w swoje ręce. To dodało Mulciberównie trochę odwagi.
Jest dla mnie jak rodzona córka. Sophie zastanawiała się, czy to prawda. Pewnie nie. A dlaczego? Ponieważ wszystko było tutaj grą. I kłamstwem. Wiewióreczka postanowiła więc zagrać w tę "grę".
- Tak, tatku. Matthias mi wszystko wyjaśnił.- Skinęła głową i uśmiechnęła się, kiedy złapał ją za dłonie. Wyczuła, że nie był zadowolony z jej obecności tutaj, ale z drugiej strony sam nie był święty jak Merlin! Przyszedł z Lorien i udawał, że jest Robertem Mulciberem. Czy macocha nie zauważyła różnicy? Nie, to niemożliwe.
- Zrobiło mi się trochę słabo, bo właśnie sobie przypomniałam, że zapomniałam portfela. Czy dałbyś mi kilkanaście galeonów, żeby mogła wziąć udział w wieczorku?- Zapytała i uśmiechnęła się do wuja. Powiedziała to na tyle głośno, żeby kilka osób na pewno ją usłyszało. Jeśli Richard nie chce wyjść na sknere, to powinien dać jej trochę monet.
- Trochę ze mnie gapa.- Zaśmiała się perliście, zwracając do Matthias'a. Szkoda, że Lorien uciekła. Ale od niej też wydębi jakieś galeony!
Przycisnęła się bokiem nieco bardziej do chłopaka, jakby miało ją to uchronić od tego, co zaraz się wydarzy.- Niech to pozostanie naszym sekretem, dobrze, tatku? To moje gapostwo.
- Och, dziękuję!- Sophie nie spodziewała się tak miłego przywitania, i zanim zbladła na widok macochy oraz wuja, zrobiła się lekko czerwona. Matthias miał naprawdę przemiłą ciocię! Nie przejęła się również obcałowywaniem policzków, ponieważ dziewczyny często się tak witały. Zwłaszcza, jeśli chciały okazać sobie sympatię.
Mulciberówna poprawiła grzywkę i zerknęła ukradkiem na Matta. Miała nadzieję, że nie narobiła mu wstydu.
- Mój tata i wuj handlują świecami i kadzidłami.- Sprostowała z lekkim uśmiechem, bez nutki żalu w głosie. Był jeszcze wuj Alexander, ale Sophie nie pamiętała czym dokładnie się zajmował. W końcu i tak nikt jej nic nie mówił, prawda?- I chętnie poznam twoje kuzynki.- Wśród dziewcząt czuła się swobodnie i miło będzie poznać resztę rodziny Delacour. Czy to, że Matthias chciał ją wszystkim przedstawić, coś oznaczało?
Rozmawia z Matthias'em, Lorrien oraz Richardem.
Później Sophie po prostu zatkało. Patrzyła na macochę oraz wuja, który przedstawiał się jako jej ojciec oraz mąż Lorien. Zmarszczyła brwi, nie mając pojęcia co właściwie się tutaj działo. Otworzyła usta żeby coś powiedzieć i jakoś się wytłumaczyć, ale Matthias ją ubiegł. Nie przestraszył się i chyba czując jej spięcie, wziął sprawy w swoje ręce. To dodało Mulciberównie trochę odwagi.
Jest dla mnie jak rodzona córka. Sophie zastanawiała się, czy to prawda. Pewnie nie. A dlaczego? Ponieważ wszystko było tutaj grą. I kłamstwem. Wiewióreczka postanowiła więc zagrać w tę "grę".
- Tak, tatku. Matthias mi wszystko wyjaśnił.- Skinęła głową i uśmiechnęła się, kiedy złapał ją za dłonie. Wyczuła, że nie był zadowolony z jej obecności tutaj, ale z drugiej strony sam nie był święty jak Merlin! Przyszedł z Lorien i udawał, że jest Robertem Mulciberem. Czy macocha nie zauważyła różnicy? Nie, to niemożliwe.
- Zrobiło mi się trochę słabo, bo właśnie sobie przypomniałam, że zapomniałam portfela. Czy dałbyś mi kilkanaście galeonów, żeby mogła wziąć udział w wieczorku?- Zapytała i uśmiechnęła się do wuja. Powiedziała to na tyle głośno, żeby kilka osób na pewno ją usłyszało. Jeśli Richard nie chce wyjść na sknere, to powinien dać jej trochę monet.
- Trochę ze mnie gapa.- Zaśmiała się perliście, zwracając do Matthias'a. Szkoda, że Lorien uciekła. Ale od niej też wydębi jakieś galeony!
Przycisnęła się bokiem nieco bardziej do chłopaka, jakby miało ją to uchronić od tego, co zaraz się wydarzy.- Niech to pozostanie naszym sekretem, dobrze, tatku? To moje gapostwo.