Nie przepadała za takimi sytuacjami. Nie lubiła prosić o pomoc, szczególnie, kiedy sama nie do końca wiedziała, co jej jest. Znalazła się tutaj jednak, niby świadomie, chociaż trochę nie do końca, bo coś spowodowało, że to właśnie o Thomasie pomyślała jako o pierwszej osobie. Nie o bracie, nie o ojcu, nie o innych bliskich osobach, ale właśnie o nim. Wczorajszy wieczór najwyraźniej bardzo mocno wpłynął na jej postrzeganie świata i tego, kogo chciała w nim mieć. Może nie było to do końca racjonalne, może nie powinna mieć wobec niego żadnych oczekiwań, może nie powinna się tutaj pojawiać niezapowiedziana, ale to zrobiła.
Nie miała zielonego pojęcia skąd wzięło się w niej to dziwne uczucie, nigdy jeszcze taki chłód nie wypełniał jej ciała, nie wydawało jej się, że jest na tym świecie sama. Nie umiała myśleć inaczej. Jakby to wszystko nie było do końca prawdziwe, bo czy można się czuć, aż tak bardzo samotnie? Najwyraźniej można, bo przecież to uczucie wypełniało ją całą, od stóp do głów, nawet jej umysł, niczym mantrę powtarzała to w swojej głowie i nie umiała przestać.
Gdyby tylko wiedziała, że za to, co jej się przydarzyło były odpowiedzialne jakieś chwasty... na pewno mocno by się zirytowała, ale nie miała o tym pojęcia, co nieco łagodziło sytuację.
Mimo, że miała chęć uciec, nie zrobiła tego. Skoro już postanowiła zawrócić mu głowę, to nie miała zamiaru udawać, że wcale jej tutaj nie było, chociaż mogło się to wydawać nawet prostszym rozwiązaniem. Gerry miała problem z przywiązaniem, ogromny. Nie lubiła ograniczać innych, bała się zbliżyć do kogoś za bardzo, bo zbyt wiele razy sama została zraniona, wiedziała również, że i ona miewa różne epizody, wahania, problemy z określeniem swoich priorytetów. Mimo wszystko, chyba chciała, żeby Thomas zdawał sobie sprawę, że to co się między nimi wydarzyło coś dla niej zdarzyło, że nie był to jedynie krótki epizod, głupi wybryk. Zresztą chyba już wcześniej dawała mu znać, że chciałaby się do niego zbliżyć. Teraz już mieli pewność, że obie strony są zainteresowane, może tego się najbardziej bała, że faktycznie uda jej się z nim stworzyć coś stałego? Okropnie lękała się utraty wolności, która zawsze była dla niej ogromnym priorytetem, w każdej dziedzinie życia, a teraz trochę jakby sama z niej rezygnowała, może czasem było warto? Może wreszcie zaczęła dorastać.
Uśmiechnęła się lekko, kiedy usłyszała kolejne słowa padającego z jego ust. Zrobiło jej się cieplej, wystarczyło, że się odezwał. Zawsze potrafił ją rozbawić. Ruszyła całkiem szybkim krokiem w stronę, którą wskazał. Lepiej dla nich, aby nie stali się zbyt wielkim zainteresowaniem wśród jego współpracowników, jeszcze ktoś zacząłby wypytywać o szczegóły przesłuchania.
Znaleźli się w końcu w pokoju przesłuchań, nie było to może szczególnie atrakcyjne miejsce na schadzki, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Poprawiła na sobie jego marynarkę, Thomas był od niej nieco wyższy, ale leżała na Gery niemal idealnie, czuła na niej jego zapach, co również ją uspokajało, powoli zaczynała się rozgrzewać, a w jej oczach znowu można było zauważyć delikatny błysk.- Chcę ten z psem. - Powiedziała bez zastanowienia, co tam znicze, kiedy mogła mieć futrzaka, kolejnego do kolekcji.
Tak właściwie było jej obojętne, co znajdzie się w kubku, jednak jakoś odruchowo odpowiedziała, że chce - Kawę, chętnie. - Nie martwiła się, że ma tylko czarną, bo był to zazwyczaj jej typowy wybór.
Przyglądała mu się, kiedy wyczarowywał wrzątek, niby nie było to nic wielkiego, jednak ta troska, mały gest sprawiał, że czuła się lepiej. Powoli odchodziły od niej te wszystkie nieprzyjemne myśli. - Tak, jest lepiej, nie wiem, co mnie opętało, ale dziękuję, dziękuję, że jesteś. - Dodała nieco cichszym tonem.