Przyglądając się Laurentowi, Nicholas dostrzegł, że nie wyglądał ze swoim urokliwym nastrojem zadowalająco. Jak wiele musiało się wydarzyć od ich fatalnej "randki", żeby móc zobaczyć go w takim stanie? Coś musiało mieć miejsce w tym krótkim czasie.
Żart słonecznika, niby był tym żartem, ale nie do końca musiał tak brzmieć. Nicholas nie odniósł się do tych słów, o odpowiednim zastosowaniu kwiatka. Wsadził go do wysokiego naczynia z wodą i postawił na stole. Potem się nim zajmie. Jeżeli zaś chodzi o tę charakterystyczną roślinę, jaką Laurent mu wręczył, to niestety nie przetrwała swojego czasu. A może właściciel mieszkania postanowił zabrać ją w inne miejsce? Tym samym mógł dawać do zrozumienia, że to mieszkanie nie jest miejscem dla jakichkolwiek roślin. Ale chętniej za to gościł Laurenta. Selkie pożądane przez niektóre osoby.
- Rozgość się.Tyle odpowiedział na jego "ach tak". Nie musi stać jak kołek. Rozglądać się. Mógł usiąść na krześle przy stole jadalni, która włączona była do kuchni. Dalej mieli przecież salon. W końcu te trzy elementy "pomieszczeń" łączyły się w jeden duży.
Skoro herbata, Nicholas przygotował ją na dwa kubki. Wrzucił susz, wstawił wodę do zagotowania i jednocześnie słuchał Prewetta. Lubił to, jak się od razu przechodziło do rzeczy. Nie przerywał mu. Spojrzał na niego dopiero, jak ten zwrócił się swoimi słowami o pomoc.
- Dlaczego potrzebujesz go odnaleźć? Albo jego towarzyszy?Zapytał. Zwyczajnie, jakby Laurent nie prosił go o nic niemożliwego. Jakby takie pytania, prośby były na porządku dziennym. Nicholas nie okazywał jakichkolwiek emocji pod względem takiego tematu. Pamiętał, że zaproponował mu swoją pomoc. I o tę pomoc, właśnie teraz prosił go Laurent.
- Co zrobisz, jeżeli go dostaniesz?
Dopytał drugim pytaniem. Wpatrując się w Prewetta z góry. W końcu był od niego wyższy.