02.07.2024, 00:17 ✶
Siedzę razem z Lyssą w łazience.
Kiedy wchodził do łazienki, naprawdę liczył na to, że cała ta nieprzyjemna sytuacja właśnie dobiegła do końca. I tak sobie trwał w swojej wierze do chwili, w której Lyssa go dogoniła.
Posłał jej pełne wyższości spojrzenie, choć tak naprawdę całym ciałem miał ochotę złapać ją za ramiona i wypchnąć na zewnątrz. A potem trzasnąć przed jej nosem drzwiami. Do ciężkiego licha, czego ona jeszcze od niego chciała? Mało jej przedstawienia przy barze, że postanowiła podnieść stawkę i kłócić się z nim dalej jeszcze w łazience?
- A nie miało nic wspólnego ze mną? – zapytał, tylko odrobinę podnosząc głos. – To ty mnie zaczepiłaś i to ty zaczęłaś do mnie śpiewać – przypomniał oschle.
O, jak go w tym momencie korciło, żeby złapać za klamkę i spróbować zatrzasnąć drzwi przed twarzą Lyssy. Tylko najpierw musiałby ją wypchnąć na zewnątrz a ona jak na złość…
Pokręcił głową, gdy nie dość, że sama trzasnęła to jeszcze pozostała z nim w środku. No i fajnie, niech się jeszcze okaże, że jego ojciec jednak pofatygował się na wesele Vespery i nakryje ich w łazience.
Ulysses nie miał nawet bladego pojęcia, z kim właściwie siedział w środku.
- Jestem bratem Panny Młodej – wysyczał. Może warto byłoby to jakoś rozwinąć, że nie był najlepszy w kontaktach międzyludzkich i czasami padał ofiarę niezbyt przyjemnych żartów. Albo, że całkiem niedawno po rodzinach czystokrwistych rozniosło się, że ojciec szuka mu żony. Albo, że dopiero co rozstał się z narzeczoną, bo jej eks mąż został narzeczonym jego siostry i właśnie bawili na ich weselu. Było tutaj trochę zawiłych spraw. – Ile razy mam ci powtarzać, że to przez tego cholernego drinka? Może trudno w to uwierzyć, bo jestem takim zabawnym facetem, ale zazwyczaj nie trzęsę się ze śmiechu i nie pamiętam sytuacji, by z rozbawienia aż rozbolał mnie brzuch. A uwierz mi, że pamiętałbym o tym, bo ja pamiętam wszystko.
Odwrócił się od Lyssy, by podejść do umywalki. Zacisnął ręce na jej brzegach i popatrzył ponuro w lustro. Przymknął oczy, zastanawiając się czy istniało jakieś rozwiązanie, które wyjaśniałoby czemu ona się tak zachowała i jednak nie angażowałoby nikogo w próbę ośmieszenia go. Albo jej. Ale po co właściwie miałaby sama siebie ośmieszać?
Odkręcił kran i umył ręce.
- Może tobie też ktoś dosypał czegoś do drinka – powiedział wreszcie.