02.07.2024, 02:19 ✶
Rozmawiam z Lyssą. Wychodzę z łazienki i idę po kawałek tortu.
Z perspektywy Ulyssesa to Lyssa zaczęła to wszystko. A teraz kontynuowała i kontynuowała i… obrzucił ją pełnym wyższości spojrzeniem.
- No dobrze. Niech ci będzie. Ja na ciebie wpadłem – odpowiedział, ale tak naprawdę to kompletnie nie rozumiał czemu się tak przy tym upierała. To nie miało znaczenia. Nie znał jej wcześniej (i nie żeby coś, ale jego życie na niczym nie traciło, kiedy nie zdawał sobie sprawy z istnienia tej dziewczyny), ale nawet gdyby ją znał – nigdy świadomie nie próbowałby na kogoś wpadać.
Dwa razy wyjaśnił jej, że ten jego śmiech nie był tak naprawdę jego, że coś go na nim wymusiło, że może to ten pieprzony drink a ona pozostawała dalej jak nakręcona katarynka. Albo nie chciała przyjąć do wiadomości tego co mówił, albo awantura sprawiała jej przyjemność.
Jeśli naprawdę chorowała na Milforda… Ulyssesowi nie mieściło się w głowie, że ktokolwiek mógłby z premedytacją przeciągać kłótnię, kiedy wiedział, że później będzie pamiętał tę awanturę już na zawsze.
Ona naprawdę albo była doskonałą aktorką, która się właśnie świetnie bawiła jego kosztem albo stała przed nim zwykła histeryczka.
Zamrugał. Odkręcił kurek i przemył twarz zimną wodą. Niby wystarczyłoby zaklęcie, ale woda też sprawiała, że przynajmniej mógł trochę ochłonąć. Wycofać się głębiej do swojego umysłu. Sięgnął po różdżkę, by za sprawą magii pozbyć się śladów po drinku.
- Ironizuj. Histeryzuj. Płacz. Tup nogami – wyliczył już zupełnie bezbarwnym tonem. – Nic mnie to nie obchodzi. Dałem ci wyjaśnienie tego, co się stało. Nie pasuje? Trudno. Dla mnie i tak jest lepsze niż myśl, że próbowałaś ośmieszyć mnie celowo. – Mechanicznie poprawił garnitur tak, by wyglądał nieskazitelnie. – Więcej uwagi mogło przyciągnąć to twoje wchodzenie za mną do łazienki i trzaskanie drzwiami niż to co się stało przy barze.
Ulysses spiął się. Wyprostował się jeszcze bardziej, a potem wyminął Lyssę i położył rękę na klamce.
- A teraz z łaski swojej, pozwól, że wyjdę przodem. Odczekaj chwilę. Doprowadź się do porządku i udawajmy, że ani ta nieszczęsna sytuacja przy barze ani ta dyskusja tutaj nigdy nie miały miejsca – zakończył matowo.
Nacisnął na klamkę i zdecydowanym krokiem wyszedł z łazienki. Ruszył w stronę głównej sali, gdzie krojono właśnie tort. Miał zamiar wziąć kawałek.
Biorę kawałek tortu, rzucam na smak.
Rzut 1d6 - 4