02.07.2024, 02:38 ✶
-Uch - stęknął teraz zdając sobie sprawę, że jego słowa były tylko dość niezręcznym wyjaśnieniem jego toku myślowego, który czasami był dość niezrozumiały dla innych, głownie dlatego, ze go brakowało, albo jego ścieżka była bardziej kręta niż jakakolwiek ścieżka w Zakazanym Lesie. Nabrał głośno powietrzna przez nos nim się odezwał. - Chodziło mi o to, że osoby pragnące zemsty często mówią o wymierzaniu sprawiedliwości, kiedy chodzi im tylko właśnie o zaspokojenie własnego pragnienia zemsty - uśmiechnął się niemrawo, teraz chyba lepiej przedstawił logikę kryjącą się za wcześniejszymi słowami. Czy mógłby tak od razu? Pewnie tak, ale czasu magicznie nie cofniesz aby pozbyć się tego niezrozumienia - zresztą cofanie czasu po to, aby pozbyć się kilkusekundowego niezrozumienia brzmiało dość ekstremalnie.
Zdawał sobie sprawę, że czeka ich wykopanie kolejnych groby, jak i ubrudzenie sobie rąk. Kwestią był tylko fakt, że w Zakonie nie mówiło się o tym otwarcie - choć jasno do tego wszystko dążyło. No może nie do tego, ze będą w odwecie masakrować rodziny czysto krwistych czarodziejów i napiętnować tego kto nie brata się z mugolakami - jednakże brak postawienia sprawy jasno był jego zdaniem niebezpieczny. Chyba przecież Dumbledore nie zakładał, że pokonają Voldemorta i jego śmieciojadów za pomocą czarów łaskoczących. Samym uciekaniem nie ocalą wielu ludzi, z czasem skończą im się zasoby i miejsca do ucieczki - musieli się bronić też w inne sposobu, bardziej drastyczne.
- Grafik napięty jak zawsze? - zagaił z uśmiechem, ale nie oczekiwał odpowiedzi, dobrze wiedział jak ona brzmi. Nie oponował kiedy go ujęła pod ramię, bo i też powodu nie widział ku temu. Zerknął tylko na nią i skinął głową.
- Cokolwiek rozkażesz, pani - nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał nawet najmniejszej okazji do "żartu". Lata mijały, jemu pojawiało się siwych włosów i zmarszczek ale nadal nie tracił tej iskry, która sprawiała, że stawałby na głowie byleby tylko wywołać uśmiech na ustach przyjaciół. Szczególnie teraz, kiedy będą potrzebować jak najwięcej śmiechu jak tylko zdołają z siebie wykrzesać.
- Nie narzekam, Nora zadbała żebym nie miał czasu tęsknić za podróżami - poniekąd była to prawda, bo wprowadzenie się do siostry, która prowadziła klubokawiarnię nie sprzyjało lenistwu. Zawsze był coś do zrobienia czy do pomocy - ale nie narzekał, dzięki temu nie siedział pogrążony w melancholii i obmyślający plan kolejnej podróży. - Oj tak, zdecydowanie, przyzwyczajenie się na nowo do porządku dnia nie było takie proste z dnia na dzień. Wszystko wydawało się o wiele prostsze, wtedy kiedy co jakiś czas zmieniało się miejsce zamieszkania - ale nie zrozum mnie źle, nie żałuję powrotu, cieszę się, że wróciłem - dodał aby rozwiać wątpliwości prowadząc Brennę w stronę wspomnianego wcześniej pubu. - Mówiłem już Norze, że na pewno zabiorę ją w kilka miejsc, które odwiedziłem, bo uważam, że każdy powinien je zobaczyć w swoim życiu. Także czuj się również zaproszona, bo ptaszki ćwierkają, że i tobie przyda się wypoczynek, które nie zaznasz na Wyspach - nie akceptuje odmowy oczywiście! - rozgadał się tak, że zaraz znaleźli się przed lokalem do którego się udali. Otworzywszy drzwi zaprosił gestem Longbottomównę do środka.
Wnętrze było zagospodarowane hebanowymi stolikami i krzesłami w tym samym odcieniu. Stonowane dekoracje jasno wskazywały, że było to miejsce, gdzie wiele osób przychodziło prosto z cmentarza, aby powspominać swoich bliskich przy piwie czy whisky. Te Ściany widziały więcej smutnych toastów niż było igieł na wszystkich świerkach w Londynie. Na ich szczęście lokal nie był mocno oblegany i bez trudu znaleźli miejsce.
- Czego się napijesz? - zapytał jeszcze mając na tyle rozumu, aby nie iść na hurra i nie zamówić dwóch piw, przecież nie na to mogła mieć ochotę.
Zdawał sobie sprawę, że czeka ich wykopanie kolejnych groby, jak i ubrudzenie sobie rąk. Kwestią był tylko fakt, że w Zakonie nie mówiło się o tym otwarcie - choć jasno do tego wszystko dążyło. No może nie do tego, ze będą w odwecie masakrować rodziny czysto krwistych czarodziejów i napiętnować tego kto nie brata się z mugolakami - jednakże brak postawienia sprawy jasno był jego zdaniem niebezpieczny. Chyba przecież Dumbledore nie zakładał, że pokonają Voldemorta i jego śmieciojadów za pomocą czarów łaskoczących. Samym uciekaniem nie ocalą wielu ludzi, z czasem skończą im się zasoby i miejsca do ucieczki - musieli się bronić też w inne sposobu, bardziej drastyczne.
- Grafik napięty jak zawsze? - zagaił z uśmiechem, ale nie oczekiwał odpowiedzi, dobrze wiedział jak ona brzmi. Nie oponował kiedy go ujęła pod ramię, bo i też powodu nie widział ku temu. Zerknął tylko na nią i skinął głową.
- Cokolwiek rozkażesz, pani - nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał nawet najmniejszej okazji do "żartu". Lata mijały, jemu pojawiało się siwych włosów i zmarszczek ale nadal nie tracił tej iskry, która sprawiała, że stawałby na głowie byleby tylko wywołać uśmiech na ustach przyjaciół. Szczególnie teraz, kiedy będą potrzebować jak najwięcej śmiechu jak tylko zdołają z siebie wykrzesać.
- Nie narzekam, Nora zadbała żebym nie miał czasu tęsknić za podróżami - poniekąd była to prawda, bo wprowadzenie się do siostry, która prowadziła klubokawiarnię nie sprzyjało lenistwu. Zawsze był coś do zrobienia czy do pomocy - ale nie narzekał, dzięki temu nie siedział pogrążony w melancholii i obmyślający plan kolejnej podróży. - Oj tak, zdecydowanie, przyzwyczajenie się na nowo do porządku dnia nie było takie proste z dnia na dzień. Wszystko wydawało się o wiele prostsze, wtedy kiedy co jakiś czas zmieniało się miejsce zamieszkania - ale nie zrozum mnie źle, nie żałuję powrotu, cieszę się, że wróciłem - dodał aby rozwiać wątpliwości prowadząc Brennę w stronę wspomnianego wcześniej pubu. - Mówiłem już Norze, że na pewno zabiorę ją w kilka miejsc, które odwiedziłem, bo uważam, że każdy powinien je zobaczyć w swoim życiu. Także czuj się również zaproszona, bo ptaszki ćwierkają, że i tobie przyda się wypoczynek, które nie zaznasz na Wyspach - nie akceptuje odmowy oczywiście! - rozgadał się tak, że zaraz znaleźli się przed lokalem do którego się udali. Otworzywszy drzwi zaprosił gestem Longbottomównę do środka.
Wnętrze było zagospodarowane hebanowymi stolikami i krzesłami w tym samym odcieniu. Stonowane dekoracje jasno wskazywały, że było to miejsce, gdzie wiele osób przychodziło prosto z cmentarza, aby powspominać swoich bliskich przy piwie czy whisky. Te Ściany widziały więcej smutnych toastów niż było igieł na wszystkich świerkach w Londynie. Na ich szczęście lokal nie był mocno oblegany i bez trudu znaleźli miejsce.
- Czego się napijesz? - zapytał jeszcze mając na tyle rozumu, aby nie iść na hurra i nie zamówić dwóch piw, przecież nie na to mogła mieć ochotę.