02.07.2024, 02:49 ✶
Prawdę mówiąc to nie przeszkadzałoby mu nawet, gdyby Charlotte narzekała cały wyjazd na każdą operę na tym świecie. Kochał ją na swój sposób, więc lubił dzielić się z nią kulturą, gotowy na wysłuchiwanie co jakiś czas jej skandalicznych opinii.
– Dziękuję. Bardzo ją sobie cenię – powiedział unosząc kieliszek z winem w geście toastu dla swojej skromności, czy raczej jej resztek, jeśli jakieś się jeszcze zachowały. Co mógł więcej powiedzieć? Życie było jedną wielką sztuką, a chociaż jeszcze nie znał do końca jej konwencji i gatunku, to był pewny, że nie była to sztuka z everymanem w roli głównego bohatera. – Diabła? A więc uważasz mnie za, aż tak diabelsko przystojnego? Uznam to za komplement, chociaż mam nadzieję, że wiesz, że na randkach oczekuję ich nieco więcej.
Już miał powiedzieć coś jeszcze, gdy nagle padło słowo klucz, zmieniające całą sytuację.
Duch.
Jonathan od razu powędrował za jej spojrzeniem i zmarszczył nieznacznie brwi, tylko po to, by zaraz unieść je do góry w przyjemnym zaskoczeniu. Rzeczywiście przy jednym z wejść do hotelu stał duch. I to nie byle jaki duch, bo przecież raczej rzadko się zdarzało, aby duchy można było traktować za tak wielkie wsparcie estetyczne. A tu? Nieznajomy mogłby spokojnie uchodzić za ducha samego Romeo, tego Selwyn był wręcz pewny. Gęste włosy okalały naprawdę przyjemne rysy mężczyzny, a wszelkie skazy spowodowane jego stanem, gasły, gdy podziwiało się ten malowniczy obrazek wybitnego artysty, jakim była jego twarz, obramowana w świetne ubranie i...
I na Merlina, przecież ten duch wyglądał jak on.
Nie był, może aż tak przystojny, ale podobieństwo było niezaprzeczalne.
Skinął głową na znak, że również to widział.
– Rozumiem, że też chcesz z nim porozmawiać? – spytał, praktycznie już gotowy, aby zapomnieć o deserze i skupić się na duchu.
– Dziękuję. Bardzo ją sobie cenię – powiedział unosząc kieliszek z winem w geście toastu dla swojej skromności, czy raczej jej resztek, jeśli jakieś się jeszcze zachowały. Co mógł więcej powiedzieć? Życie było jedną wielką sztuką, a chociaż jeszcze nie znał do końca jej konwencji i gatunku, to był pewny, że nie była to sztuka z everymanem w roli głównego bohatera. – Diabła? A więc uważasz mnie za, aż tak diabelsko przystojnego? Uznam to za komplement, chociaż mam nadzieję, że wiesz, że na randkach oczekuję ich nieco więcej.
Już miał powiedzieć coś jeszcze, gdy nagle padło słowo klucz, zmieniające całą sytuację.
Duch.
Jonathan od razu powędrował za jej spojrzeniem i zmarszczył nieznacznie brwi, tylko po to, by zaraz unieść je do góry w przyjemnym zaskoczeniu. Rzeczywiście przy jednym z wejść do hotelu stał duch. I to nie byle jaki duch, bo przecież raczej rzadko się zdarzało, aby duchy można było traktować za tak wielkie wsparcie estetyczne. A tu? Nieznajomy mogłby spokojnie uchodzić za ducha samego Romeo, tego Selwyn był wręcz pewny. Gęste włosy okalały naprawdę przyjemne rysy mężczyzny, a wszelkie skazy spowodowane jego stanem, gasły, gdy podziwiało się ten malowniczy obrazek wybitnego artysty, jakim była jego twarz, obramowana w świetne ubranie i...
I na Merlina, przecież ten duch wyglądał jak on.
Nie był, może aż tak przystojny, ale podobieństwo było niezaprzeczalne.
Skinął głową na znak, że również to widział.
– Rozumiem, że też chcesz z nim porozmawiać? – spytał, praktycznie już gotowy, aby zapomnieć o deserze i skupić się na duchu.