02.07.2024, 09:18 ✶
Spojrzenie Florence złagodniało nieco, kiedy Laurent wspomniał o tym, że nad kotką się znęcano i to za pomocą magii. Nie było to nic zaskakującego dla Bulstrode, czary dawały nowe możliwości niestety także tym, którzy nigdy magii czy zwierząt w swoje ręce nie powinni dostać, ale wciąż było… przykre. Niesprawiedliwe. I nie drgnęła więc nawet, kiedy kicia wyciągnęła pazury. Oczywiście, Florence nie ścierpiałaby, gdyby w salonie długo stały uszkodzone meble, ale znów - magia dawała duże możliwości naprawcze, a Laurenta, matkę czy Atreusa stać było na kupno nowej kanapy.
Była kobietą dość surową w swoich osądach, zdystansowaną, którą łatwo można było określić mianem sztywnej, ale wobec krewnych i nielicznych przyjaciół miała morze empatii i całkiem sporo wyrozumiałości. Jej sympatii nie było łatwo zyskać, ale raz nabyta sprawiała, że podchodziła do człowieka w zupełnie inny sposób niż do innych. Kotka mogła zasiać w domu popłoch, a Florence jakoś by to zniosła.
– Nie musimy przesadzać, zresztą, może matka uzna tego stracha na wróble za… oryginalnego – zapewniła Laurenta. Młody Prewett był w końcu zajętym człowiekiem. Co Florence napawało pewnym niepokojem, ale zwalczała iście edwardowy odruch zamknięcia go w wieży i postawienia smoka na straży.
Nie mogła żadnego z nich ochronić przed nimi samymi.
– Musimy – przytaknęła bez wahania, sama zabierając się nie za wakacje, a szykowanie ziół i kupionych na Lammas świec do rytuału. – Czy sądzisz, że jutro rozmowa byłaby łatwiejsza?
Ale dla Atreusa zawsze liczyło się tylko tu i teraz.
Florence uniosła znad ziół spojrzenie na Laurenta. Miała ochotę go objąć, kiedy przyznał, że ten dzień był tak dla niego zły, ale to nie były już czasy, w których jej uścisk mógłby być lekarstwem na całe zło tego świata. A ona chciała dorzucić mu zmartwień. Ale przecież jutro wcale nie będzie prościej, a gdyby wyszedł rano z domu, zanim zdążyliby z nim porozmawiać, mógłby usłyszeć opowieść od kogoś innego.
– Na Lammas natknęliśmy się na Philipa Notta. Obawiam się, że Atreusa odrobinę poniosło i uderzył go świeczką ze stoiska Mulciberów – powiedziała wprost. - Przykro mi, Laurencie, przyznaję, ja też byłam zagniewana i nawet nie próbowałam powstrzymać Atreusa.
Prawdopodobnie powinna. Na pewno powinna. Ta przemoc nie pomagała. Florence zwykle miała chłodną głowę, ale słowa wypowiedziane - niewypowiedziane przez Prewetta wciąż wtedy dzwoniły jej w uszach.
Była kobietą dość surową w swoich osądach, zdystansowaną, którą łatwo można było określić mianem sztywnej, ale wobec krewnych i nielicznych przyjaciół miała morze empatii i całkiem sporo wyrozumiałości. Jej sympatii nie było łatwo zyskać, ale raz nabyta sprawiała, że podchodziła do człowieka w zupełnie inny sposób niż do innych. Kotka mogła zasiać w domu popłoch, a Florence jakoś by to zniosła.
– Nie musimy przesadzać, zresztą, może matka uzna tego stracha na wróble za… oryginalnego – zapewniła Laurenta. Młody Prewett był w końcu zajętym człowiekiem. Co Florence napawało pewnym niepokojem, ale zwalczała iście edwardowy odruch zamknięcia go w wieży i postawienia smoka na straży.
Nie mogła żadnego z nich ochronić przed nimi samymi.
– Musimy – przytaknęła bez wahania, sama zabierając się nie za wakacje, a szykowanie ziół i kupionych na Lammas świec do rytuału. – Czy sądzisz, że jutro rozmowa byłaby łatwiejsza?
Ale dla Atreusa zawsze liczyło się tylko tu i teraz.
Florence uniosła znad ziół spojrzenie na Laurenta. Miała ochotę go objąć, kiedy przyznał, że ten dzień był tak dla niego zły, ale to nie były już czasy, w których jej uścisk mógłby być lekarstwem na całe zło tego świata. A ona chciała dorzucić mu zmartwień. Ale przecież jutro wcale nie będzie prościej, a gdyby wyszedł rano z domu, zanim zdążyliby z nim porozmawiać, mógłby usłyszeć opowieść od kogoś innego.
– Na Lammas natknęliśmy się na Philipa Notta. Obawiam się, że Atreusa odrobinę poniosło i uderzył go świeczką ze stoiska Mulciberów – powiedziała wprost. - Przykro mi, Laurencie, przyznaję, ja też byłam zagniewana i nawet nie próbowałam powstrzymać Atreusa.
Prawdopodobnie powinna. Na pewno powinna. Ta przemoc nie pomagała. Florence zwykle miała chłodną głowę, ale słowa wypowiedziane - niewypowiedziane przez Prewetta wciąż wtedy dzwoniły jej w uszach.