Najwyraźniej pomysł Alexandra związany z kartami bardzo szybko został uznany za niekoniecznie najlepszy. Tak to czasem bywało w dużej grupie osób, że rozrywki nie do końca wszystkim odpowiadały. Sama Fiery nie do końca miała pomysł na to, jak inaczej mogliby spędzić ten czas, nie była najlepsza w szukaniu rozrywek, zresztą dla niej najistotniejsze było to, że siedzieli tu sobie razem i odpoczywali. Mogła po prostu leżeć i jeść w ich towarzystwie, to wystarczało jej do szczęścia.
Wróciła wzrokiem do Felixa, tak właściwie to niewiele wiedziała o tym aurorze, poza tym, że wydawało jej się, że byłby skłonny z nią zatańczyć, no i on i ten drugi znajomy Flynna uratowali ich przed tym aurorem, którego próbowała obrabować ale jej nie wyszło. Nadal było jej głupio za tą całą sytuację do której doprowadziła. - Tak naprawdę to nic o nim nie wiem, poza tym, że był miły. - Odpowiedziała chłopakowi sięgając przy tym po jedno z ciasteczek. Alexander zabronił im palić trawę, najwyraźniej nie zorientował się, że przygotowała również ciastka z haszyszem.
Wgryzła się w ciastko, które może nie było najlepsze w smaku, ale przecież nie o to chodziło w tym jej drobnym kulinarnym popisie. - Tak, wolę, żeby Leo i Theo niepotrzebnie się nie denerwowali, i tak mają dużo stresu w swoim życiu. - Nadal mówiła do Felixa, chciała mu wytłumaczyć dlaczego zabranie lwów na sabat wydawało jej się być nieodpowiednim pomysłem. Miała świadomość, że nie wszyscy mogą orientować się, jak to źle działa na zwierzęta, oczywiście nie miała o to pretensji, bo każdy z nich zajmował się czymś innym.
Przeniosła wzrok na Athenę, to było dobre pytanie. - Tak właściwie to znaleźliśmy kilku, to długa historia, nie do końca jest się czym chwalić. - Wolałaby, żeby jednak nie wszyscy usłyszeli o tym, jak próbowała okraść aurora po pracy, z drugiej jednak strony, skąd właściwie mogła wiedzieć, że to przedstawiciel służb? Po prostu nie miała wtedy szczęścia.
Ponownie spojrzała na Flynna, zmrużyła nieco oczy, myślała nad tym, co mówił. Najwyraźniej zjedzone ciastko powoli zaczęło przynosić oczekiwane efekty, myślała bowiem coraz wolniej, a na jej twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech. - Ten w okularach mnie nie interesował. - Dodała jeszcze, kto by się spodziewał, że wraz z bratem będą mieć podobny gust co do mężczyzn, i to akurat aurorów, którzy przecież mogli zawsze coś na nich znaleźć i zamknąć ich w pierdlu. - Czyli co, mam tam przyjść jutro, podpalić sobie kieckę i czekać na to, aż pojawi się jakiś pan auror, który mnie zgasi? - Najwyraźniej dalej w głowie układała sobie jakiś plan, jak powinna to wszystko ogarnąć.
Uśmiechnęła się do Flynna kiedy całkiem zgrabnie opowiedział o tym, co im się przytrafiło. Właściwie to to, co mówił nie mijało się z prawdą, jednak przy okazji nie pokazywało jaką była pierdołą. Była mu ogromnie wdzięczna za to, że pominął niektóre elementy.
- Będziemy robić lalki? - Chyba nie do końca miała ku temu predyspozycje, jednak jeśli tak zadecydują to na pewno się dołączy, Fiery raczej nie należała do specjalnie asertywnych osób. - Możecie rzucać do mnie, ja nie nadaję się tego, żeby to robić. - Mogła wsadzić łeb w paszczę lwa, to i bez problemu też wzięłaby na swoje barki zostanie celem swoich braci, na pewno skończyłoby się to lepiej od tego, gdyby to ona miała wziąć nóż w swoje ręce, jeszcze przypadkiem pozbawiłaby kogoś kończyny. - Może by to połączyć? Zrobimy kukły, a wy później będziecie do niej rzucać? - Tak, żeby każdy był zadowolony, próbowała znaleźć takie rozwiązanie, żeby nikomu nie było przykro.