Z okolicy balkonu podchodzi do Anthony'ego i Morpheusa.
Była już tam wcześniej. Przybyła wraz z Celine i została przedstawiona gospodyni przyjęcia. Urlett pojawiała się na społecznych zgromadzeniach tylko, gdy przyświecał temu jakiś cel. Również dlatego zrezygnowała z prostej szaty na rzecz paru falban okalających jej dekolt i ramiona. Trzeba było podkreślić jakoś swą płeć chociaż od góry, jako że biodrami nie mogła się poszczycić.
Przysłuchując się dźwiękom Liszta, przeczesywała wzrokiem zgromadzenie. Stała blisko pianina, widok miała dobry. W dłoni kieliszek przypadkowego alkoholu, służył jedynie jako dodatek.
W tłumie damsko-męskich par wypatrzyła w końcu potencjalnie wolnych mężczyzn. Obserwowała ich przez moment. Mieli zamiar oddać się rozrywce marnowania pieniędzy. Nim to zrobią, muszą przejść przez sidła falbaniastej modliszki.
Urlett bez problemu ominęła wszelkie przeszkody w postaci kręcących się po pomieszczeniu ludzi, zatrzymując się przed Anthony'm i Morpheusem.
— Wierzę, że nie udało nam się jeszcze poznać. Urlett Reykjavík z rodu Nordgersim — przywitała się śmiało z delikatnym dygnięciem. Wielkie oczy wpatrzone były w Shafiqa, aczkolwiek stała przodem do obu panów, co sugerowało zainicjowanie rozmowy do jednego i drugiego. Jej głos brzmiał przyjaźnie, uśmiech tym razem był adekwatny, a akcent jasno sugerował wysoki poziom językowy.