Docieramy z Erikiem do stolika z alkoholem
Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Bardzo lubiła towarzystwo Erika. Miała wrażenie, że jadą na tym samym wózku, tak naprawdę chyba lubili brylować na salonach, chociaż ona sama nigdy by się do tego nie przyznała. Wystarczyło odpowiednie towarzystwo, odpowiednia osoba u boku, aby czuła się naprawdę dobrze wśród innych bogaczy. Niby nie do końca do nich pasowała, ale czy na pewno? Nie odstawała statusem materialnym, może jej osobowość była nieco inna, mocno chaotyczna, raczej nie robiła nic na pokaz, ale z czasem zaczęła doceniać to, że może pojawiać się na przyjęciach jak to.
- O swój? Nie musisz, możemy przecież skupić się na tym, żeby przewalić mój, nie ma problemu. - Najwyraźniej wcale nie uważała za potrzebne, żeby Erik ryzykował, chociaż może, gdyby mogli zaryzykować wspólnie większą sumę, to mogliby się tutaj jeszcze lepiej bawić. - Mój tata mnie zna, na pewno by wiedział, że nie ma w tym twojej winy. - Mrugnęła jeszcze do niego, żeby nie musiał bać się odpowiedzialności. Yaxley od zawsze ponosiła konsekwencje swoich racjonalnych i tych mniej racjonalnych decyzji. Jej ojciec miał świadomość, w jaki sposób postępowała, co nie zawsze przyprawiało go o dumę, ale chyba już się z tym pogodził. Była do niego okropnie podobna, a on sam nigdy nie słynął z do końca przemyślanych decyzji. - Ale co prawda to prawda, co złego to nie ja, a nawet nie my Eriku. - Musiała wiedzieć, że ma pewność, że są w tym razem. Stanowili nie najgorszy duet, szczególnie jeśli chodzi o takie wydarzenia. Często korzystała z tego, że jest jej przyjacielem i sama wychodziła z inicjatywą, aby pojawiał się u jej boku. Jego obecność dodawała jej pewności siebie, ale również wiedziała, że nie będzie jej ograniczał, co też było dla panny Yaxley ważne.
- Każdy wieczór jest idealny na przyjęcie! - Skomentowała jeszcze słowa Lorien rzucone w eter, nie mogła pozostawić tego bez komentarza.
- Nie chciałabym, żebyś przejmował się takimi nieistotnymi sprawami jak bycie moim głosem rozsądku, najlepiej by było, jakbyś również pozwolił sobie popłynąć, może wyniknie z tego coś dobrego? - Nie musieli przecież pilnować siebie nawzajem, byli dorośli, wiedzieli na ile mogą sobie pozwolić, chociaż może niekoniecznie. Yaxley nie wydawało się jednak, żeby jeden wieczór, kiedy przestaliby czuwać nad wszystkim miał się zakończyć jakoś spektakularnie dramatycznie. Chyba każde z nich potrzebowało momentu, w którym mogłoby zaczerpnąć oddech. - Co złego może się stać? Najwyżej będą gadać o tym, że nawaliliśmy się jak szpadle, albo coś podobnego, no i ewentualnie, że przewaliliśmy kasę naszych rodzin, przecież to nic takiego, gadali już grosze rzeczy. - Na pewno o niej, jak chociażby to, że puszcza się za kufel piwa pod mostem... Miała świadomość, że te słowa zostały wypowiedziane przez Crowa przez emocje, jakie go wypełniały, inaczej pewnie by nie wspominał Geraldine o tym, że mówił o niej takie miłe ciekawostki.
Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła, że Erik również kupił sto żetonów, będą mieli się czym bawić. Szybko nie powinni tego roztrwonić. Wspaniale.
- Tak, szybki drink, na co masz ochotę, whisky, czy gin? - Może coś zupełnie innego, pamiętała, że Longbottom lubił słodkie, babskie drinki w przeciwieństwie do niej, więc może pokusi się na coś takiego?