02.07.2024, 17:00 ✶
Brenna tak naprawdę była daleka od oceniania Ministerstwa negatywnie samego w sobie – składało się z ludzi, a ludzie popełniali błędy i nie wszyscy mieli ochotę położyć życie na ołtarzu większej sprawy. Problem miała raczej z tym, że byli w nim śmierciożercy, zwolennicy śmierciożerców albo ci, którzy uważali, że przekazanie krewnym czy przyjaciołom informacji to nic złego – gdy w efekcie takiego przymykania oczu ginęli ludzie.
Dlatego znalazła się na tym parapecie. A wcześniej w wielu innych miejscach, w których oficjalnie znaleźć się nie powinna. Dlatego słowa Oriona o tym, że nigdy nie bawił się w łamanie przepisów i rozkazów, wywoływały w jej głowie myśl sweet summerchild. Nie żeby tego nie rozumiała, bo do pewnego stopnia rozumiała, ale sama miała na koncie tak wiele działania po cichu, tam gdzie Ministerstwo skuteczne być nie chciało („bo brakuje dowodów”) lub nie mogło („bo to niezgodne z procedurami”), że zaczynała mieć już trochę zakrzywiony obraz rzeczywistości.
– Zmyśliłam to wszystko, bo tak naprawdę słyszałam, że Basil ma bardzo rzadką kartę z czekoladowych żab i koniecznie chciałam ją ukraść – powiedziała z bladym uśmiechem, trochę może chcąc żartem rozładować atmosferę, kiedy wspomniał, że „jeśli to co mówi jest prawdą”. Ale nie, wcale się nie dziwiła, że nie był skłonny ot tak natychmiast zaufać, że mówiła prawdę. Sama by sobie nie zaufała w takiej sytuacji. Nie z miejsca. – Jeśli użyli prostego oszałamiacza, który sam w sobie nie robił krzywdy, to nie byłaby czarna magia… no i mogli też po prostu uderzyć w głowę fizycznie. Albo zapach wywietrzał, brygada pojawiła się tutaj dopiero, kiedy nie było go w pracy… – mruknęła.
Obserwowała Oriona jeszcze przez chwilę, gdy ten zabrał się za przeszukiwanie, po czym jej mięśnie ramion rozluźniły się nieco, jakby ustąpiło z nich napięcie. Schowała różdżkę, wyciągnęła z kieszeni rękawiczki i też zabrała się za przeszukania. Mogłaby – i zamierza wcześniej – spróbować i widmowidzenia, ale nie lubiła korzystać z kręgu w takich okolicznościach. Na początek warto było uciec się do tradycyjnych metod.
Orion przegrzebując rzeczy w biurku i na regale, mógł po pewnym czasie zauważyć, że chyba ktoś bardzo dokładnie sprawdzał właśnie to wszystko. Brygadziści? A może jednak świadczyło to o tym, że ktoś w nich grzebał wcześniej? O pośpiechu świadczyło choćby to, że rozlano atrament, a jednak funkcjonariusze przy swoich przeszukaniach powinni być uważniejsi. W końcu natknął się na coś jeszcze: szufladę z podwójnym dnem. Tyle że…: coś chyba tam leżało wcześniej, ale ktoś zabrał z niej dokumenty, pozostawiając po nich tylko pustą teczkę. W aktach sprawy na pewno nie było słowa o takim znalezisku.
Być może naprawdę ktoś tutaj grzebał i coś zabrał.
– Hm… – mruknęła tymczasem Brenna, przerzucając kartki kalendarza na ścianie. Pokrywały ją głównie liczby i pojedyncze litery, które pewnie Brygadziści zignorowali, bo nic im nie mówiły, ale… – Tutaj, w tej dacie, mamy napisane BL. A powyżej AS. BL to mogę być ja. Inicjały? Jeśli ktoś z jego współpracownik ma inicjały AS…
Gdy Orion bardzo się skupił, mógł sobie przypomnieć, że Basil wspominał kiedyś o jakiejś Annie i Adrianie – ta pierwsza chyba miała na nazwisko Magpie, a tego drugiego nie mógł sobie przypomnieć…
Dlatego znalazła się na tym parapecie. A wcześniej w wielu innych miejscach, w których oficjalnie znaleźć się nie powinna. Dlatego słowa Oriona o tym, że nigdy nie bawił się w łamanie przepisów i rozkazów, wywoływały w jej głowie myśl sweet summerchild. Nie żeby tego nie rozumiała, bo do pewnego stopnia rozumiała, ale sama miała na koncie tak wiele działania po cichu, tam gdzie Ministerstwo skuteczne być nie chciało („bo brakuje dowodów”) lub nie mogło („bo to niezgodne z procedurami”), że zaczynała mieć już trochę zakrzywiony obraz rzeczywistości.
– Zmyśliłam to wszystko, bo tak naprawdę słyszałam, że Basil ma bardzo rzadką kartę z czekoladowych żab i koniecznie chciałam ją ukraść – powiedziała z bladym uśmiechem, trochę może chcąc żartem rozładować atmosferę, kiedy wspomniał, że „jeśli to co mówi jest prawdą”. Ale nie, wcale się nie dziwiła, że nie był skłonny ot tak natychmiast zaufać, że mówiła prawdę. Sama by sobie nie zaufała w takiej sytuacji. Nie z miejsca. – Jeśli użyli prostego oszałamiacza, który sam w sobie nie robił krzywdy, to nie byłaby czarna magia… no i mogli też po prostu uderzyć w głowę fizycznie. Albo zapach wywietrzał, brygada pojawiła się tutaj dopiero, kiedy nie było go w pracy… – mruknęła.
Obserwowała Oriona jeszcze przez chwilę, gdy ten zabrał się za przeszukiwanie, po czym jej mięśnie ramion rozluźniły się nieco, jakby ustąpiło z nich napięcie. Schowała różdżkę, wyciągnęła z kieszeni rękawiczki i też zabrała się za przeszukania. Mogłaby – i zamierza wcześniej – spróbować i widmowidzenia, ale nie lubiła korzystać z kręgu w takich okolicznościach. Na początek warto było uciec się do tradycyjnych metod.
Orion przegrzebując rzeczy w biurku i na regale, mógł po pewnym czasie zauważyć, że chyba ktoś bardzo dokładnie sprawdzał właśnie to wszystko. Brygadziści? A może jednak świadczyło to o tym, że ktoś w nich grzebał wcześniej? O pośpiechu świadczyło choćby to, że rozlano atrament, a jednak funkcjonariusze przy swoich przeszukaniach powinni być uważniejsi. W końcu natknął się na coś jeszcze: szufladę z podwójnym dnem. Tyle że…: coś chyba tam leżało wcześniej, ale ktoś zabrał z niej dokumenty, pozostawiając po nich tylko pustą teczkę. W aktach sprawy na pewno nie było słowa o takim znalezisku.
Być może naprawdę ktoś tutaj grzebał i coś zabrał.
– Hm… – mruknęła tymczasem Brenna, przerzucając kartki kalendarza na ścianie. Pokrywały ją głównie liczby i pojedyncze litery, które pewnie Brygadziści zignorowali, bo nic im nie mówiły, ale… – Tutaj, w tej dacie, mamy napisane BL. A powyżej AS. BL to mogę być ja. Inicjały? Jeśli ktoś z jego współpracownik ma inicjały AS…
Gdy Orion bardzo się skupił, mógł sobie przypomnieć, że Basil wspominał kiedyś o jakiejś Annie i Adrianie – ta pierwsza chyba miała na nazwisko Magpie, a tego drugiego nie mógł sobie przypomnieć…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.