02.07.2024, 17:10 ✶
- Czekaj, postaram się bardziej... Jonathanie, jesteś tak zabójczo przystojny. Prawie równie piękny, jak ja - powiedziała Charlotte, bardzo teatralnym tonem i równie teatralnie zatrzepotała przy tym rzęsami. Chwilę później jednak jej uwagę odciągnęły najpierw deser, znacznie ważniejszy niż wczuwanie się w rolę adorującej kogoś trzpiotki, a potem duch.
Kiedy Selwyn spytał, czy chce pogadać z tym duchem, Kelly zawahała się. Zerknęła na ducha. Zerknęła na deser. Duch przypominający Jonathana - włosy miał może trochę dłuższe i chyba bardziej kwadratową szczękę, ale gdyby ktoś jej powiedział, że to zaginiony brat Selwyna, to... no najmniej by spytała, kto tak ładnie transmutował mu twarz - był intrygujący. Ale to był bardzo dobry deser.
I gdy tak Charlotte namyślała się nad odpowiedzią (w międzyczasie jedząc swoją graniolę, bo po co miała się marnować), duch chyba zrozumiał, że został zauważony. Pośród pracowników i innych gości musieli być sami mugole i nikt nie spoglądał w jego kierunku, ale spojrzenia Kelly i Selwyna przyciągnęły jego uwagę.
- On chyba chce pogadać z nami - odpowiedziała w końcu Jonathanowi, widząc, że duch się ku nim zbliża. - Mam nadzieję, że nie mówi tylko po włosku. Albo że to nie jeden z tych, który koniecznie chce opisywać wszystkie szczegóły swojej śmierci. Jeśli zacznie opowiadać o swojej śmierci, nie zadawaj żadnych pytań, bo gotowy potem chodzić za nami przez kolejny tydzień – ostrzegła jeszcze. Już dawno nauczyła się, że duchy mają nieco zdrowy jej zdaniem stosunek do momentu śmierci. Lubiły go celebrować. Lubiły o nim opowiadać. Lubiły się chwalić, ile uderzeń toporem otrzymały. Nawet Szara Dama, zwykle tak rozsądna, bez oporów przyznawała, że zabił ją człowiek, który pragnął ją poślubić, chociaż nie chciała już dzielić się szczegółami.
Tymczasem duch ustawił się przy ich stoliku. Z bliska dało się dostrzec różnice między nim a Selwynem: te dłuższe włosy, odrobinę inny kształt szczęki, trochę większy nos. Podobieństwo wciąż jednak było uderzające i Charlotte nagle zrozumiała, czemu wszyscy ich obserwowali. Faktycznie brali Jonathana za drugiego Jezusa, co może niekoniecznie po trzech dniach, ale jednak powstał z grobu.
Do którego trafił w dramatycznych okolicznościach, bo na klatce piersiowej ducha srebrzyły się plamy świadczące o tym, że kiedyś właśnie tam znajdowała się rozbryzgana krew. Cios nożem, ewentualnie postrzał, uznała Charlotte.
- Are you lost, babygirl? - zapytała, kiedy duch wbił w nią natarczywe spojrzenie.
– Widzicie mnie – wyszeptał duch, na szczęście po angielsku. Albo na nieszczęście, Charlotte nie była pewna. – Ty… ty wyglądasz jak ja – dodał, zwracając wzrok na Jonathana.
– Za późno na rodzinne zjednoczenie, jeśli nawet jesteście spokrewnieni – oświadczyła Kelly, z pewnym żalem odstawiając deser. Nie martwiła się zbytnio, że zwróci na kogoś uwagę, wszak jak coś, to mówiła do Jonathana, tak?
– Chodźcie za mną – zażądał duch, próbując schwycić Selwyna za ramię, ale jego widmowe palce przeniknęły przez jego ciało, napełniając je chłodem.
Kiedy Selwyn spytał, czy chce pogadać z tym duchem, Kelly zawahała się. Zerknęła na ducha. Zerknęła na deser. Duch przypominający Jonathana - włosy miał może trochę dłuższe i chyba bardziej kwadratową szczękę, ale gdyby ktoś jej powiedział, że to zaginiony brat Selwyna, to... no najmniej by spytała, kto tak ładnie transmutował mu twarz - był intrygujący. Ale to był bardzo dobry deser.
I gdy tak Charlotte namyślała się nad odpowiedzią (w międzyczasie jedząc swoją graniolę, bo po co miała się marnować), duch chyba zrozumiał, że został zauważony. Pośród pracowników i innych gości musieli być sami mugole i nikt nie spoglądał w jego kierunku, ale spojrzenia Kelly i Selwyna przyciągnęły jego uwagę.
- On chyba chce pogadać z nami - odpowiedziała w końcu Jonathanowi, widząc, że duch się ku nim zbliża. - Mam nadzieję, że nie mówi tylko po włosku. Albo że to nie jeden z tych, który koniecznie chce opisywać wszystkie szczegóły swojej śmierci. Jeśli zacznie opowiadać o swojej śmierci, nie zadawaj żadnych pytań, bo gotowy potem chodzić za nami przez kolejny tydzień – ostrzegła jeszcze. Już dawno nauczyła się, że duchy mają nieco zdrowy jej zdaniem stosunek do momentu śmierci. Lubiły go celebrować. Lubiły o nim opowiadać. Lubiły się chwalić, ile uderzeń toporem otrzymały. Nawet Szara Dama, zwykle tak rozsądna, bez oporów przyznawała, że zabił ją człowiek, który pragnął ją poślubić, chociaż nie chciała już dzielić się szczegółami.
Tymczasem duch ustawił się przy ich stoliku. Z bliska dało się dostrzec różnice między nim a Selwynem: te dłuższe włosy, odrobinę inny kształt szczęki, trochę większy nos. Podobieństwo wciąż jednak było uderzające i Charlotte nagle zrozumiała, czemu wszyscy ich obserwowali. Faktycznie brali Jonathana za drugiego Jezusa, co może niekoniecznie po trzech dniach, ale jednak powstał z grobu.
Do którego trafił w dramatycznych okolicznościach, bo na klatce piersiowej ducha srebrzyły się plamy świadczące o tym, że kiedyś właśnie tam znajdowała się rozbryzgana krew. Cios nożem, ewentualnie postrzał, uznała Charlotte.
- Are you lost, babygirl? - zapytała, kiedy duch wbił w nią natarczywe spojrzenie.
– Widzicie mnie – wyszeptał duch, na szczęście po angielsku. Albo na nieszczęście, Charlotte nie była pewna. – Ty… ty wyglądasz jak ja – dodał, zwracając wzrok na Jonathana.
– Za późno na rodzinne zjednoczenie, jeśli nawet jesteście spokrewnieni – oświadczyła Kelly, z pewnym żalem odstawiając deser. Nie martwiła się zbytnio, że zwróci na kogoś uwagę, wszak jak coś, to mówiła do Jonathana, tak?
– Chodźcie za mną – zażądał duch, próbując schwycić Selwyna za ramię, ale jego widmowe palce przeniknęły przez jego ciało, napełniając je chłodem.