02.07.2024, 17:29 ✶
– Pewnie masz rację – powiedziała Brenna z bladym uśmiechem. – Chyba zawsze byłam bardzo marna z… takich przemyśleń. Jestem na to o wiele za prostą dziewczyną.
Filozoficzne zagadnienia zwyczajnie ją przerastały, a może nie interesowały – ewentualnie oba. Teraz, gdy zaczęła się wojna, i oscylowali gdzieś na pograniczu, w strefie szarości, tym bardziej starała się za dużo nie myśleć. Robiła to, co wydawało się jej słuszne, często bazowała na instynkcie albo poszukiwania drogi, która zminimalizuje straty, a hasło dla większego dobra, tak chętnie używane przez Grindewalda, wciąż dźwięczało kobiecie w uszach.
Zemsta i sprawiedliwość.
Czy o sprawiedliwości nie mówiono, że jest ślepa?
- Maj i czerwiec były trudne w Ministerstwie dla wszystkich - odparła lekko na jego pytanie. Była zajęta, ale wszyscy byli teraz zajęci, a w pierwszej połowie maja cały świat czarodziejów ogarnęło istne szaleństwo. Brenna nie uważała, że ma prawo tutaj do narzekań.
Uśmiechnęła się nieco szczerzej na jego żart, bo naprawdę dobrze było, że ludzie potrafili jeszcze żartować. Może to nie była stosowne okoliczności, ale... czy w ogóle teraz mogli mówić o stosownych okolicznościach? Brenna uśmiechała się i żartowała mimo paskudnej sytuacji w kraju, bo uważała, że ludzie tego potrzebują i cieszyła się, że ktoś postępował podobnie.
- W takim razie prowadź, cny rycerzu - powiedziała, podobnym tonem do tego, jaki przybrał on, przyłączając się do tego żartu i ruszając razem z nim najpierw poza cmentarz, a potem do pubu.
To że Thomas wrócił do kraju, pomagał Norze w kawiarni i jeszcze tego nie żałował, było na swój sposób niezwykłe i dobrze pokazywało, jak mało samolubnym był człowiekiem. Podróżował, robił karierę, znał się na rzadkim dość klątwolamaniu i na pieczętowaniu, które było poszukiwaną umiejętnością. A jednak zamiast dalej realizować się zawodowo, tkwił tutaj, w Londynie, żeby pomagać Zakonowi i wspierać siostrę w spełnianiu jej marzenia. W kimś choć trochę bardziej egoistycznym - i to wcale nie tym egoizmem godnym potępienia, a raczej wynikającym z dbałości o samego siebie - łatwo mogłoby wzbudzić to frustrację i to odbiłoby się i na otoczeniu.
A jednak Thomas jakimś sposobem pozostawał tak samo pogodny, jak zawsze.
– Cieszę się w takim razie, że stara, dobra Anglia cię nie nudzi… poza ehem, tymi mało nudnymi momentami, gdy świat trochę wybucha wokół. I czy wszyscy zmówili się, żeby wywieść mnie za granicę? Przyznaj, chcecie mnie porzucić gdzieś poza Anglią, bo macie mnie dość i to wasz sprytny plan. A ja i tak go obalę, i znajdę drogę do domu - zażartowała, zajmując miejsce. - Jeśli mają bezalkoholowe piwo, niech będzie takie, jeżeli nie sok albo woda, cokolwiek bez procentów - poprosiła. Nie chciała kłócić się, że sama pójdzie zamawiać, gdy on zaproponował to pierwszy, nie była aż tak zafiksowana na pokazywaniu, że umie sobie poradzić.
Filozoficzne zagadnienia zwyczajnie ją przerastały, a może nie interesowały – ewentualnie oba. Teraz, gdy zaczęła się wojna, i oscylowali gdzieś na pograniczu, w strefie szarości, tym bardziej starała się za dużo nie myśleć. Robiła to, co wydawało się jej słuszne, często bazowała na instynkcie albo poszukiwania drogi, która zminimalizuje straty, a hasło dla większego dobra, tak chętnie używane przez Grindewalda, wciąż dźwięczało kobiecie w uszach.
Zemsta i sprawiedliwość.
Czy o sprawiedliwości nie mówiono, że jest ślepa?
- Maj i czerwiec były trudne w Ministerstwie dla wszystkich - odparła lekko na jego pytanie. Była zajęta, ale wszyscy byli teraz zajęci, a w pierwszej połowie maja cały świat czarodziejów ogarnęło istne szaleństwo. Brenna nie uważała, że ma prawo tutaj do narzekań.
Uśmiechnęła się nieco szczerzej na jego żart, bo naprawdę dobrze było, że ludzie potrafili jeszcze żartować. Może to nie była stosowne okoliczności, ale... czy w ogóle teraz mogli mówić o stosownych okolicznościach? Brenna uśmiechała się i żartowała mimo paskudnej sytuacji w kraju, bo uważała, że ludzie tego potrzebują i cieszyła się, że ktoś postępował podobnie.
- W takim razie prowadź, cny rycerzu - powiedziała, podobnym tonem do tego, jaki przybrał on, przyłączając się do tego żartu i ruszając razem z nim najpierw poza cmentarz, a potem do pubu.
To że Thomas wrócił do kraju, pomagał Norze w kawiarni i jeszcze tego nie żałował, było na swój sposób niezwykłe i dobrze pokazywało, jak mało samolubnym był człowiekiem. Podróżował, robił karierę, znał się na rzadkim dość klątwolamaniu i na pieczętowaniu, które było poszukiwaną umiejętnością. A jednak zamiast dalej realizować się zawodowo, tkwił tutaj, w Londynie, żeby pomagać Zakonowi i wspierać siostrę w spełnianiu jej marzenia. W kimś choć trochę bardziej egoistycznym - i to wcale nie tym egoizmem godnym potępienia, a raczej wynikającym z dbałości o samego siebie - łatwo mogłoby wzbudzić to frustrację i to odbiłoby się i na otoczeniu.
A jednak Thomas jakimś sposobem pozostawał tak samo pogodny, jak zawsze.
– Cieszę się w takim razie, że stara, dobra Anglia cię nie nudzi… poza ehem, tymi mało nudnymi momentami, gdy świat trochę wybucha wokół. I czy wszyscy zmówili się, żeby wywieść mnie za granicę? Przyznaj, chcecie mnie porzucić gdzieś poza Anglią, bo macie mnie dość i to wasz sprytny plan. A ja i tak go obalę, i znajdę drogę do domu - zażartowała, zajmując miejsce. - Jeśli mają bezalkoholowe piwo, niech będzie takie, jeżeli nie sok albo woda, cokolwiek bez procentów - poprosiła. Nie chciała kłócić się, że sama pójdzie zamawiać, gdy on zaproponował to pierwszy, nie była aż tak zafiksowana na pokazywaniu, że umie sobie poradzić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.