02.07.2024, 18:34 ✶
Darcy, tak naprawdę, był tchórzem.
To pokonania tego tchórzostwa mogły zmusić go trzy rzeczy – a i to nie zawsze, leżały na szali z troską o samego siebie i nigdy nie byłeś pewny, co przeważy.
Po pierwsze, możliwe korzyści. Jeśli potencjalnie mogły być duże, Darcy mógł spróbować być bohaterem… ale tylko jeżeli ryzyko nie byłoby przesadnie wysokie.
Po drugie, troska o swój wizerunek. Darcy lubił uważać się za lepszego niż był. Gdy nie patrzył na niego cały świat, łatwo było pewne rzeczy sobie zracjonalizować i uznać, że nie były sprzeczne z tym obrazem samego siebie, jaki malował w swojej głowie. Oczy innych, zwrócone w jego kierunku, wymuszały jednak określone zachowania.
Po trzecie, krewni (i ewentualnie ładne dziewczyny). A teraz pod wodą znikła jego siostra, która wskoczyła do morza jak zaczarowana. Na litość boską, czy ona postanowiła popełnić samobójstwo?! Co takiego strzeliło do tej ciemnowłosej głowy? A może sprawdzała, czy brat ją uratuje?!
Wcale nie był pewny, czy zdoła ją uratować. Nie był najlepszym pływakiem na świecie. Nie był najsilniejszą osobą. Ale to była Daisy i dlatego zeskoczył z tego molo, zanurkował i nawet zmusił się do otworzenia oczu, chociaż nigdy tego nie robił: nie w morzu, obrzydliwie ciemnym i paskudnie słonym. W pierwszej chwili nigdzie jej nie widział. Pod wodą było ciemno, ubranie i buty utrudniały pływanie, a on z pewną rozpaczą zastanowił się, co powie rodzicom. W płucach zaczynało brakować mu już powietrza, i zamierzał wypłynąć, by spróbować rzucić zaklęcie bąblogłowy… gdy wreszcie wypatrzył sylwetkę, tłukącą wodę rękami i nogami.
Darcy podpłynął ku niej i chwycił Daisy w pół.
W książkach, gdy opisywał takie sceny, to zawsze było dla bohaterów takie łatwe. Tymczasem teraz siostra wyślizgiwała się mu z rąk, płuca eksplodowały bólem, panika zalewała umysł, nie wiedział, jak ją trzymać i machać rękami i może nawet byłby ją puścił (oczywiście, próbowałby potem rzucać zaklęcia, by ją wyciągnąć), gdyby nie to, że w istocie nie było tutaj aż tak strasznie głęboko. Wydostali się na powierzchnię, Darcy zakaszlał, krztusząc się, bo nabrał powietrza, a jego twarz zaraz zalała z powrotem woda. Rozejrzał się, próbując znaleźć brzeg, i namierzyć molo, sprawdzić, czy woda ich nie zniosła.
To pokonania tego tchórzostwa mogły zmusić go trzy rzeczy – a i to nie zawsze, leżały na szali z troską o samego siebie i nigdy nie byłeś pewny, co przeważy.
Po pierwsze, możliwe korzyści. Jeśli potencjalnie mogły być duże, Darcy mógł spróbować być bohaterem… ale tylko jeżeli ryzyko nie byłoby przesadnie wysokie.
Po drugie, troska o swój wizerunek. Darcy lubił uważać się za lepszego niż był. Gdy nie patrzył na niego cały świat, łatwo było pewne rzeczy sobie zracjonalizować i uznać, że nie były sprzeczne z tym obrazem samego siebie, jaki malował w swojej głowie. Oczy innych, zwrócone w jego kierunku, wymuszały jednak określone zachowania.
Po trzecie, krewni (i ewentualnie ładne dziewczyny). A teraz pod wodą znikła jego siostra, która wskoczyła do morza jak zaczarowana. Na litość boską, czy ona postanowiła popełnić samobójstwo?! Co takiego strzeliło do tej ciemnowłosej głowy? A może sprawdzała, czy brat ją uratuje?!
Wcale nie był pewny, czy zdoła ją uratować. Nie był najlepszym pływakiem na świecie. Nie był najsilniejszą osobą. Ale to była Daisy i dlatego zeskoczył z tego molo, zanurkował i nawet zmusił się do otworzenia oczu, chociaż nigdy tego nie robił: nie w morzu, obrzydliwie ciemnym i paskudnie słonym. W pierwszej chwili nigdzie jej nie widział. Pod wodą było ciemno, ubranie i buty utrudniały pływanie, a on z pewną rozpaczą zastanowił się, co powie rodzicom. W płucach zaczynało brakować mu już powietrza, i zamierzał wypłynąć, by spróbować rzucić zaklęcie bąblogłowy… gdy wreszcie wypatrzył sylwetkę, tłukącą wodę rękami i nogami.
Darcy podpłynął ku niej i chwycił Daisy w pół.
W książkach, gdy opisywał takie sceny, to zawsze było dla bohaterów takie łatwe. Tymczasem teraz siostra wyślizgiwała się mu z rąk, płuca eksplodowały bólem, panika zalewała umysł, nie wiedział, jak ją trzymać i machać rękami i może nawet byłby ją puścił (oczywiście, próbowałby potem rzucać zaklęcia, by ją wyciągnąć), gdyby nie to, że w istocie nie było tutaj aż tak strasznie głęboko. Wydostali się na powierzchnię, Darcy zakaszlał, krztusząc się, bo nabrał powietrza, a jego twarz zaraz zalała z powrotem woda. Rozejrzał się, próbując znaleźć brzeg, i namierzyć molo, sprawdzić, czy woda ich nie zniosła.