02.07.2024, 19:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2024, 19:38 przez Charles Mulciber.)
Coś było nie tak. Wiele było nie tak, ale jednocześnie... Wszystko było w porządku. Spokój we wnętrzu Charliego nie pozwalał mu na przejęcie się tym, co dostrzegła. Umysł i ciało opuszczały stres i spięcie, z każdym wdechem opiumowego dymu ulatywały ku sufitowi w jasnym obłoku.
- Naprawdę uważasz, że jestem taki piękny? - Dopytał, bo podobało mu się to zainteresowanie. Słowa Laurenta były niewymuszone, ale też zupełnie nowe. Charles chyba nigdy wcześniej nie słyszał tylu komplementów, nie z ust kobiety, z pewnością nie z ust mężczyzny. - Wart twojego zainteresowania? Wart, żebyś... Zaśpiewał dla mnie, skoro potradisz?
Ten stan różnił się od upojenia alkoholowego i podobał się Charlesowi o wiele, o wiele bardziej. Nie bał się odłożyć fajki, oprzeć ramion o blat stolika i nachylić się w stronę nowego znajomego, odpowiadając na jego gest identycznym, niemal lustrzanym, gdy mieli spotkać się w lustrze zwierciadła. To, co mówili, nie było istotne. Zabawniejsze były słowne przekomarzanki, niedokończone obietnice i pokusa.
Drgnął, gdy palce Laurenta dotknęły jego twarzy, ale nie odsunął się. Poczuł się zaskoczony, nieco osaczony, gdy pewna granica została przekroczona. Zamiast uciec, sam uniósł dłoń i z większą stanowczością dotknął dolnej wargi mężczyzny, chcąc go uciszyć. Nie odpowiedział wprost na jego zarzut.
- Jesteś niesamowicie pewny siebie. - Zarzucił mu, przesuwając palec na brodę, a następnie złapał ją i przekręcił na bok, z dala od własnej twarzy. Dopiero wtedy wyprostował się, uciekając również przez dotykiem na swoim policzku. - Masz w sobie coś magicznego i sądzisz, że mnie zaczarujesz? Co może być takiego w tych niesamowitych oczach?
- Naprawdę uważasz, że jestem taki piękny? - Dopytał, bo podobało mu się to zainteresowanie. Słowa Laurenta były niewymuszone, ale też zupełnie nowe. Charles chyba nigdy wcześniej nie słyszał tylu komplementów, nie z ust kobiety, z pewnością nie z ust mężczyzny. - Wart twojego zainteresowania? Wart, żebyś... Zaśpiewał dla mnie, skoro potradisz?
Ten stan różnił się od upojenia alkoholowego i podobał się Charlesowi o wiele, o wiele bardziej. Nie bał się odłożyć fajki, oprzeć ramion o blat stolika i nachylić się w stronę nowego znajomego, odpowiadając na jego gest identycznym, niemal lustrzanym, gdy mieli spotkać się w lustrze zwierciadła. To, co mówili, nie było istotne. Zabawniejsze były słowne przekomarzanki, niedokończone obietnice i pokusa.
Drgnął, gdy palce Laurenta dotknęły jego twarzy, ale nie odsunął się. Poczuł się zaskoczony, nieco osaczony, gdy pewna granica została przekroczona. Zamiast uciec, sam uniósł dłoń i z większą stanowczością dotknął dolnej wargi mężczyzny, chcąc go uciszyć. Nie odpowiedział wprost na jego zarzut.
- Jesteś niesamowicie pewny siebie. - Zarzucił mu, przesuwając palec na brodę, a następnie złapał ją i przekręcił na bok, z dala od własnej twarzy. Dopiero wtedy wyprostował się, uciekając również przez dotykiem na swoim policzku. - Masz w sobie coś magicznego i sądzisz, że mnie zaczarujesz? Co może być takiego w tych niesamowitych oczach?