03.07.2024, 00:29 ✶
– Niestety czas jest przemijającą rzeką i nie ma czegoś takiego, jak za dużo jego, na moje przemyślenia – powiedział Karl do Thomasa, nieco oburzony sugestią Figga. – Poza tym tymi kocopołami, jak to określiłeś, probuje otwierać umysł Mabel, zanim zostanie zamknięta w okowach waszego systemu edukacji i segregacji osobowości przez tę starą szmatę, której od wieków pozwalacie na psucia potencjału waszych dzieci.
Mabel Karla akurat nie słuchała, zbyt zaaferowana całą sprawą. Nie słuchała też mamy, gdy kazała jej to wszystko zostawić, biegnąc na górę... Ale wtedy usłyszała coś, co sprawiło, że gwałtownie zawróciła.
– MAMA MA NARZECZONEGO!? – wykrzyknęła, wchodząc ze swoją ekscytacja na takie tony entuzjastycznego piszczenia, że Karl się, aż skrzywił. Mama miała narzeczonego. Mama miała narzeczonego! I tym narzeczonym był pan Sam! Ale super! Aaaaa. Już się nie mogła doczekać ślubu. Ale będzie fajnie! Mama będzie wyglądała na pewno pięknie, a pan Sam założy garnitur. I będzie tort. Pewnie taki duży i w ogóle przepyszny. I ona będzie sypała kwiatki! A Karl niósł obrączki! I, na Merlina, mama miała narzeczonego! – WYCHODZISZ ZA PANA SAMA!? A MI MÓWIŁAŚ ABYM SIĘ NIE ZAPĘDZAŁA JAK MÓWIŁAM O ŚLUBIE. WUJKU CZY TY JUŻ ZNASZ PANA SAMA? TO TEN NIEDŹWIEDŹ, O KTÓRYM CI MÓWIŁAM.
No tak się cieszyła, że przez chwilę zapomniała, że Leo dalej chce zrobić krzywdę narzeczonemu jej mamy. I to jeszcze miał nóż! Mabel pisnęła cicho, przestraszona, że czarodziej naprawdę kogoś skrzywdzi, ale dzielnie stała przy wejściu w stronę schodów, tak by blokowac czarodziejowi przejście. Niestety nie miała już flaminga, aby w niego rzucić, a garnki stały nieco za daleko. Karl, widząc co się dzieje, zeskoczył ze stołu, stając przed Mabel. Oboje patrzyli się gniewnie na Leo.
– Proszę usiąść i się uspokoić. To nie jest jakiś Thoran – burknęła dziewczynka. – To jest pan Sam... – Zmarszczyła brwi, bo nigdy specjalnie nie przepadała za literowaniem. – S.A.M. Mamo, wujku, powiedzcie mu coś!
Mabel Karla akurat nie słuchała, zbyt zaaferowana całą sprawą. Nie słuchała też mamy, gdy kazała jej to wszystko zostawić, biegnąc na górę... Ale wtedy usłyszała coś, co sprawiło, że gwałtownie zawróciła.
– MAMA MA NARZECZONEGO!? – wykrzyknęła, wchodząc ze swoją ekscytacja na takie tony entuzjastycznego piszczenia, że Karl się, aż skrzywił. Mama miała narzeczonego. Mama miała narzeczonego! I tym narzeczonym był pan Sam! Ale super! Aaaaa. Już się nie mogła doczekać ślubu. Ale będzie fajnie! Mama będzie wyglądała na pewno pięknie, a pan Sam założy garnitur. I będzie tort. Pewnie taki duży i w ogóle przepyszny. I ona będzie sypała kwiatki! A Karl niósł obrączki! I, na Merlina, mama miała narzeczonego! – WYCHODZISZ ZA PANA SAMA!? A MI MÓWIŁAŚ ABYM SIĘ NIE ZAPĘDZAŁA JAK MÓWIŁAM O ŚLUBIE. WUJKU CZY TY JUŻ ZNASZ PANA SAMA? TO TEN NIEDŹWIEDŹ, O KTÓRYM CI MÓWIŁAM.
No tak się cieszyła, że przez chwilę zapomniała, że Leo dalej chce zrobić krzywdę narzeczonemu jej mamy. I to jeszcze miał nóż! Mabel pisnęła cicho, przestraszona, że czarodziej naprawdę kogoś skrzywdzi, ale dzielnie stała przy wejściu w stronę schodów, tak by blokowac czarodziejowi przejście. Niestety nie miała już flaminga, aby w niego rzucić, a garnki stały nieco za daleko. Karl, widząc co się dzieje, zeskoczył ze stołu, stając przed Mabel. Oboje patrzyli się gniewnie na Leo.
– Proszę usiąść i się uspokoić. To nie jest jakiś Thoran – burknęła dziewczynka. – To jest pan Sam... – Zmarszczyła brwi, bo nigdy specjalnie nie przepadała za literowaniem. – S.A.M. Mamo, wujku, powiedzcie mu coś!