03.07.2024, 01:20 ✶
Mabel była dzisiaj w zdecydowanie bardzo dobrym humorze. Nie miała pojęcia co dokładnie planował pan Sam i mama, ale skoro mieli spędzić ten dzień razem, to była z tego zadowolona. Naprawdę lubiła to, że mogli gdzieś wyjść we trójkę, no w czwórkę, bo przecież uparła się, aby zabrali też Karla, i liczyła na to, że takich dni będzie jeszcze więcej, chociaż miała też po cichu nadzieję, że kiedyś uda jej się pokazać narzeczonemu mamy Londyn, który przecież tak lubiła.
— Ale tu ładnie! – wykrzyknęła, podskakując w miejscu z ekscytacji i obrzuciła mamę i mężczyznę promiennym uśmiechem.
W niemal wszystkich historiach, które czytała, jeśli nie miało się jednego rodzica, to prędzej, czy później w progu drzwi zjawiała się złą macocha i wszystko psuła. Ale pan Sam nie był przecież złą macochą. Pan Sam zamiast surowego spojrzenia, miał dzisiaj spojrzenie pełne radości, no chyba że akurat patrzył się na mamę, to wtedy jego spojrzenie było takie jakby bardziej czułe. Pan Sam nie miał też jakiś złowrogich planów przejęcia całej rodziny i zmuszania jej do wykonywania przykrych obowiązków domowych, a zamiast tego najwyraźniej fundował fajne wycieczki. No i co najważniejsze mama też była przy nim bardziej uśmiechnięta. Tak, pan Sam zdecydowanie nie był złą macochą. A może to dlatego, że był macochem, a nie macochą? Czy macochowie byli milsi, niż macochy?
– No muszę przyznać, znalazłeś całkiem urokliwe miejscu Samuelu – powiedział Karl, podchodząc do czarodzieja. Młoda Figg uśmiechnęła się jeszcze szerzej, wiedząc, że tego dnia jej przyjaciel nie powie niczego przykrego pod adresem pana Sama – głównie dlatego, że sama go o to poprosiła, a ten, nie potrafiąc jej odmówić, się na to zgodził.
Mabel zerknęła na mamę i pokręciła głową.
– Nie, dziękuję, nie jestem. – Jak mogłaby być głodna w tym momencie, gdy padła propozycja ścigania się. – Jak się będziemy ścigać? Mamo też będziesz? Proszę, proszę też się ścigaj. Przecież ty szybko biegasz. Zwłaszcza wtedy, gdy przypaliły się nam wtedy te babeczki i musiałaś szybko biec do piekarnika, pamiętasz?
— Ale tu ładnie! – wykrzyknęła, podskakując w miejscu z ekscytacji i obrzuciła mamę i mężczyznę promiennym uśmiechem.
W niemal wszystkich historiach, które czytała, jeśli nie miało się jednego rodzica, to prędzej, czy później w progu drzwi zjawiała się złą macocha i wszystko psuła. Ale pan Sam nie był przecież złą macochą. Pan Sam zamiast surowego spojrzenia, miał dzisiaj spojrzenie pełne radości, no chyba że akurat patrzył się na mamę, to wtedy jego spojrzenie było takie jakby bardziej czułe. Pan Sam nie miał też jakiś złowrogich planów przejęcia całej rodziny i zmuszania jej do wykonywania przykrych obowiązków domowych, a zamiast tego najwyraźniej fundował fajne wycieczki. No i co najważniejsze mama też była przy nim bardziej uśmiechnięta. Tak, pan Sam zdecydowanie nie był złą macochą. A może to dlatego, że był macochem, a nie macochą? Czy macochowie byli milsi, niż macochy?
– No muszę przyznać, znalazłeś całkiem urokliwe miejscu Samuelu – powiedział Karl, podchodząc do czarodzieja. Młoda Figg uśmiechnęła się jeszcze szerzej, wiedząc, że tego dnia jej przyjaciel nie powie niczego przykrego pod adresem pana Sama – głównie dlatego, że sama go o to poprosiła, a ten, nie potrafiąc jej odmówić, się na to zgodził.
Mabel zerknęła na mamę i pokręciła głową.
– Nie, dziękuję, nie jestem. – Jak mogłaby być głodna w tym momencie, gdy padła propozycja ścigania się. – Jak się będziemy ścigać? Mamo też będziesz? Proszę, proszę też się ścigaj. Przecież ty szybko biegasz. Zwłaszcza wtedy, gdy przypaliły się nam wtedy te babeczki i musiałaś szybko biec do piekarnika, pamiętasz?