03.07.2024, 02:06 ✶
Jonathan był wręcz przekonany, że pewnego dnia usłyszy z ust Charlotte, że był od niej piękniejszy. Po prostu to jeszcze nie był ten dzień.
W przeciwieństwie do czarownicy, dla Jonathana deser przestał już mieć znaczenie, gdy tylko zobaczył tego ducha, pozwalając przysmakowi odpłynąć w zapomnienie. Czy to dlatego obsługa, tak dziwnie się na niego patrzyła? Bo przypominał im przystojniejszym wersję kogoś, kto tutaj zmarł?
Skinął głową na jej ostrzeżenia, mając zbyt dużo szacunku do jej pracy i zainteresowań duchami, aby tym razem ignorować to co do niego mówiła. Zwłaszcza, że nieszczególnie miał ochotę słuchać o szczegółach śmierci kogoś tak podobnego do niego, gdy sam ostatnio zdecydowanie za często myślał o swojej śmiertelności.
Śmiertelności, której końca był bardzo blisko, gdy Charlotte postanowiła odezwać się do ducha słowami, którymi się odezwała, akurat kiedy Selwyn upił trochę wina i niemal się nie zakrztusił, nie wiedząc czy z większym zdziwieniem patrzeć się na Charlotte, czy ranę na piersi ducha. Czyli chyba wiadomo było już, jak umarł.
– Widzimy, a nawet słyszymy mój drogi – odpowiedział z uśmiechem, jakby nigdy nic. – Tak, zauważyłem pewne podobieństwo.
Teraz, gdy mógł mu się przyjrzeć z bliska utwierdzał się w przekonaniu, że oczywiście był mimo wszystko bardziej urodziwy, ale podobieństwo nie było jedynie pozorne. Nie zazdrościł jednak duchowi. Jak to było patrzeć na twarz tak podobną do swojej własnej, tylko żywej? Czy zastanawiał się, czy tak by wyglądał, gdyby nie zmarł?
Skrzywił się nieco bardziej, niż zamierzał, gdy poczuł wywołany dotykiem ducha nienaturalny chłód. Chłodny dotyk na jego ciele, był jedną z tych rzeczy, które przed Francją nigdy mu nie przeszkadzały, a teraz stawały się problemem, zwłaszcza po otrzymaniu przez niego listu. Chłodny dotyk i róże.
– Dobrze. Chodźmy – powiedział, wstając z krzesła i samemu łapiąc Charlotte pod ramię, gestem jak na dżentelmena na randce przystało, jeśli raczyła wstać, by udać się w kierunku, w którym prowadził ich duch.
W przeciwieństwie do czarownicy, dla Jonathana deser przestał już mieć znaczenie, gdy tylko zobaczył tego ducha, pozwalając przysmakowi odpłynąć w zapomnienie. Czy to dlatego obsługa, tak dziwnie się na niego patrzyła? Bo przypominał im przystojniejszym wersję kogoś, kto tutaj zmarł?
Skinął głową na jej ostrzeżenia, mając zbyt dużo szacunku do jej pracy i zainteresowań duchami, aby tym razem ignorować to co do niego mówiła. Zwłaszcza, że nieszczególnie miał ochotę słuchać o szczegółach śmierci kogoś tak podobnego do niego, gdy sam ostatnio zdecydowanie za często myślał o swojej śmiertelności.
Śmiertelności, której końca był bardzo blisko, gdy Charlotte postanowiła odezwać się do ducha słowami, którymi się odezwała, akurat kiedy Selwyn upił trochę wina i niemal się nie zakrztusił, nie wiedząc czy z większym zdziwieniem patrzeć się na Charlotte, czy ranę na piersi ducha. Czyli chyba wiadomo było już, jak umarł.
– Widzimy, a nawet słyszymy mój drogi – odpowiedział z uśmiechem, jakby nigdy nic. – Tak, zauważyłem pewne podobieństwo.
Teraz, gdy mógł mu się przyjrzeć z bliska utwierdzał się w przekonaniu, że oczywiście był mimo wszystko bardziej urodziwy, ale podobieństwo nie było jedynie pozorne. Nie zazdrościł jednak duchowi. Jak to było patrzeć na twarz tak podobną do swojej własnej, tylko żywej? Czy zastanawiał się, czy tak by wyglądał, gdyby nie zmarł?
Skrzywił się nieco bardziej, niż zamierzał, gdy poczuł wywołany dotykiem ducha nienaturalny chłód. Chłodny dotyk na jego ciele, był jedną z tych rzeczy, które przed Francją nigdy mu nie przeszkadzały, a teraz stawały się problemem, zwłaszcza po otrzymaniu przez niego listu. Chłodny dotyk i róże.
– Dobrze. Chodźmy – powiedział, wstając z krzesła i samemu łapiąc Charlotte pod ramię, gestem jak na dżentelmena na randce przystało, jeśli raczyła wstać, by udać się w kierunku, w którym prowadził ich duch.