03.07.2024, 13:30 ✶
– Millie, ciągutki nigdy nie wystarczyły, żeby mnie powstrzymać – odparła Brenna. I ona i Miles potrafiły być równie rozgadane, ale… w zupełnie inny sposób. I dość szybko i po gadaniu, i milczeniu dało się wywnioskować, że coś tutaj absolutnie i totalnie nie gra. – Eee… ale w sumie to… nie ma chyba niczego, o co chciałabym spytać Erika, a nie mogłabym zrobić tego ze swoją własną twarzą? Wiesz, on nie ma żadnych oporów w narzekaniu na mnie, obojętnie, czy nie stoję pół metra dalej, i nawet nie to, że jakoś szczególnie się mu dziwię…
Nie, Brenna absolutnie doceniała potencjału wynikającego z tej całej zamiany ciał. Od czasu do czasu lubiła psoty, ale skłonność do figli spadła u niej dość znacząca jakieś dwa czy trzy lata po szkole, i nawet jeśli zdarzały się jej żarty, to jednak nie miała zamiaru chodzić i wmawiać ludziom, że jest Millie Moody – owszem, to byłoby zabawne. Ale po prostu trochę się bała, co zrobiłaby Millie, przy wmawianiu ludziom, że jest Brenna. Gdyby spotkały jakichś znajomych, nawet mogłaby zobaczyć ich miny, gdy próbowaliby rozgryźć, co się tutaj dzieje, ale jakoś nie przychodziło jej do głowy nic, w co miałaby chęć wkręcać brata w tym fałszywym ciele…
– To nie powinno się liczyć – jęknęła iście potępieńczo, kiedy Basilius wspomniał o dziwnej dacie i Brenna odruchowo zerknęła na kalendarz. – Jeśli tak to potraktować, to oznaczałoby, że wszystko eskaluje, bo najpierw to było dużo szóstek, i trzynasty, i naprawdę dziwna data, a teraz… – dodała, tak oskarżycielsko, chociaż był to chyba zarzut pod adresem świata, nie Prewetta. Bo co, teraz miał to być jeszcze każdy 6 września, i może 9 czerwca, i 6 czerwca, i 9 września, i bogowie wiedzą co jeszcze?
Zerknęła na mieszankę witaminową, a raczej pojemnik po niej, potem na Basiliusa.
I wstała z miejsca, by wzorem Miles dopaść do lodówki.
– Oddam później – dorzuciła, wracając na kanapę, nie z piwem, a najbardziej jadalną rzeczą, jaką tam znalazła. Po drodze jeszcze raz pogłaskała Cerbera. – Co znaczy „hm”? Czy to „hm” trzeba iść do Munga, czy hm, nie przejmujcie się, wszystko będzie dobrze?
Nie, Brenna absolutnie doceniała potencjału wynikającego z tej całej zamiany ciał. Od czasu do czasu lubiła psoty, ale skłonność do figli spadła u niej dość znacząca jakieś dwa czy trzy lata po szkole, i nawet jeśli zdarzały się jej żarty, to jednak nie miała zamiaru chodzić i wmawiać ludziom, że jest Millie Moody – owszem, to byłoby zabawne. Ale po prostu trochę się bała, co zrobiłaby Millie, przy wmawianiu ludziom, że jest Brenna. Gdyby spotkały jakichś znajomych, nawet mogłaby zobaczyć ich miny, gdy próbowaliby rozgryźć, co się tutaj dzieje, ale jakoś nie przychodziło jej do głowy nic, w co miałaby chęć wkręcać brata w tym fałszywym ciele…
– To nie powinno się liczyć – jęknęła iście potępieńczo, kiedy Basilius wspomniał o dziwnej dacie i Brenna odruchowo zerknęła na kalendarz. – Jeśli tak to potraktować, to oznaczałoby, że wszystko eskaluje, bo najpierw to było dużo szóstek, i trzynasty, i naprawdę dziwna data, a teraz… – dodała, tak oskarżycielsko, chociaż był to chyba zarzut pod adresem świata, nie Prewetta. Bo co, teraz miał to być jeszcze każdy 6 września, i może 9 czerwca, i 6 czerwca, i 9 września, i bogowie wiedzą co jeszcze?
Zerknęła na mieszankę witaminową, a raczej pojemnik po niej, potem na Basiliusa.
I wstała z miejsca, by wzorem Miles dopaść do lodówki.
– Oddam później – dorzuciła, wracając na kanapę, nie z piwem, a najbardziej jadalną rzeczą, jaką tam znalazła. Po drodze jeszcze raz pogłaskała Cerbera. – Co znaczy „hm”? Czy to „hm” trzeba iść do Munga, czy hm, nie przejmujcie się, wszystko będzie dobrze?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.