Człowiek zbyt łatwo gubił się w twarzach, które posiadał. Maskach, które zmieniał. Czy dorosłemu mężczyźnie w ogóle przystojną iście nastoletnie problemy tożsamości? A może to w ogóle nie było zależne od wieku i regulacja tego, kim jestem nie była wcale odmierzaniem kolejnych wiosen w kalendarzu? Odpowiedź zawsze była ta sama i tak samo prosta - jesteś każdą z tych osób, bo to naturalne, że w różnych sytuacjach potrafimy inaczej się zachowywać, że różni ludzie sprawiają, że pokazujemy inną część siebie. Gdyby jednak te naturalności z takim banałem były opowiadane to problematyka ludzkiej psychiki pewnie byłaby opowiadana przez chłopa z cepem w polu. Tymczasem się prężyliśmy, cudowaliśmy, a wszystko po to, żeby na końcu własnej drogi wyjść zdziwionym i niepewnym, jak w ogóle skończyliśmy w ten sposób.
Smutek nigdy nie przeminie... Nie mógł powiedzieć, że był nieszczęśliwy całe życie - to byłoby kłamstwo. Ale powiedzieć, że naprawdę odnalazł swoje ultymatywne szczęście? Że dobrnął do punktu, w którym naprawdę mógłby się zatrzymać? Chyba ten czas, kiedy wszystko się uspokoiło, kiedy przeszłość została porwana jak muszla z ostatnią z fal, gdy morze było niemal nieruchome, a jego leniwy szum był ledwo szmerem dla ucha - wtedy, gdy zatrzymał się w nowo zbudowanym domu mógł powiedzieć, że był szczęśliwy. Czy tak do końca..? Homo sapiens to niezwykle chciwe istoty - potrafią nie doceniać tego, co mają, zapominać o dobroci, jaką zostali otoczeni i widzieć same przeszkody, same nieznośne wyboje, które mają przed sobą. Zapominają o tym, jak dobrze było mieć chociażby pieniądze na wyłożenie wszystkiego, co sobie tylko życzą. Zawsze było czegoś za mało i zawsze mogli dostać więcej.
- Nieszczęśliwe życie i nieszczęśliwa śmierć. - Nie pytał już, skąd wiadomo, że te słowa padły, czy ktoś przy nim był, czy ktoś mu towarzyszył. Być może, a być może to już tylko legenda. Jakoś doskonale pasowała do tego wrażenia ostatnich chwil. Było diamentem dodanym do starannie wykonanego pierścionka - finiszem, po którym nie było już odpowiednich słów. - Limbo... chyba należałoby zapytać kapłanów. - Czy mógł sam powiedzieć o Limbo? Że jawiło się pustym miejscem, gdzie duch zamknięty był w przestrzeni własnej jaźni. Wiecznie czekający - na coś, na kogoś. Niektóre doprowadzało to chyba do szaleństwa, inne zdawały się żyć niemal w raju - spokojne i zadowolone. Samym tematem Limbo nie to, że nie był szczególnie zainteresowany, ale jakoś brakowało czasu w kalendarzu, żeby zainteresować się w pełni.
Zaśmiał się perliście, kiedy usłyszał to jakże słodkie wyznanie - zaproszenie do flirtu, chociaż chyba zapraszanie potrzebne nie było. Brzmiało tak niewinnie, a przecież nie miał prawa wiedzieć, jakie myśli czaiły się w głowie tego człowieka. Nawet jeśli niektóre gesty i niektóre spojrzenia przemawiały przez same siebie bardzo intensywnie - bez słów. I rzeczywiście - nie zastanawiał się za długo nad tym. Przynajmniej nie teraz - i być może nie w przyszłości. Kiedy ta mała zabawa, gra, przetrącana była tym, co lekkie i co dodawało piękna do całokształtu twórczości. To, co przyszło później, już takie lekkie nie było i uciszyło jego śmiech. Podpisałby się pod tym - zło, smutek, śmierć, agresja, ból... tyle rzeczy, których, jego zdaniem, lubić się nie da. Niektóre były częścią tego życia, nie można było się od nich odcinać i udawać, że nie istnieją, ale były różne rodzaje smutku i różne rodzaje bólu. Niektóre z nich były wręcz niepotrzebne. Obleczone żalem, bo dlaczego w ogóle się zrodziły w pierwszym miejscu? Dlaczego ja, dlaczego on... Czemu człowiek, który się żeni, jest taki nieszczęśliwy jednocześnie? Nie on pierwszy - pamiętał jak Victoria była nieszczęśliwa, kiedy miała wyjść za mąż. Różnica była taka, że ona nie znosiła swojego narzeczonego. Perseus zaś przecież kochał Vespere. Nie odpowiedział od razu na komentarz co do obrazu.
- To prawda... lubię obrazy i twórczość mugoli. Nie uważam, żeby jakkolwiek odstawali od czarodziejskiej, a czasem w tym bezruchu dostrzegam o wiele więcej uroku. Pozostawia więcej do pracy wyobraźni. - Sam niemal czuł zapach tego opalonego w słońcu zboża kołysanego przez wiatr. - A niewygodny garnitur to w istocie prawdziwe piekło. - Zażartował, uśmiechając się ciepło do mężczyzny.