adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
To był jeden z nielicznych, pogodnych dni listopada, mającego się już powoli ku końcowi i chociaż świeciło słońce, a po południu zrobiło się nawet niemal ciepło, ilekroć zawiał wiatr w powietrzu czuć było nadchodzącą zimę. Większość liści z sadu przy Warowni opadła, późna odmiana róż, posadzonych przed domem powoli już przekwitała i tylko jedna z odmian bluszczu, porastającego ścianę posiadłości, pozostawała zielona.
Podmuch wiatru zmierzwił lekko włosy Brenny i szarpnął czerwonym szalikiem, gdy wędrowała przez ogród u boku Quintessy Longbottom. Clemens Longbottom mógł zniknąć z Warowni gdzieś w mroku Nokturna, a obrączka z palca jego żony, nie oznaczało to jednak, że sama Tessa przestała być mile widziana w tym domu. Pozbycie się męża mogło okazać się łatwiejsze niż wyrzucenie z życia jego rodziny, w którą przez te wszystkie lata córka Scamanderów zdążyła wrosnąć na dobre. A o ile swego czasu dziewiętnastoletnia Brenna nie miała zbyt wielkich możliwości kręcić się po Nokturnie i zadręczać swoją osobą wuja, o tyle ciotkę wciąż miała w zasięgu ręki. Nie było więc nic zaskakującego w tym, że Quintessa po raz kolejny trafiła do Warowni na weekendowy obiad i została porozmawiać chwilę z Brenną.
Rozmowa z Brenną wyglądała zwykle tak, że ta wyrzucała z siebie milion pytań i odpowiedzi, słuchała, co miała do powiedzenia druga strona, a potem mówiła dalej. Zachęcała do mówienia i drugą stronę, ale jeśli ta odmawiała współpracy, Brenna mogła mówić za dwoje. Teraz jednak słowa jakoś mniej chciały się sypać, może dlatego, że Brenna nie miała specjalnego doświadczenia w oznajmianiu członkom rodziny, że formułuje się właśnie podziemna organizacja, mająca na celu przeciwdziałanie śmierciożercom. I och, może ciocia, skoro nigdy nie lubiła tych bredni o czystej krwi – nic nadzwyczajnego zresztą, Brenna mogła sobie tylko wyobrazić, jak wiele obelg i niechętnych spojrzeń, a także drobnych afrontów oraz złośliwych szeptów musiała Quintessa znieść te trzydzieści lat temu, wychodząc za Longbottomów – to chciałaby czasem to i owo donieść, co usłyszy w antykwiariacie, złamać jakąś klątwę i takie tam…
Poza tym pewnie i tak by się zorientowała, że bracia jej męża i jego bratankowie coś knują.
I zabiłaby Brennę, gdyby pewnego dnia się dowiedziała, że ta powiedziała Woody’emu, a jej nie.
Brenna kopnęła jakiś drobny kamyk i stłumiła westchnienie.
– Spytałabym, czy czytałaś ostatnio gazety, ale pewnie nawet jeśli nie, to i tak wszystko słyszałaś i tak dalej… Co sądzisz o tym całym Voldemorcie – Nienawidzę – Mugoli – Ale – Ukradnę – Ich – Hierarchię – Szlachecką – I – Obwołam – Się – Lordem?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.