Docieramy z Erikiem do stolika z alkoholem
Zaśmiała się cicho, kiedy Longbottom wspomniał, że teraz jest oczkiem w głowie swojego ojca. Może było w tym trochę prawdy, od zawsze była jego ulubienicą, miało na to wpływ pewnie to, że była jego jedyną córką, przy okazji najbardziej podobną charakterem do Gerarda. Pozwalał jej naprawdę na wiele, w końcu dzięki niemu mogła zajmować się tym, co potrafiła najlepiej. Sam wyszkolił ją do tego, aby stała się wybitnym łowcą. Byli tacy ojcowie, którzy nie pozwoliliby swoim córką biegać z kuszą po lesie, jej nie miał z tym najmniejszego problemu. Był z niej dumny. Kupił jej nawet ostatnio konia, bo wspominała, że ma chęć się nauczyć jeździć. To musiało coś znaczyć. Geraldine odwdzięczała się ojcu swoją uwagą. Zawsze znajdowała dla niego czas i godnie reprezentowała ich rodzinę wśród innych czystokrwistych, chociaż kiedyś tego nienawidziła. Wiedziała jednak, że sporo aktualnie spoczywa na jej barkach, bo Astaroth trochę został ograniczony swoją klątwą. - Nie dam rady stracić w jedną noc naszego całego majątku, nawet jeśli bardzo się postaram. - Nie ukrywała wcale, że jest obrzydliwie bogata, chociaż Erik na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że Gerry średnio zależy na majątku, nie była to wartość, którą uważała za najważniejszą. - Naprawdę myślisz, że nieźle sobie poradziłam na Lammas? - Dodała jeszcze trochę ciszej, mógł zauważyć w niej zwątpienie. Rzadko kiedy występowała publicznie i nie było to coś, w czym czuła się pewnie. - Tak właściwie to chyba nie zdążyłam ci podziękować za to, że zgłosiłeś się do tej zabawy na scenie. - Wypadało to zrobić, miała wrażenie, że gdyby nie Erik, to nie byłoby tak kolorowo, bo kiedy postanowił zaangażować się w jej pokaz od razu znaleźli się kolejni chętni.
- Nie widzę sensu, żeby ich uciszać, niech gadają. - Pannie Yaxley zupełnie nie przeszkadzały te wyssane z palca plotki, zdecydowanie wolała, żeby gadali takie głupoty, niż zaczęli faktycznie śledzić jej poczynania, wtedy dopiero powinna zacząć się martwić. Na całe szczęście jeszcze nikt nie zaczął zbyt wiele gadać o Thoranie. - Tak, ponoć też pojechałeś za mną do Windermere bo wybrałam się tam z kochankiem i zakończyliśmy nasz romans. - Uśmiechnęła się pokazując zęby. Niezmiernie ją to bawiło. - Myślę, że już pisali coś o upijaniu się, na pewno, zbyt wiele razy robiliśmy to razem. - Znali się w końcu tyle lat, że ciężko było zliczyć ile przyjęć spędzili w swoim towarzystwie.
- Bardzo dobry wybór! - Najwyraźniej ucieszyło ją to, że będą się raczyć tym samym trunkiem. Nie było tu może baru, ale stół, spróbowała wypatrzyć na nim dokładnie tego, czego szukali. - Jest! - Sięgnęła po dwie szklanki, jedną wręczyła Erikowi, drugą trzymała w lewej ręce, upiła z niej niewielki łyk. Nie zamierzała się schlać przed tym, jak zaczną grać, nie żeby jej umysł bez alkoholu należał do szczególnie błyskotliwych, ale zawsze mogło być gorzej.
Skierowała swój wzrok w stronę w którą pomachał Longbottom, była ciekawa, kogo znajomego wypatrzył w tłumie. Sama Yaxley miała wrażenie, że pojawiło się w tym miejscu wiele znajomych twarzy, ciekawe kogo dziś ogra, albo kto wyjdzie stąd z jej pieniędzmi.