- Tak, to na pewno dzięki urodzinom, Matka się nade mną zlitowała, stwierdziła, że mi wystarczy atrakcji. - Beltane w końcu było dla niej trochę kłopotliwe. Straciła Salema, później wywiał ją wiatr i myślała, że umrze. Nie spowodowało to jednak, że zaczęła unikać sabatów, chociaż każdy normalny po takim doświadczeniu pewnie by się dwa razy zastanowił, czy faktycznie warto jest się tam pojawić. Norka jednak chciała żyć, jakby wróg wcale nie czaił się za rogiem, przecież nie wiedzieli kiedy umrą, nie mogli sobie odmawiać wszystkich przyjemności. Ta droga wydawała się jej być lepszą.
- Nie, nie w rodzinnej chacie. - Po tym, co Sam opowiedział jej o matce przestała się dziwić temu, że nie chciał jej tam zabrać. Ona też była w pewien sposób odpowiedzialna za to, że ich drogi się rozeszły. Wspomniał jej o tym jednak dopiero teraz, kiedy spotkali się ponownie. Trochę żałowała, że nie podzielił się tym z nią od razu, bo ich losy mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej. Z drugiej jednak strony nie miała prawa narzekać, przecież wszystko się jakoś ułożyło, znowu byli szczęśliwi. Trochę martwiła się tym, że pewnie dojdzie między nimi do pewnej konfrontacji, będzie musiała mu opowiedzieć o tym, kto jest ojcem Mabel, a raczej wytłumaczyć się z tego, że ukrywała przed nim istnienie ich wspólnego dziecka, ale będzie to problem Nory z przyszłości. Póki co żyła chwilą i cieszyła się tymi wspólnymi chwilami.
- Wiesz, że za tobą skoczyłabym w ogień, prawda? - Nie tylko w bagno. Erik był osobą dla której była skłonna poświęcić niemalże wszystko. Nikt inny nie rozumiał jej jak on. Mimo tych wydarzeń podczas Beltane, kiedy zaczęli aż za bardzo gościć w swoich życiach nie zmieniło się nic. Nadal go uwielbiała, nadal był jej najbliższą osobą. Nie do końca była w stanie sama zrozumieć tę więź, czuła, że jest to coś nadnaturalnego, że ich dusze kiedyś były ze sobą związane, ale czy to właściwie było możliwe?
- Ty też masz do mnie dużo cierpliwości, nigdy się na mnie nie obraziłeś, znaczy nie na zbyt długo, a miałeś naprawdę wiele powodów, bo potrafię być strasznie nieznośna, trwasz przy mnie, jak nikt inny. Ogromnie się cieszę, że jesteś, że cię mam. Nie umiem sobie wyobrazić swojego życia bez ciebie. - Może i się powtarzała, ale naprawdę zależało jej na tym, aby Longbottom sobie też to uświadomił.
Kiedy znowu się odezwał słuchała go uważnie, z każdym wypowiedzianym przez Erika słowem jej źrenice rozszerzały się coraz bardziej. Była tak zaabsorbowana tym, co dzieje się w jej życiu, że nie zauważyła, że u niego było podobnie. Skarciła się za to w myślach, powinna być uważniejsza, powinna to zauważyć wcześniej. Tyle, że też nic nie poczuła, może ta znajomość, w którą wdał się Erik była mniej intensywna od tej jej? - Nie wiem dlaczego tego nie zauważyłam. - Powiedziała cicho. - Strasznie się cieszę, że i tobie się układa, któż jest tym szczęśliwcem? - Wbrew pozorom Norka wcale nie była taka głupia, na jaką wyglądała i miała pewne przeczucia co do upodobań Erika.