03.07.2024, 23:38 ✶
Wbrew wszystkiemu nie porzucał całkowicie swojej wcześniejszej pracy, po prostu ostatnie wydarzenia ukazały mu, że są o wiele ważniejsze rzeczy niż ganianie za klątwami i dostawanie się do grobowców czy przeklętych miejsc. Może i nie odwiedzał co tydzień nowego miejsca próbując zmierzyć się z napotkanymi klątwami, ale nadal, będąc tutaj może będzie mógł coś zmienić. Na pewno miał większy wpływ niż przebywając na stepach Azji czy w Egipcie.
- To prawda, zapamiętał te miejsce jako bardziej... flegmatyczne niż jest teraz - zgodził się dobrze wiedząc co ma na myśli. - Jakie wszyscy? - tym razem nie udawał zdziwienia dla żartów, jednak nie byłby sobą, gdyby zaraz nie dodał. - Nie uważasz, że gdybyśmy chcieli cię tam porzucić to byśmy nie zdradzali ci planu wyjazdu a spontanicznie zabrali cię na taką wyprawę? Ale uważaj, gdyby ktoś chciał zabrać cię na Antarktyd czy do Amazonii - puścił oko do Brenna i zniknął na chwilę przy kontuarze, aby zamówić napoje.
Panna Longbottom nie została jednak sama na zbyt długo, bowiem już po chwili Figg wracał trzymaj w jednej ręce szklankę z sokiem pomarańczowym, a w drugiej kufel wypełniony Guinessem. Może i ona nie chciała alkoholu to jednak on czuł taką potrzebę. Ostanim razem gdy widział się z Jasonem obiecali sobie wyskoczyć na jednego przy kolejnej okazji, cóż... W pewien sposób czuł się ,ze tak dotrzymuje tej obietnicy.
Postawił szklanki na stole i zajął miejsce naprzeciwko.
- Odpoczynek ci się przyda, nie mówię już od natłoku pracy w Ministerstwie i ... tej dorywczej robocie - dodał nie chcąc wspominać o Zakonie na głos w nieznanym miejscu. - Wyjazd na kilka dni, oczyszczenie umysłu z trosk pozwoli wrócić z nową siłą - dobrze wiedział, że niektóre osoby po zaznaniu takiej wolności kusiłoby już nie wracać. To miał świadomość, że Longbottomówna do takich nie należy - ją trzeba będzie przekonywać do tego, żeby pojechała, a nie wróciła. Nie byłą przecież osobą, która zrzuciłaby wszystko na barki innych, wręcz przeciwnie chciałaby im odjąć.
- Nie mówię, że masz porzucić wszystko i wyjechać na pół roku, ale tydzień, przemyśl to po prostu, Mabel też by się cieszyła z twojej obecności - a jakże, Thomas może i nie odkrywał wszystkich swoich kart, jednak zagranie kartą siostrzenicy było przecież idealne. Teraz tylko trzeba zostawić to, niech pomysł kiełkuje w jej głowie, a on porozmawia jeszcze z Norą, żeby też przekonywała swą przyjaciółkę do udania się wraz z nimi.
Uniósł szklankę ze swoim trunkiem w górę w niemym geście toastu i upił solidny łyk.
- To prawda, zapamiętał te miejsce jako bardziej... flegmatyczne niż jest teraz - zgodził się dobrze wiedząc co ma na myśli. - Jakie wszyscy? - tym razem nie udawał zdziwienia dla żartów, jednak nie byłby sobą, gdyby zaraz nie dodał. - Nie uważasz, że gdybyśmy chcieli cię tam porzucić to byśmy nie zdradzali ci planu wyjazdu a spontanicznie zabrali cię na taką wyprawę? Ale uważaj, gdyby ktoś chciał zabrać cię na Antarktyd czy do Amazonii - puścił oko do Brenna i zniknął na chwilę przy kontuarze, aby zamówić napoje.
Panna Longbottom nie została jednak sama na zbyt długo, bowiem już po chwili Figg wracał trzymaj w jednej ręce szklankę z sokiem pomarańczowym, a w drugiej kufel wypełniony Guinessem. Może i ona nie chciała alkoholu to jednak on czuł taką potrzebę. Ostanim razem gdy widział się z Jasonem obiecali sobie wyskoczyć na jednego przy kolejnej okazji, cóż... W pewien sposób czuł się ,ze tak dotrzymuje tej obietnicy.
Postawił szklanki na stole i zajął miejsce naprzeciwko.
- Odpoczynek ci się przyda, nie mówię już od natłoku pracy w Ministerstwie i ... tej dorywczej robocie - dodał nie chcąc wspominać o Zakonie na głos w nieznanym miejscu. - Wyjazd na kilka dni, oczyszczenie umysłu z trosk pozwoli wrócić z nową siłą - dobrze wiedział, że niektóre osoby po zaznaniu takiej wolności kusiłoby już nie wracać. To miał świadomość, że Longbottomówna do takich nie należy - ją trzeba będzie przekonywać do tego, żeby pojechała, a nie wróciła. Nie byłą przecież osobą, która zrzuciłaby wszystko na barki innych, wręcz przeciwnie chciałaby im odjąć.
- Nie mówię, że masz porzucić wszystko i wyjechać na pół roku, ale tydzień, przemyśl to po prostu, Mabel też by się cieszyła z twojej obecności - a jakże, Thomas może i nie odkrywał wszystkich swoich kart, jednak zagranie kartą siostrzenicy było przecież idealne. Teraz tylko trzeba zostawić to, niech pomysł kiełkuje w jej głowie, a on porozmawia jeszcze z Norą, żeby też przekonywała swą przyjaciółkę do udania się wraz z nimi.
Uniósł szklankę ze swoim trunkiem w górę w niemym geście toastu i upił solidny łyk.